Od kilku dni z rosnącym zdumieniem, a momentami wręcz ze śmiechem przez łzy, słucham dyskusji o budowie Areny Lodowej za blisko 200 milionów złotych. I im dłużej jej słucham, tym bardziej mam wrażenie, iż ktoś kompletnie pomylił kolejność rzeczy.
Bo mówimy o hokeju, który przez lata był sportową wizytówką miasta, a dziś znalazł się w najtrudniejszym momencie swojej historii. O hokeju, który jeszcze niedawno budził dumę mieszkańców, a dziś coraz częściej staje się bohaterem kolejnych kryzysów, konfliktów i absurdów. O hokeju, którego honor był przez lata systematycznie deptany przez błędne decyzje, organizacyjny chaos i działania ludzi, którzy bardziej zaszkodzili tej dyscyplinie niż jej rywale na lodzie.
I właśnie w tym momencie dowiadujemy się, iż rozwiązaniem problemów ma być hala za 200 milionów złotych.
Nie odbudowa fundamentów. Nie zwiększenie wsparcia dla szkolenia. Nie uporządkowanie spraw organizacyjnych. Nie rozliczenie tych, którzy przez lata doprowadzili hokej do obecnego miejsca. Nie stworzenie realnego planu odbudowy.
Hala. Najlepiej ogromna. Najlepiej nowoczesna. Najlepiej za 200 milionów złotych.
Jeśli dobrze ją rozumiem, to po przecięciu wstęgi znikną wszystkie problemy. Sponsorzy ustawią się w kolejce. Długi wyparują. Poziom sportowy wzrośnie. Młodzież wróci do hokeja. A Podhale odzyska dawny blask.
Brzmi absurdalnie? Bo jest absurdalne.
Najbardziej zadziwia mnie to, iż w całej tej dyskusji praktycznie nie mówi się o odpowiedzialności. Nie pyta się, kto zawiódł. Nie pyta się, dlaczego nowotarski hokej znalazł się w takim miejscu. Nie pyta się, jakie błędy popełniono i jak ich uniknąć w przyszłości.
Mam też coraz większe wrażenie, iż zamiast wyciągać wnioski z historii nowotarskiego hokeja, po raz kolejny ją powtarzamy.
Przez lata zamykano oczy na błędne decyzje, nietrafione pomysły i działania, które stopniowo osłabiały pozycję tej dyscypliny. Przez lata brakowało odwagi, by powiedzieć „sprawdzam”, by rozliczyć błędy i wyciągnąć konsekwencje. Zamiast tego kolejne problemy przykrywano kolejnymi obietnicami, kolejnymi wizjami i kolejnymi zapewnieniami, iż tym razem wszystko będzie dobrze.
Dzisiaj widzę dokładnie ten sam mechanizm. Zamiast rozmawiać o przyczynach kryzysu, rozmawiamy o skutkach. Zamiast zastanawiać się, dlaczego hokej znalazł się na skraju sportowej przepaści, rozmawiamy o hali za 200 milionów złotych. Zamiast pytać o odpowiedzialność, słyszymy opowieści o wielkiej przyszłości.
A przecież właśnie takie myślenie doprowadziło nowotarski hokej do miejsca, w którym znajduje się dzisiaj.
Jeszcze bardziej zaskakuje mnie postawa części radnych. Przez lata – m.in od pana siedzącego cichutko na przedzie i tylko oklaskującego pomysły swojego zwierzchnika – słyszeliśmy, iż budżet miasta nie jest z gumy. Że trudno znaleźć dodatkowy milion czy dwa na wsparcie sportu. Że trzeba zachować rozsądek. Że samorząd nie może rozwiązywać wszystkich problemów klubów. Dzisiaj ci sami ludzie bez większego problemu mówią o inwestycji za 200 milionów złotych.
Milion był problemem. Dwieście milionów jest wizją. Trudno nie odnieść wrażenia, iż niektórzy zmieniają zdanie równie gwałtownie jak kierunek politycznego wiatru.
Bez większego oporu rozmawia się dziś o wydaniu blisko 200 milionów złotych na Arenę Lodową, a olbrzymim problemem jest modernizacja stadionu piłkarskiego do standardów szczebla centralnego. Stadionu, którego wygląd podczas transmisji telewizyjnych bardziej przypomina poprzednią epokę niż wizytówkę miasta aspirującego do rozwoju sportu. Gdy pojawia się temat stadionu, nagle zaczyna się liczenie każdej złotówki, szukanie oszczędności i opowiadanie o ograniczeniach budżetowych. Gdy pojawia się temat Areny Lodowej za 200 milionów złotych, te same argumenty w tajemniczy sposób przestają obowiązywać.
Najbardziej niepokoi mnie jednak próba przedstawiania wszystkich sceptyków jako przeciwników hokeja. Jakby zadawanie pytań o sens inwestycji oznaczało chęć zniszczenia tej dyscypliny. To kolejny absurd. Bo można kochać hokej i jednocześnie uważać, iż wydanie 200 milionów złotych na halę jest pomysłem oderwanym od rzeczywistości.
Bo jeżeli dzisiaj słyszymy, iż miasto nie ma pieniędzy na większe wsparcie sportu, bo utrzymuje istniejącą halę lodową, to co usłyszymy za kilka lat po wybudowaniu obiektu wartego 200 milionów?
Że nie ma pieniędzy na hokej. Że nie ma pieniędzy na piłkę nożną. Że nie ma pieniędzy na pływanie. Że nie ma pieniędzy na sporty walki. Że nie ma pieniędzy na tenis. Że nie ma pieniędzy na kolarstwo. Bo trzeba utrzymać Arenę.
I właśnie tutaj dochodzimy do największego absurdu tej całej historii.
Bo jeżeli rzeczywiście jesteśmy gotowi wydać na sport 200 milionów złotych, to może warto spojrzeć na sport w mieście szerzej niż przez pryzmat jednej dyscypliny?
Może 10 procent tej kwoty przeznaczyć na realną odbudowę hokeja? Nie na beton. Na ludzi, szkolenie i stabilizację.
Może kolejne 10 procent przeznaczyć na piłkę nożną, która właśnie przeżywa najlepszy okres od kilkudziesięciu lat?
Może następne 10 procent na pływanie? 10 procent na sporty walki? 10 procent na kolarstwo? 10 procent na tenis i inne dyscypliny?
Może zbudować nowoczesną halę sportową z prawdziwego zdarzenia, kameralny i przyjazny stadion piłkarski? Może stworzyć infrastrukturę służącą tysiącom dzieci i młodzieży każdego dnia?
I wiecie co jest najciekawsze? Że po takim podziale pieniędzy prawdopodobnie przez cały czas zostałoby wystarczająco dużo środków, by wybudować nowoczesny obiekt lodowy odpowiadający rzeczywistym potrzebom miasta.
Bo właśnie takie możliwości daje kwota 200 milionów złotych. To są pieniądze, które mogą zmienić oblicze całego sportu w Nowym Targu.
Nowotarski hokej nie znalazł się w obecnym miejscu dlatego, iż miał złą halę. I dlatego nie nowa hala będzie początkiem jego odbudowy.
Bo problem nowotarskiego hokeja od dawna nie siedzi w ścianach, dachu czy telebimie. Problem nowotarskiego hokeja siedzi przy stołach, przy których od lat podejmowane są decyzje.
I dopóki tego nie zrozumiemy, żadna arena — choćby za 200 milionów złotych — nie uratuje hokeja a zepchnie cały nowotarski sport w przepaść!












