Na początku po prostu dziękuję. Za zaufanie, którym – drugi rok z rzędu – obdarzyli mnie organizatorzy. Za możliwość bycia częścią kapituły wybierającej laureatów II Gali Sportu Miasta Nowy Targ. Za to, iż mogłem dołożyć swoją cegiełkę również od strony realizacji materiałów filmowych, które współtworzyły oprawę tego wydarzenia. Dla mnie osobiście było to duże wyróżnienie.
Sport był mi bliski adekwatnie od zawsze. Najpierw po prostu jako pasja. Później jako codzienność. W końcu jako zawodowa droga, która pozwoliła mi poznać sport od środka – nie tylko przez pryzmat wyników, tabel i medali, ale przede wszystkim ludzi. Ich historii. Ich wyrzeczeń. Ich upadków, powrotów, pracy wykonanej wtedy, kiedy nikt nie patrzy. Z perspektywy dziennikarskiej miałem okazję obserwować wielu sportowców na różnych etapach ich drogi – od pierwszych treningów, przez lokalne sukcesy, aż po momenty, w których stawali się najlepsi w kraju, Europie czy świecie.
I właśnie dlatego cieszę się, iż Gala Sportu Miasta Nowy Targ to nie jest wyłącznie wieczór statuetek i oklasków. To nie tylko medale, garnitury i scena. Dla mnie jej największą wartością jest to, iż pozwala szerzej pokazać ludzi, którzy dla większości mieszkańców wciąż pozostają anonimowi, choć w swoich dyscyplinach nierzadko są postaciami wybitnymi. To właśnie w tym widzę największy sens tego wydarzenia.
Cieszę się, iż wśród wyróżnionych po raz kolejny pojawili się ci, którzy byli nagradzani już przed rokiem. To ważne, bo pokazuje, iż sukces nie był przypadkiem. Że za jednorazowym wynikiem poszła konsekwencja. Kolejny rok pracy. Kolejny sezon utrzymania poziomu. To często trudniejsze niż samo wejście na szczyt. Ale równie mocno cieszy obecność nowych nazwisk. Ludzi, którzy dopiero odsłaniają potencjał swojej dyscypliny i pokazują, iż sport w Nowym Targu ma kolejne twarze, kolejne historie i kolejne ambicje.
Wybór nie był łatwy. I nigdy nie będzie. Każdy, kto choć raz próbował porównać sportowców z różnych dyscyplin, wie, jak trudne to zadanie. Jak zestawić sukces snowboardzistki z osiągnięciem szybownika? Jak porównać wspinaczkę wysokogórską z piłką nożną, trialem czy freestylem? Tego nie da się zamknąć w prostym wzorze. Regulamin każdego konkursu wymusza wybór. Ale wybór jednego nie jest dyskwalifikacją drugiego. I to warto jasno powiedzieć.
Tak samo istotny jak laureat jest nominowany. Naprawdę. Tu bardzo często nie ma wielkiej różnicy. Czasem decyduje detal. Czasem specyfika regulaminu. Czasem jedna dyskusja, jeden argument, jeden niuans. Ale samo znalezienie się w tym gronie to już jest potwierdzenie jakości. Potwierdzenie świetnego roku. Potwierdzenie, iż ktoś wykonał pracę, którą warto było zauważyć. Dlatego ogromne brawa należą się nie tylko tym, którzy wyszli na scenę po statuetkę, ale wszystkim nominowanym.
A ci, którzy dziś czują niedosyt, rozczarowanie czy poczucie niedocenienia? Mam nadzieję, iż z czasem spojrzą na to szerzej. Że zrozumieją, iż brak statuetki nie jest umniejszeniem ich pracy. Nie jest podważeniem klasy. Nie przekreśla osiągnięć. Czasem po prostu w danym roku ktoś był o pół kroku dalej. To wszystko.
Osobiście bardzo cieszy mnie, iż miasto Nowy Targ – wreszcie – doceniło Michała Króla. To nazwisko w środowisku wspinaczy wysokogórskich znaczy naprawdę bardzo dużo. Dla wielu pozostaje postacią nieoczywistą, bo jego sport nie trafia codziennie na pierwsze strony lokalnych portali. Ale właśnie po to jest taka gala – żeby przypominać, iż wielkość nie zawsze idzie w parze z rozpoznawalnością.
Podobnie jest ze Stanisławem Bielą. Wybrał dyscyplinę może niemodną, może mniej medialną, ale w swojej dziedzinie jest po prostu wybitny. I to słowo nie jest tu przesadą.
W tym gronie nie mogło zabraknąć Aleksandry Król-Walas. Drugi rok z rzędu, i w pełni zasłużenie. Kolejny znakomity sezon, kolejne potwierdzenie klasy, kolejne dowody na to, iż od lat utrzymuje poziom sportowej elity.
No i Hubert Pieprzak. Młody, piekielnie utalentowany, bezczelnie zdolny – w najlepszym znaczeniu tego słowa. To nazwisko, które daje nadzieję, iż za cztery lata znów będziemy mieli olimpijczyka z Nowego Targu.
Jeśli chodzi o Sportowe Talenty Roku – tu naprawdę największe brawa. To właśnie ta kategoria daje chyba najwięcej radości. Bo patrzymy nie tylko na to, co już zostało zrobione, ale na to, co może dopiero nadejść. Trzymajmy kciuki, żeby każdy z tych młodych sportowców, którzy dziś stanęli na scenie, zadomowił się na tej gali na dłużej. To będzie najlepszy dowód, iż są na adekwatnej drodze.
