Fala upałów wraca do Warszawy. Nowe przepisy o pracy dają choćby wolne w pracy. Wiemy kiedy wchodzą w życie

2 godzin temu

9 lipca 2026 roku minister rodziny, pracy i polityki społecznej Agnieszka Dziemianowicz-Bąk podpisała rozporządzenie, które po raz pierwszy w historii polskiego prawa pracy określa konkretną temperaturę, po przekroczeniu której pracodawca musi wstrzymać pracę. Wiemy pod kiedy zacznie obowiązywać i co robić do tego czasu.

Fot. Dragon Images / Shutterstock.

Nowe progi: 35 stopni w pomieszczeniu, 32 na zewnątrz

Rozporządzenie Ministra Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej z 9 lipca 2026 r. zmieniające rozporządzenie w sprawie ogólnych przepisów bezpieczeństwa i higieny pracy zostało opublikowane w Dzienniku Ustaw 10 lipca 2026 roku i wprowadza do rozporządzenia nowy paragraf 30a. Ustala on dwa progi maksymalne, po których osiągnięciu praca musi zostać czasowo wstrzymana: 35 stopni Celsjusza w pomieszczeniach oraz 32 stopnie na otwartej przestrzeni. Dla prac wymagających dużego wysiłku fizycznego wykonywanych w pomieszczeniach próg konieczności podjęcia działań ochronnych jest niższy i wynosi 25 stopni, a dla pozostałych prac biurowych 28 stopni.

Przepis nie czeka biernie na przekroczenie maksimum. Już po osiągnięciu niższych progów pracodawca ma obowiązek zastosować rozwiązania techniczne lub organizacyjne ograniczające skutki upału – może to być uruchomienie klimatyzacji lub innego systemu chłodzenia, dodatkowe przerwy, skrócenie czasu pracy albo przesunięcie jej na chłodniejsze godziny dnia. Dopiero gdy żadne z tych działań nie sprowadzi temperatury poniżej progu maksymalnego, praca zostaje wstrzymana. Nowe przepisy nie obejmują niektórych rodzajów prac oraz nie stosuje się ich między innymi do funkcjonariuszy służb mundurowych.

Wejście w życie dopiero w styczniu 2027, ale obowiązki są już dziś

Rozporządzenie wejdzie w życie 11 stycznia 2027 roku, więc tegoroczna fala upałów formalnie odbywa się jeszcze bez tych konkretnych progów liczbowych. To jednak nie oznacza, iż pracodawca może dziś zignorować temperaturę w zakładzie pracy. Podstawowy obowiązek zapewnienia bezpiecznych i higienicznych warunków pracy wynika wprost z Kodeksu pracy i obowiązuje niezależnie od tego, czy istnieje szczegółowy próg w stopniach Celsjusza. Obecne przepisy nie wskazują jednej temperatury, po przekroczeniu której pracownik może automatycznie odmówić wykonywania obowiązków, ale nakładają na pracodawcę konkretne zadania: zapewnienie napojów, adekwatnej organizacji pracy oraz ochrony przed nadmiernym obciążeniem cieplnym, z uwzględnieniem temperatury, wilgotności powietrza, nasłonecznienia oraz charakteru wykonywanej pracy.

Sam moment publikacji rozporządzenia nie jest przypadkowy i pokazuje, jak rząd traktuje temat już teraz, przed jego formalnym wejściem w życie. W związku z falą upałów przechodzącą przez Polskę pod koniec czerwca minister Dziemianowicz-Bąk zwróciła się do Państwowej Inspekcji Pracy o wzmożone kontrole w zakładach pracy. Inspektorzy sprawdzali wtedy między innymi dostęp pracowników do wody, warunki odpoczynku oraz zabezpieczenia budynków przed nadmiernym nagrzewaniem się pomieszczeń. Nic nie wskazuje, by przy kolejnej fali, tej z bieżącego tygodnia, resort miał podejść do sprawy inaczej.

Sześć miesięcy różnicy, przez które przechodzi tegoroczne lato

Historia tego przepisu pokazuje, iż data wejścia w życie nie zawsze idzie w parze z tempem prac legislacyjnych. Pierwsze zapowiedzi nowych regulacji pojawiły się już w 2024 roku, a wcześniejsza wersja projektu zakładała, iż pracodawcy będą mieli czas do 1 czerwca 2025 roku na dostosowanie pomieszczeń i dokumentacji oceny ryzyka zawodowego. Projekt przechodził kolejne etapy konsultacji i był modyfikowany pod wpływem uwag przedsiębiorców, którzy wskazywali na koszty dostosowania budynków, zwłaszcza starszych obiektów biurowych i produkcyjnych, do wymagań chłodzenia. Ministerstwo odrzuciło postulaty całkowitego wycofania się z reformy, ale zgodziło się wydłużyć okres przygotowawczy, co w praktyce oznacza, iż firmy mają dziś pół roku więcej niż zakładano pierwotnie.

Dla warszawskich pracodawców, zwłaszcza tych prowadzących działalność w starszej zabudowie biurowej bez sprawnej klimatyzacji, ten pół roku ma realne znaczenie praktyczne. Inwestycja w systemy chłodzenia, przegląd instalacji wentylacyjnej albo reorganizacja grafiku pracy w sposób pozwalający unikać najgorętszych godzin to zmiany, których nie da się wprowadzić z dnia na dzień, a termin 11 stycznia 2027 roku, mimo iż wydaje się odległy, w praktyce oznacza, iż decyzje inwestycyjne powinny zapadać jeszcze w tym roku, najlepiej przed kolejnym sezonem letnim.

Co pracownik może zrobić już dziś, zanim przepis wejdzie w życie?

Osoba pracująca w biurowcu bez klimatyzacji lub na budowie w środku tygodnia, gdy temperatura ma sięgnąć wartości bliskich progom z nowego rozporządzenia, ma dziś ograniczone, ale realne narzędzia. Może zgłosić brak dostępu do wody pitnej lub odpowiednich przerw bezpośrednio do pracodawcy, powołując się na ogólny obowiązek zapewnienia bezpiecznych warunków pracy z Kodeksu pracy, a przy braku reakcji skierować skargę do adekwatnego okręgowego inspektoratu pracy. Warszawski inspektorat obejmuje zgłoszenia z terenu całej stolicy i przyjmuje je zarówno pisemnie, jak i przez formularz elektroniczny na stronie Państwowej Inspekcji Pracy.

Drugą rzeczą wartą sprawdzenia jest to, czy zakład pracy ma już dziś wewnętrzne procedury na wypadek upałów, bo część większych warszawskich pracodawców, zwłaszcza w sektorze usług biznesowych i finansów, wprowadziła własne zasady z wyprzedzeniem wobec przepisów ustawowych. Trzecia sprawa dotyczy dokumentowania warunków: jeżeli w miejscu pracy nie ma termometru albo nikt nie mierzy temperatury systematycznie, pracownik może samodzielnie odnotować własne pomiary z konkretną godziną i datą, co przy ewentualnej skardze do inspekcji stanowi konkretny dowód, a nie tylko subiektywne odczucie gorąca.

Idź do oryginalnego materiału