Gdy blok zamienia się w piekarnik

ikc.pl 2 godzin temu

Małgorzata Szatko: Krzysztof, kiedy upał przestaje być zwykłą niewygodą, a staje się realnym zagrożeniem?

Krzysztof Lis: Kryterium jest proste: zagrożenie zaczyna się tam, gdzie organizm nie nadąża z oddawaniem ciepła i po prostu się przegrzewa. Najgorzej radzą sobie z tym dzieci i osoby starsze. Sygnały, które najłatwiej wychwycić, to gorączka, szybki puls i przyspieszony oddech, ale też wyczerpanie, dezorientacja, irracjonalne zachowanie, zawroty i ból głowy, nudności czy wymioty. To już moment, żeby wezwać pomoc i zacząć powoli schładzać ciało — na przykład przecierać je wilgotnym, chłodnym ręcznikiem. jeżeli się da, taką osobę trzeba jak najszybciej przenieść w cień, a najlepiej do chłodniejszego pomieszczenia.

Pogodowo najgroźniejsze są upały z wysoką wilgotnością. Para wodna w powietrzu utrudnia parowanie potu, a to przecież nasz najskuteczniejszy sposób na pozbywanie się ciepła. Podobnie działa brak ruchu powietrza — i stąd rosnąca z roku na rok popularność małych wiatraczków na akumulator, którymi można się skutecznie chłodzić. No i rzecz podstawowa: w upał trzeba pić, żeby uzupełniać wodę, którą organizm traci.

Małgorzata Szatko: Jesteśmy bez klimatyzacji, w nagrzanym bloku — jak schłodzić mieszkanie?

Krzysztof Lis: Najlepszy jest zwykły wentylator, który wymusi ruch powietrza. Zwiększa parowanie potu ze skóry i daje mocny efekt chłodzący. A jeżeli jest gorąco, ale nie wilgotno, pomaga samo odparowywanie wody — to zjawisko wykorzystują zresztą urządzenia udające klimatyzatory. Tyle iż nie trzeba nic kupować. Wystarczy spryskać wodą zasłony i firanki albo rozwiesić pranie i skierować na nie wentylator.

Warto też korzystać z metod naturalnych: intensywnie wietrzyć mieszkanie w nocy, gdy temperatura spada i nie dopuszczać, by w ciągu dnia się nagrzewało. Absolutne minimum to zasłonięcie okien — zasłony, a lepiej rolety czy żaluzje. Jeszcze lepszy efekt da kilka warstw złożonego koca termicznego (folii NRC) przyklejonych do okna od zewnątrz, bo odbiją promieniowanie słoneczne, zanim wejdzie do środka. Zacieniać warto zwłaszcza okna dachowe oraz te od wschodu i zachodu — to słońce nisko nad horyzontem najmocniej nagrzewa wnętrza.

Małgorzata Szatko: A jeżeli do upału dołączy brak prądu i wody w kranie?

Krzysztof Lis: Polskie lata coraz częściej będą oznaczać większe zapotrzebowanie na prąd, a to lokalnie grozi jego brakami; długie okresy bez deszczu potrafią z kolei utrudnić zaopatrzenie w wodę. Dlatego warto mieć w domu zapas, który przez kilka dni pokryje wszystkie potrzeby rodziny. Rozsądne minimum to pięć litrów na osobę dziennie — tyle wystarczy na picie, ugotowanie posiłków i podstawową higienę, czyli umycie całego ciała gąbką raz dziennie.

Brak wody to także problem ze spłukiwaniem toalety — a to już nie tylko nieprzyjemny zapach, ale ryzyko katastrofy sanitarnej. Najlepszym rozwiązaniem jest plastikowa toaleta turystyczna, taka jak do przyczep kempingowych. Awaryjnie wystarczy wiadro z włożonym solidnym workiem foliowym, a zawartość zasypujemy trocinami albo żwirkiem dla kota. To niewygodne, bo na takim sedesie się nie usiądzie — ale w sklepach są też wiadra z pokrywą i namiastką deski sedesowej.

Małgorzata Szatko: Czym letni blackout różni się od zimowego?

Krzysztof Lis: Latem jest o tyle łatwiej, iż nie musimy szukać awaryjnego źródła ciepła. Z drugiej strony brak wody w upał jest wyjątkowo dokuczliwy. No i trzeba gwałtownie zjeść to, co w lodówce — bo latem nie wystawimy produktów na balkon, żeby je uratować.

Nie ma jednak co demonizować lodówki i zamrażarki. Owszem, żywność zacznie się psuć, ale nie od razu — wyłączona lodówka nagrzewa się dość powoli, trzeba tylko rzadziej ją otwierać. Po kilku, kilkunastu godzinach blackoutu warto przełożyć kilka mrożonek z zamrażarki do lodówki, żeby rozmrażały się właśnie tam i odbierały ciepło. A jeżeli musimy chronić przed gorącem na przykład leki, wystarczy termos z mieszaniną wody i kostek lodu — dopóki pływa w niej lód, temperatura wynosi zero stopni. To akurat pamiętamy z lekcji fizyki.

Gdy zabraknie prądu, polecam dwie rzeczy. Po pierwsze, napełnić wannę wodą, póki w wodociągu pozostało ciśnienie. Po drugie, zajrzeć do sklepu i dokupić mrożonek albo kostek lodu — i włożyć je do lodówki.

Małgorzata Szatko: Co jeszcze powinno znaleźć się na liście „na blackout” latem?

Krzysztof Lis: To zależy od potrzeb. Dorosły, zdrowy człowiek poradzi sobie bez prądu z łatwością — co najwyżej będzie miał trochę więcej roboty, choćby z przyniesieniem wiadra wody z beczkowozu. Tylko czy mamy w domu czyste wiadro? Bo przeciętna rodzina ma dwa: na śmieci i do mycia podłogi, oba brudne. jeżeli tak, warto kupić worki do kiszenia kapusty albo inne duże worki foliowe dopuszczone do kontaktu z żywnością.

Schody zaczynają się, gdy w domu są dzieci, osoby starsze albo leki wymagające niskiej temperatury. Wtedy przyda się awaryjne źródło prądu do podtrzymania pracy lodówki — albo rozwiązanie zaimprowizowane: turystyczna lodówka z wkładami mrożącymi (które na co dzień trzymamy w zamrażarce) lub wspomniany termos z lodem. Do chłodzenia ciała: manualne wiatraczki na baterie albo zwykły wachlarz. A gdy trzeba schładzać na przykład osobę leżącą, przewlekle chorą — można przynieść akumulator z samochodu i podłączyć do niego komputerowy wentylatorek, albo wpiąć wiatraczek na USB do powerbanku.

Małgorzata Szatko: Krzysztof, bardzo dziękuję za rozmowę.

Idź do oryginalnego materiału