Rozmowa z Marcinem Wilczkiem, założycielem i wokalistą zespołu Prime Prophecy, który wystąpi podczas PrzedMajówki w Centrum.
Fot. Archiwum zespołuMarcin Żurawicz: Mamy okazję rozmawiać po pierwszym koncercie Prime Prophecy w tym roku, kiedy to zagraliście podczas Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w klubie Wisła w Garfield w New Jersey. W zgodnej opinii wielu osób z którymi miałem okazję rozmawiać, nigdy nie brzmieliście lepiej niż obecnie…
Marcin Wilczek: Nie ukrywam, iż cieszą mnie takie głosy. Myślę, iż procentuje tutaj to, iż w zeszłym roku występowaliśmy naprawdę sporo. Nie spoczywamy jednak na laurach, gdyż myślę, iż możemy być jeszcze lepsi. A jeżeli chodzi o samą WOŚP to wspieramy ją od samego początku i gramy praktycznie co roku, bez względu na to gdzie organizowany jest finał. To już dla nas również pewna tradycja.
Na początku roku imponujecie zarówno formą, jak i sceniczną energią…
Energii do grania i występów nigdy nam nie brakowało i przez cały czas nie brakuje. Inaczej nie byłoby po co w ogóle wychodzić na scenę. Ważne jest również to, iż od dłuższego czasu gramy w tym samym składzie. Wszyscy jesteśmy zdrowi i gotowi do tegorocznych wyzwań. Cały czas zgrywamy się, aby wypaść jak najlepiej podczas kolejnych koncertów.
A tych w tym roku również brakować nie będzie.
Dokładnie. W wakacje planujemy znowu odwiedzić Polskę i tym razem będzie to znacznie większy tour niż rok temu, gdyż na przełomie lipca i sierpnia zagramy prawdopodobnie 5-6 koncertów. Z tej zeszłorocznej trasy wynieśliśmy wyłącznie pozytywne wrażenia. dla wszystkich artysty bardzo istotny jest kontakt z żywą publicznością i energia jaka wtedy powstaje. Dla mnie niesamowite było to, iż po raz pierwszy przyjeżdża kapela ze Stanów i ludzie w pierwszych rzędach śpiewają i znają słowa naszych kawałków. Po tej polskiej trasie wzrosło zainteresowanie naszą twórczością w Polsce, co widzimy po statystykach w mediach społecznościowych. Jesteśmy kapelą festiwalową i musimy się po prostu pokazywać jak najwięcej. Dlatego też chcemy ponownie wystąpić na festiwalu Pol’and’Rock, ale tym razem na dużej scenie. Aby tak się jednak stało musimy wygrać Plebiscyt Publiczności Złoty Bączek. Na razie z kapel zagranicznych jesteśmy na trzecim miejscu, a żeby się dostać musimy być pierwsi. Liczymy więc również na głosy rodaków w Stanach. Ten plebiscyt jest wieloetapowy. Na każdym z etapów można na nas zagłosować wchodząc na stronę: www.polandrockfestival.pl/o-festiwalu/zloty-baczek.
To wszystko jednak dopiero latem. A jakie są najbliższe plany muzyczne zespołu?
Zamierzamy wydać singiel, który znajdzie się na naszej najnowszej płycie. Album planujemy za dwa lata, ale przyjęliśmy w tej chwili strategię, iż co jakiś czas będziemy wydawać single promujące album, co oczywiście podyktowane jest kwestiami marketingowymi, gdyż w ten sposób zwiększamy zainteresowanie naszym końcowym dziełem. Pierwszy singiel ukaże się na rynku na początku maja. W tej chwili rozpoczynamy prace nad teledyskiem do tego utworu. Mogę zdradzić, iż wystąpi w nim znany polski aktor, a sam klip będzie realizowany tutaj w Stanach. Po raz pierwszy też planujemy użycie AI w naszej twórczości. Sam jestem bardzo ciekaw końcowego efektu. Wszystko zostanie opublikowane w mediach społecznościowych i na platformach streamingowych.
Będzie to już wasz czwarty studyjny album?
Tak. Naszym pierwszym albumem był wydany w 2006 roku „Perfection Finally Has Its Price”. W 2011 roku na rynku ukazał się album „Dark Side of Heaven”, a w 2023 roku powstał wspomniany już wcześniej „Borders of Infinity”. Na naszym nowym albumie znajdą się wyłącznie nasze autorskie kompozycje z moimi tekstami. Muzykę zawsze tworzymy wspólnie i jest ona dzieckiem całego zespołu. Myślę, iż naszą siłą od początku istnienia jest to, iż jesteśmy jedną wielką rodziną o wszyscy w zespole mamy takie same prawa. Nikt się nie wywyższa i pamiętamy
również tych członków formacji, których już z nami nie ma, gdyż oni też wiele wnieśli do obecnego brzemienia zespołu.
