Gdy drogi stają. Rząd działa, opozycja gra kryzysem

12 godzin temu
Zdjęcie: Gdy drogi stają. Rząd działa, opozycja gra kryzysem


Zima w Polsce bywa bezlitosna, ale polityczna pogoda potrafi być jeszcze ostrzejsza. Gdy na trasie S7 intensywne opady śniegu doprowadziły do wielogodzinnych zatorów, opozycja natychmiast ogłosiła „paraliż państwa”. Rząd odpowiada inaczej: nie sloganami, ale działaniami. I to właśnie ta różnica – między reagowaniem a retoryką – najlepiej opisuje spór wokół wtorkowych wydarzeń.

Na odcinkach warmińsko-mazurskim i mazowieckim, m.in. w powiecie ostródzkim i w rejonie Mławy, kierowcy utknęli w korkach, część z nich spędziła noc w samochodach. Winna była pogoda, ale – jak podkreślają przedstawiciele rządu – problemem stały się przede wszystkim ciężarówki. Wiceminister infrastruktury Stanisław Bukowiec mówił wprost o sytuacji kryzysowej. „Jej intensywność maleje, ale skutki są przez cały czas odczuwalne” – informował, apelując do kierowców, szczególnie pojazdów ciężarowych, o omijanie S7 i wybieranie tras alternatywnych.

To istotny szczegół: rząd nie chował głowy w śnieg. Od pierwszych godzin kryzysu działały służby drogowe, a nocą – jak relacjonował Bukowiec – pługopiaskarki i piaskarki docierały do zatorów w ekstremalnie trudnych warunkach, miejscami poruszając się pod prąd, by ewakuować unieruchomione pojazdy. Przy intensywnych opadach śniegu każda minuta zwłoki oznaczała kolejne zaspy i kolejne blokady.

Kluczowy problem, na który wskazał resort infrastruktury, to zachowanie i stan techniczny części ciężarówek. Wyprzedzanie się tirów na śliskiej nawierzchni oraz zróżnicowane, często niedostosowane do warunków zimowych ogumienie prowadziły do tarasowania drogi. To nie nowość, ale rzadko bywa nazywana tak wprost. Tym razem rząd zdecydował się na jasny komunikat: bezpieczna jazda ciężkich pojazdów w zimie nie jest kwestią dobrej woli, ale obowiązku.

Reakcja przyszła gwałtownie także z drugiej strony administracji. Minister spraw wewnętrznych i administracji Marcin Kierwiński po posiedzeniu sztabu kryzysowego zapowiedział wzmożone kontrole samochodów ciężarowych. „Działania te mają zapobiec blokowaniu dróg i powstawaniu wielokilometrowych zatorów” – przekazał. Kontrole mają koncentrować się na stanie technicznym pojazdów, a w razie stwierdzenia nieprawidłowości ciężarówki będą kierowane na parkingi, by nie stwarzały zagrożenia dla ruchu.

Tu właśnie zaczyna się druga, stricte polityczna warstwa całej historii. Opozycja – zamiast zapytać o systemowe rozwiązania problemu ruchu ciężkiego w warunkach zimowych – woli opowieść o „nieudolności rządu”. Padają mocne słowa, które dobrze brzmią w mediach społecznościowych, gorzej natomiast opisują rzeczywistość. Bo fakty są takie, iż rząd nie tylko zareagował na kryzys, ale też wyciąga z niego wnioski: zapowiada kontrole, porządkuje procedury, przypomina o odpowiedzialności przewoźników.

Warto zauważyć coś jeszcze. Przez lata podobne zimowe paraliże bywały traktowane jak nieuchronny żywioł, coś „co się zdarza”. Dziś państwo mówi: nie, to także kwestia egzekwowania reguł. Odpowiedzialność nie leży wyłącznie po stronie pogody, ale również po stronie rynku transportowego, który zbyt często ignoruje realia zimy.

S7 stała się więc nie tylko trasą szybkiego ruchu, ale i sceną politycznego sporu. Jedni wolą wykorzystać śnieg do budowania narracji o chaosie. Drudzy – mniej efektownie, za to skuteczniej – wysyłają służby w teren i zapowiadają konkretne działania. W zimowych warunkach to właśnie ta różnica decyduje, czy państwo stoi w korku, czy jednak próbuje go rozładować.

Idź do oryginalnego materiału