Piątego listopada 2026 roku trzej dostojni muszkieterowie elbląskiej samorządności – Prezydent Elbląga, starosta i wójt gminy – uroczyście podpisali list intencyjny w sprawie budowy tunelu pod rzeką Elbląg. Skromna, podwodna rura w rejonie ulicy Żytniej za jedyne 700 milionów złotych, z dumnym horyzontem ukończenia w okolicach 2035 roku.
Jak zauważyłby Maciej Rybiński, „najdroższe są zawsze te inwestycje, które istnieją wyłącznie w wyobraźni urzędnika, bo nie podlegają prawom fizyki ani zdrowego rozsądku”.
O czym w sensacyjny sposób pospiesznie obwieścił portEl : phttps: //www.portel.pl/wiadomosci/chca-tunelu-pod-rzeka-elblag-potrzebne-beda-potezne-sumy/151747
Zadłużone po uszy samorządy postanowiły sprawić sobie podwodny prezent na miarę naszych ambicji i – oczywiście – cudzych pieniędzy. To klasyczna szkoła montowania złotych klamek w chałupie, w której deszcz leje się na głowę przez dziurawy dach.
Stefan Kisielewski zwykł powiadać, iż „socjalizm jest to ustrój, w którym bohatersko pokonuje się trudności nieznane w żadnym innym ustroju”. Nasi włodarze poszli o krok dalej w dialektyce: stworzyli ustrój, w którym bohatersko projektuje się podwodne tunele w miastach, gdzie nie potrafi się wyrównać płyty chodnikowej przy alei Tysiąclecia ani zaorać i zasiać trawy na boisku przy Bażyńskiego.
A tymczasem w kamienicy komunalnej odpada tynk, a wyrwa w jezdni na ulicy Beniowskiego osiąga głębokość pozwalającą na amatorskie badania geologiczne górnej jury, lokalna władza nie załamuje rąk. Przeciwnie – sięga gwiazd, a ściślej mówiąc: mułu rzecznego
Podczas gdy szara codzienność Elblążan drepcze smętnie na przystanku, wyobraźnia decydentów leci w stratosferę. Remont kilkuset metrów torowiska na 1 Maja zyskał już dynamikę godną budowy piramidy Cheopsa – z każdym kwartałem jest droższy o miliony i dłuższy o lata, a kierowcy na Królewieckiej czy Pułkownika Dąbka testują resory z precyzją pilotów myśliwców. Na dworcu PKP brakuje drugiej kasy i windy, biurowiec Porto Vista stoi z melancholijnym wdziękiem, świecąc pustkami, a mityczna Wschodnia Obwodnica przypomina klasyczny horyzont: każdy o niej słyszał, nikt do niej nie dotarł.
Ale to nic! Za niespełna dekadę mieszkańcy zjadą pod rzekę elegancką tubą „Elbląg Port”, oszczędzając dwanaście minut w drodze po bułki. Dlaczego zresztą zatrzymywać się na jednym skromnym tunelu?
Złośliwi mieszkańcy, ci wieczni materialiści bez poetyckiego polotu, dopytują pod artykułem na portEl-u w licznych komentarzach: „A po co, a dla kogo, a gdzie te statki w porcie?”. Pytanie o statki jest w jaskrawy sposób nietaktowne. Port w Elblągu to byt czysto filozoficzny, platońska idea w stanie ciekłym, a tunel stanowi jego logiczne domknięcie. Jak powszechnie wiadomo, najwygodniej rozładowuje się kontenerowce, które nie przypłynęły, ekspediując ich wirtualny towar prosto w podwodną czeluść za 700 baniek.
Najpiękniejsza w tej hydrotechnicznej poezji jest jednak lekkość bytu: papier przyjmie każdy podpis, a kolorowa wizualizacja 3D nie pęka od mrozu i nie wymaga łatania asfaltem na gorąco.
Władza triumfalnie ogłasza, iż widzi światło w tunelu, mieszkańcy widzą raczej tunel w głowach władzy, a prawda leży tam, gdzie zwykle – w zapadniętej, niewypoziomowanej studzience kanalizacyjnej na środku Al. Grunwaldzkiej.
Kończąc znów Kisielem: „To, iż jesteśmy w d…e, to jasne. Problem w tym, iż zaczynamy się w niej urządzać” – a w Elblągu postanowiono dodatkowo wykopać pod nią rurę za siedemset milionów złotych.
Edmund Szwed
PS. Felieton został napisany na fundamencie zaakceptowanych komentarzy pod artykułem :













