Encyklika papieża Leona XIV z punktu widzenia transhumanisty

niepoprawni.pl 45 minut temu

Ocenię ostatnią encyklikę papieża Leona XIV z punktu widzenia transhumanisty, jakim jestem. Ja jestem transhumanistą cielesnym. Uważam, iż technologie, które ograniczają nasze cielesne ułomności, są dobre — i to dobre do samego końca, do 100% eliminacji.

  W skrócie papież w tym, co chwali, a co gani, pisze tak:

  • Chwalone jest leczenie, redukcja wielu kruchości (zimno, część chorób, część bólu), przedłużanie życia, poprawa jakości życia — o ile służy to godności osoby i nie pogłębia nierówności społecznych.
  • Krytykowany jest program wyzwolenia od wszelkiej kruchości i nieograniczonego wzmacniania możliwości, który w praktyce ma oznaczać dążenie do technicznej nieśmiertelności, maksymalnej kontroli i samowystarczalności.

  Operując tak ogólnymi stwierdzeniami, papież nie rozwiewa dylematów moralnych, ale je pogłębia. Czyni mętlik, nic nie wyjaśnia, tylko zaciemnia.

  On krytykuje iluzję techniki, która obiecuje wyzwolić nas od wszelkiej kruchości i nieograniczone wzmacnianie ludzkich możliwości jako miraż, który często zaostrza nierówności społeczne.

  Czy z tej krytyki wynika też to, iż niemoralne — albo przynajmniej podejrzane — są: protezy, okulary, ubrania, peruki, malowanie się, rozruszniki serca, lekarstwa, aparaty słuchowe, Neuralink i wszelkie dziś już działające technologie wspomagające i zastępujące ludzkie organy?

  Dla uproszczenia skupmy się na początku tylko na ubraniach, które likwidują naszą kruchość cieplną.

  Człowiek wyewoluował w środkowej Afryce, gdzie jest gorący klimat. Dzięki temu osiągnął dwie kolosalne przewagi nad innymi zwierzętami, które pozwoliły na polowanie uporczywe: stracił sierść, a zamiast tego dostał pocenie się. To jest nasza najbardziej naturalna cecha istotnie różniąca nas od innych zwierząt. W Afryce nie jest to kruchością, ale wręcz odwrotnie — daje siłę i przewagę.

  Gdy migrowaliśmy w zimniejsze obszary Ziemi, ta natura stała się kruchością, a ubraniami ją zneutralizowaliśmy. Ubranie sprawia, iż potrafimy przetrwać choćby za kołem podbiegunowym. Technika ubierania się nie tylko obiecuje wyzwolić nas od kruchości związanej z nieodpornością na zimno, ale od tysięcy lat robi to skutecznie — aż po kombinezon kosmonauty, dający możliwość poruszania się w zimnym kosmosie, gdzie jest prawie zero absolutne i nie ma powietrza.

  To na maksa zlikwidowało naszą kruchość cieplną. Ta cecha — naga skóra plus pocenie — jest w Afryce przewagą, ale w Arktyce staje się dramatyczną kruchością. I tę kruchość całkowicie przezwyciężyliśmy dzięki technologii. Pozbyliśmy się jej prawie całkowicie dzięki ubraniom. I to długo przed erą przemysłową. Już jaskiniowcy ubierali się w skórę niedźwiedzią.

  Ubrania to ewidentny projekt daleko idącego przezwyciężenia natury człowieka w wymiarze cieplnym. Kruchości związanej z temperaturą nie tylko zasłoniliśmy ubraniami, ale ją w ogromnym stopniu zlikwidowaliśmy. Już praktycznie nie potrzebujemy się pocić. Ubrania nie są żadnym harmonijnym wzrastaniem w poetyckim sensie, tylko twardą, techniczną eliminacją kruchości cieplnej.

  Jeśli to nie jest transhumanizm cielesny, to co jeszcze musi się wydarzyć, żeby Kościół uznał, iż technika realnie przezwycięża jakąś kruchość, a nie tylko ją otula jakimiś metaforami?

  Papież pisze, iż natura człowieka jest rozumna, wolna, relacyjna, stworzona ku Bogu, z wbudowaną zdolnością do kultury i techniki. On przechodzi tu na pozycje psychologiczne, kulturowe, cywilizacyjne. Jednak nie tym zajmuje się transhumanizm — przynajmniej nie ten, który ja uważam za ważny.