Wybór Tomasza Kuźmy na Trenera Roku drugi rok z rzędu? W pełni uzasadniony. Pod jego wodzą piłkarze NKP Podhale Nowy Targ regularnie przesuwają granice tego, co jeszcze niedawno wydawało się w tym mieście nierealne. Drugi raz z rzędu to nie przypadek. To nie efekt chwili. To potwierdzenie jakości, warsztatu i fachowości.
Ale warto mocno podkreślić również klasę pozostałych nominowanych. Tomasz Klag i Tomasz Kowalczyk od lat cierpliwie budują pingpongowy Nowy Targ. Lesław Ossowski – niegdyś znakomity zawodnik, dziś szkoleniowiec, który już teraz jest jednym z najlepszych trenerów unihokeja w Polsce. Do tego Piotr Ligas i Katarzyna Rajska – każde z nich wykonuje ogromną pracę, by odbudować siłę nowotarskiego unihokeja. I robi to skutecznie.
Drużyna Roku? Tu również trudno było o zaskoczenie. NKP Podhale za historyczny awans, za rozwój, za konsekwencję, za to, iż ten klub od kilku lat rośnie w sposób przemyślany i widoczny gołym okiem. Efekty już są, a to przecież jeszcze nie koniec.
Obok nich AMK Gorce Nowy Targ – zespół, który od lat nie schodzi z krajowego szczytu w trialu motocyklowym i konsekwentnie wychowuje kolejne pokolenia mistrzów. To właśnie ta ciągłość budzi największy szacunek.
I to jest chyba najpiękniejsze w tych wyborach – ich przekrojowość. To, iż Nowy Targ ma swoich bohaterów w sportach zespołowych i indywidualnych. W dyscyplinach popularnych i niszowych. Na stadionach, halach, stokach, trasach, torach i wysoko ponad ziemią. To pokazuje, jak szeroki, różnorodny i wartościowy jest sportowy krajobraz tego miasta.
Winter Classic jako Wydarzenie Roku? Znakomity wybór. Bo to coś więcej niż impreza. To dowód, iż grupa ludzi z pasją, energią i pomysłem może zrobić coś wartościowego dla miasta. To inicjatywa wolontariuszy, którzy po prostu chcą robić dobre rzeczy. Angażują się, pomagają, budują atmosferę, sprawiają, iż Nowy Targ staje się lepszym, bardziej otwartym i bardziej przyjaznym miejscem.
Nie sposób nie wspomnieć też o jednym z najpiękniejszych momentów całej gali. Nagroda dla Tadeusza Błażusiaka miała wymiar szczególny. Jego obecność na scenie, słowa skierowane do młodych sportowców i owacja na stojąco, która trwała dobrą minutę, pokazały coś bardzo ważnego: Nowy Targ pamięta o swoich mistrzach i potrafi okazać im szacunek. To był moment wzruszający, prawdziwy i bardzo potrzebny. Bo takie postacie jak „Taddy” nie tylko zdobywają tytuły. One zostawiają po sobie ślad, inspirują i pokazują kolejnym pokoleniom, iż z Nowego Targu naprawdę można dojść na sam szczyt światowego sportu.
Osobne słowa należą się również Robertowi Jachymiakowi, laureatowi nagrody specjalnej. To przykład człowieka, który udowadnia, iż w sporcie wiek nie musi być żadną barierą, jeżeli wciąż jest pasja, charakter i odwaga do podejmowania kolejnych wyzwań. Jego wyróżnienie było pięknym przypomnieniem, iż sport nie kończy się na młodości, medalach czy zawodowej karierze. Czasem najważniejsze zwycięstwo polega na tym, iż człowiek przez cały czas chce się sprawdzać, przekraczać własne granice i inspirować innych.
I na koniec jedna gorzka uwaga. Bo ten wieczór był piękny, ale też coś co wzbudza niesmak….
Szydercze komentarze rzucane z widowni. Półgłośne „kpina”, ironiczne śmiechy, ostentacyjne podważanie wyborów. Na szczęście był to margines. Jedna, może dwie, może trzy osoby. Ale właśnie dlatego tak mocno to raziło. Bo w wieczorze, który miał być świętem sportu, pracy i szacunku, zabrzmiało to po prostu mało poważnie.
Na szczęście bardzo mocno i bardzo celnie wybrzmiała na to odpowiedź Stanisława Snopka. Kapitalne wystąpienie wybitnego nowotarskiego dziennikarza było czymś więcej niż tylko ripostą. Było potrzebnym głosem rozsądku. Mocnym, konkretnym i trafnym. Takim, który jasno pokazał, iż nie ma miejsca na sianie chorej, niezdrowej rywalizacji między dyscyplinami. Że nie o to w tym wszystkim chodzi.
Bo sport w Nowym Targu nie powinien być polem wojny między środowiskami. Nie chodzi o to, by umniejszać sukces jednych tylko dlatego, iż samemu kibicuje się drugim. Nie chodzi o budowanie podziałów, szukanie konfliktów i wzajemne podgryzanie się z trybun, komentarzy czy kuluarów.
Sport w tym mieście jest zbyt wartościowy, zbyt różnorodny i zbyt ważny, by sprowadzać go do małych uprzedzeń i ciasnych sympatii. Naprawdę nie musimy sobie odbierać, żeby docenić innych.
Można się nie zgadzać. Można dyskutować. Można mieć innych faworytów – i to jest całkowicie naturalne. Sport żyje emocją, opinią i sporem. Ale jest różnica między opinią a kpiną. Między polemiką a szyderstwem. Między klasą a jej brakiem.
I może właśnie to pozostało jedna lekcja, którą daje taka gala. Że sport to nie tylko wynik. To także umiejętność przegrywania. Klasa. Szacunek. I zrozumienie, iż czasem ktoś inny po prostu zasłużył bardziej.








