Światowa Organizacja Meteorologiczna ogłosiła 3 września 2026 r., iż El Niño nasili się do bardzo silnego poziomu pod koniec roku, a prawdopodobieństwo jego trwania do lutego 2027 r. wynosi niemal 100 proc. Dla Polski oznacza to większą niepewność pogody, cen żywności i kosztów energii, choć lokalnych skutków nie da się przesądzić.
Prognoza WMO jest wyjątkowo jednoznaczna
El Niño jest już w pełni ukształtowane nad środkową i wschodnią częścią równikowego Pacyfiku. Światowa Organizacja Meteorologiczna podała, iż w kolejnych miesiącach zjawisko będzie się wzmacniać, osiągnie bardzo silny poziom i najpewniej przypadnie na szczyt pod koniec 2026 r. Jego wpływ na światowy klimat ma utrzymywać się również w 2027 r.
Modele ośrodków WMO wskazują na prawdopodobieństwo bliskie 100 proc., iż El Niño przetrwa okres od września do listopada 2026 r. oraz od grudnia 2026 r. do lutego 2027 r. Organizacja zaznacza, iż jej sieć prognostyczna po raz pierwszy przedstawiła ocenę tak jednoznaczną. Zbieżne sygnały z oceanu i atmosfery wzmacniają pewność prognozy.
W regionie Niño 3.4 średnia anomalia temperatury powierzchni morza wynosiła 1,5 stopnia Celsjusza powyżej normy w okresie od maja do lipca, a w samym lipcu 2 stopnie. Od końca lipca do połowy sierpnia wartości tygodniowe wzrosły do około 2,2-2,6 stopnia. Jeszcze większe odchylenia występowały pod powierzchnią oceanu, miejscami przekraczając 8 stopni.
Silne El Niño nie daje jednej prognozy dla wszystkich kraju
Zjawisko zmienia obieg atmosferyczny, rozkład opadów i temperatur na ogromnych obszarach. W jednych regionach rośnie ryzyko powodzi, w innych suszy i ekstremalnych upałów. Nie wolno jednak mechanicznie przekładać siły El Niño na skalę szkód w konkretnym państwie. WMO podkreśla, iż skutki zależą od miejsca, pory roku oraz sytuacji na Atlantyku i Oceanie Indyjskim.
To ważne zastrzeżenie dla Polski. Globalny alarm nie jest gotową prognozą polskiej zimy ani podstawą do ogłaszania katastrofy. Wcześniejsza analiza wpływu El Niño na Polskę wskazywała na możliwość bardziej wilgotnych warunków, ale ostateczny przebieg pogody musi potwierdzać Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej w prognozach krajowych.
Dla okresu od września do listopada WMO przewiduje zwiększone prawdopodobieństwo temperatur powyżej normy na niemal wszystkich obszarach lądowych. Jednocześnie prognozowany jest dodatni dipol Oceanu Indyjskiego, a tropikalny Atlantyk ma pozostać cieplejszy od normy. Te układy mogą wzmacniać albo osłabiać typowe następstwa El Niño.
Stawka dla Polski to żywność, energia i odporność państwa
Polskie gospodarstwa domowe odczują światowe zaburzenia choćby wtedy, gdy kraj uniknie skrajnej pogody. Susza w regionach eksportujących zboże, kawę, kakao lub oleje roślinne może podnosić ceny surowców. Powodzie mogą przerywać transport. Nietypowe temperatury wpływają też na zapotrzebowanie na energię oraz pracę sieci i magazynów.
Państwo powinno przygotować scenariusze dla rolnictwa, retencji wody, energetyki i ochrony ludności. Potrzebne są rezerwy, sprawne ostrzeganie oraz szybkie przekazywanie wiarygodnych prognoz samorządom i rolnikom. Nie ma tu miejsca na ideologiczny teatr ani polityczne wykorzystywanie każdego upału. Jest obowiązek zarządzania ryzykiem.
WMO przypomina, iż El Niño jest naturalnym zjawiskiem klimatycznym i samo w sobie nie jest wywoływane przez zmianę klimatu. Jednocześnie działa w świecie cieplejszych oceanów, co może modyfikować jego następstwa. Rozsądna polityka musi więc rozdzielać dwie rzeczy: naukowy opis mechanizmu oraz konkretne działania chroniące ludzi i gospodarkę.
Dla Polski stawką są ceny w sklepach, bezpieczeństwo energetyczne i odporność produkcji rolnej. Rząd nie kontroluje Pacyfiku, ale odpowiada za to, czy instytucje zareagują na czas. Ostrzeżenie z Genewy daje miesiące na przygotowanie. Zmarnowanie tego czasu byłoby zwykłym zaniedbaniem.
Źródło: Światowa Organizacja Meteorologiczna.






![Polak idzie za ciosem. Kolejna bramka w lidze tureckiej [WIDEO]](https://sf-administracja.wpcdn.pl/storage2/featured_original/6a9d98fe71a602_28474455.jpg)