Jeśli jesteśmy już przy historii to jesteś jedyną osobą, która jest w zespole od samego początku…
To prawda. Zespół założyłem w 2003 roku wspólnie z gitarzystą Piotrem Statkiewiczem, który odszedł od nas dwa lata temu. Po roku istnienia zespołu przyszli do nas klawiszowiec Tomek Tworek i gitarzysta Konrad Ceremuga. A w kolejnych latach pojawili się gitarzysta Darek Pakuła i perkusista Krzysiek Niewiarowski, a ostatnio dołączył basista Andrzej Maziarz znany między innymi z gry w zespołach Raggedy czy Wehikuł Czasu. Można więc powiedzieć, iż trzon zespołu jest niezmienny od wielu lat.
Jak najlepiej opisałbyś obecny styl zespołu?
Zakładając Prime Prophecy zamierzałem wykonywać gotycki, symfoniczny metal, który ewoluował w stronę grania progresywnego. Tak więc na dziś gramy symfoniczny, progresywny metal. Myślę, iż to będzie najbardziej trafne określenie.
Jesteś już na scenie od prawie ćwierćwiecza. Jak dajesz sobie radę fizycznie z trudami występów na żywo, tym bardziej, iż są one przecież bardzo żywiołowe?
Pasja do śpiewania i muzyki jest tutaj decydująca. To wszystko jest dla mnie naturalne. Jeden rodzi się mechanikiem, drugi ogrodnikiem, a trzeci artystą. Moim zdaniem każdy ma swoje przeznaczenie. Ja od zawsze czułem, co chcę w życiu robić i nigdy raczej nie przestanę. Najważniejsze w tym wszystkim jest to, aby się nie poddawać i wytrwać w swoich zamierzeniach. Wszelkie przeszkody trzeba pokonywać, a nie omijać i nie zbaczać z raz obranej drogi. Wielu ludzi miało jakiś tam talent, ale w pewnym momencie poddali się i potem nie byli w stanie już wrócić na określony poziom. Dlatego trzeba też mieć zawsze jakiś punkt, do którego chce się dotrzeć, chociaż tak naprawdę najważniejsza jest droga. Ja czuję, iż w tej chwili wszystko zmierza we adekwatnym kierunku i śpię spokojnie. Każdy w zespole zna swoje zadania i jest tutaj, gdyż kocha to co robi. Każdemu życzę, aby na swojej muzycznej drodze spotkał ludzi, z którymi można tworzyć piękne rzeczy. Bo choćby mając pewna wizję samemu nie można wiele zdziałać. Trzeba mieć wkoło siebie osoby, które w tę wizję uwierzą. Ja mogę powiedzieć, iż miałem to szczęście, gdyż takich ludzi udało mi się znaleźć. Każdy z chłopaków ma swoją energię i potrafimy podtrzymać się wzajemnie na duchu jak są słabsze chwile. A to również bardzo ważne.
Podobno ostatnio legendarny gitarzysta John Petrucci został waszym fanem…
Może to za dużo powiedziane, ale 20 grudnia był koncert w Dingbatz w Clifton w New Jersey, ostatni w zeszłym roku jaki graliśmy i rzeczywiście do klubu zajrzał John Petrucci. Powód był dość prozaiczny. Występował z nami zespół, w którym jego żona gra na gitarze. On zwykle nie pojawia się na jej występach, ale teraz zajrzał do klubu. Pogadaliśmy, wypiliśmy drinka i wziął naszą płytę. John to świetny gość i naprawę było bardzo sympatycznie.
Jestem pewien, iż równie sympatycznie będzie na waszym koncercie na PrzedMajówce w Centrum. Czego będzie można spodziewać się po waszym występie?
Zagramy nasz najlepszy dotychczasowy materiał, a dodatkowo będziemy chcieli wykonać wspomniany pierwszy singiel z nowej płyty. Będzie to więc premierowe wykonanie tego kawałka. A dodatkowo ze sceny popłynie na pewno wiele pozytywnej energii i dużo metalowo – symfonicznej muzyki. Jako Prime Prophecy jesteśmy zawsze bardzo szczęśliwi i zaszczyceni, kiedy możemy zagrać dla Polonii, tym bardziej w Centrum Polsko Słowiańskim na Greenpoincie, gdzie przecież zaprezentujemy się po raz kolejny.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał Marcin Żurawicz