  Dla mnie transhumanizm to tylko ciało. To technologia, która przezwycięża naturalne cechy czy ograniczenia cielesne, a nie psychiczne. Papież ostrzega przed przezwyciężaniem np. śmiertelności i zależności od innych. Niemniej problem zimna mamy załatwiony. Niech będzie, iż nie na 100%, ale na 99%. Kruchość cieplną wyeliminowaliśmy prawie całkowicie. Niby co w tym złego? Czy może chodzi o to, iż jedne kruchości cielesne przezwyciężać można, a innych już nie?

  Papież mówi o "wszelkiej kruchości", ale nie robi jej listy. W istocie nic nie wyjaśnia. Musiałby stworzyć taką listę cielesnych kruchości i każdą z osobna rozważyć. Kruchość cieplną już na maksa zlikwidowaliśmy. Inne — w mniejszym lub większym stopniu.

  Medycyna od wieków dąży do likwidacji takich kruchości jak śmiertelność czy podatność na ból. Celem medycyny jest tylko i wyłącznie przedłużanie życia i redukcja cierpienia — i to się dzieje w praktyce: ludzie żyją dłużej, a bólu umiemy uśmierzyć więcej niż kiedyś.

  Mamy coraz bardziej skuteczne leki przeciwbólowe. Jednak to jeszcze nie jest 100%. Można więc dla uproszczenia przyjąć: kruchość cieplną zlikwidowaliśmy w 99%, śmiertelność w 10%, a ból w 30%. I tak można by całą listę zrobić i dla każdej kruchości cielesnej ocenić, ile już tego zlikwidowaliśmy. A w każdym z tych aspektów dążymy do zwiększenia tego procentu. Medycyna się rozwija, farmaceutyka też.

  Czy jeżeli dojdziemy do tego, iż będziemy żyć 200 lat, to już będzie złe? jeżeli nie, to dlaczego 1000 lat miałoby być złe? Musi być postawiona granica, bo jeżeli jej nie ma, to przedłużenie życia do 1000 lat należy — w tej logice — uznać za równie dobre, jak do 200.

  Encyklika tego nie doprecyzowuje, a powinna. Z kontekstu nauczania katolickiego wynika co najwyżej, iż 200 lat życia przez intensywną terapię jest możliwe i zasadniczo dopuszczalne, ale praktyczna nieśmiertelność — nieskończone przedłużanie przez wymianę organów i totalną regenerację — byłaby traktowana jako wejście w obszar iluzji wyzwolenia od wszelkiej kruchości, a więc moralnie podejrzane lub złe. Tyle iż to przez cały czas nie stawia konkretnej granicy. To tylko mętne rozważania humanistyczne, które niczego nie rozstrzygają.

  Dopóki papież nie powie wprost, przy jakim procencie redukcji kruchości zaczyna się grzech, jego krytyka jest czystą retoryką, a nie praktycznym nauczaniem moralnym.

  Przykład transplantacji jest dobry, by to pokazać. Dziś transplantacja jest podejrzana głównie z tego powodu, iż pobieramy organy od innego człowieka, o którym nie wiemy na pewno, iż nie żyje. jeżeli jednak takie same organy da się wyhodować np. z komórek macierzystych, ten dylemat moralny zniknie.

  Pozostanie wtedy inne pytanie: czy moralnie słuszne i dobre jest wymienienie człowiekowi 50% organów, a wymiana 80% jest już moralnie niedopuszczalna? Gdzie jest próg, po którego przekroczeniu leczenie staje się iluzją wyzwolenia od wszelkiej kruchości?

  Jeśli wymiana 50% organów pozostało moralnie dopuszczalna, a 80% już nie, to katolicka bioetyka musi odważyć się podać liczbę. jeżeli nie podaje, zostawia kwestię w praktyce sumieniu lekarza i inżyniera — czyli dokładnie temu technicznemu rozumowi, którego tak się obawia.

  Z tego, co papież pisze w encyklice, można sobie dowolne rzeczy w tych kwestiach wyinterpretować. To nie jest jasne nauczanie, ale zaciemnianie. Zamiast konkretu dostajemy zbiór pięknych zdań, które da się podpisać pod wszystkim i pod niczym. Dla lekarza, inżyniera czy transhumanisty to nie jest żadna moralna busola, tylko homilia o dobrych chęciach, które tylko ładnie brzmią, ale niczego nie wyjaśniają.

Grzegorz GPS Świderski
]]>t.me/KanalBlogeraGPS]]>
]]>Twitter.com/gps65]]>

Idź do oryginalnego materiału