Maja Chwalińska stanie w sobotę przed szansą na triumf w tenisowym turnieju wielkoszlemowym French Open. Chwalińska jest czwartą Polką w finale imprezy Wielkiego Szlema i może stać się drugą triumfatorką w historii polskiego tenisa. W finale 24-latka zmierzy się z Rosjanką Mirrą Andriejewą.
Mecz rozpocznie się o godz. 15:00, ale już od 14:00 można będzie zająć miejsce w specjalnej Strefie Kibica, która stanęła przed Pałacem Kultury i Nauki w Warszawie. Liczba miejsc ograniczona jest do maksymalnie 950 osób. Wejście do strefy jest bezpłatne.
Chwalińska do Paryża przyjechała jako 114. zawodniczka rankingu, do tego z niewielkim doświadczeniem na największych scenach. 24-latka w głównej drabince Wielkiego Szlema wygrała wcześniej tylko jedno spotkanie - w Wimbledonie 2022.
Pewne przejście przez eliminacje
Z dziennikarzy relacjonujących French Open, poza polskimi, w zasadzie tylko ci z Czech kojarzyli filigranową zawodniczkę, która z tym krajem od lat jest związana osobą trenera Jaroslava Machovsky'ego.
Reprezentantka klubu BKT Advantage Bielsko-Biała musiała się przebijać przez trzystopniowe kwalifikacje. Pierwszy mecz rozegrała już 18 maja. Andriejewa w tym czasie odpoczywała po turnieju w Rzymie.
Eliminacje przeszła pewnie. W pierwszej rundzie zasadniczych zmagań trafiła natomiast na Qinwen Zheng i mało kto wróżył Polce sukces. Chinka, choć dopiero odbudowuje formę po kontuzji, wywalczyła dwa lata temu na tych obiektach złoty medal igrzysk, eliminując w półfinale Igę Świątek.
Chwalińska wygrała zaskakująco łatwo - 6:4, 6:0. Uwagi światowych mediów jednak dalej nie przykuwała. Te skupiły się na konferencji prasowej zapłakanej Zheng. Polka potrzebowała jeszcze dwóch zwycięstw, aby usłyszeć jakiekolwiek pytania od dziennikarzy po angielsku. Natomiast spotkania z nią przeniesiono do głównej sali konferencyjnej, gdy w 1/8 finału bez problemu odprawiła na korcie centralnym Diane Parry 6:3, 6:2.
- Wierzcie mi, nie jest łatwo z nią grać. Zawsze stara się uderzać piłki inaczej, więc było mi bardzo trudno cokolwiek przewidzieć. Jestem bardzo zmęczona i to efekt jej gry - tłumaczyła się z porażki Francuzka.
Potem przyszła pierwsza część rosyjskiego tryptyku, jaką była wygrana z Anną Kalinską 7:6 (7-3), 6:3. W półfinale pokonała Dianę Sznajder 7:6 (7-4), 6:4, a teraz została Andriejewa.
- Ona zagrała wręcz nierealnie. Zdecydowanie zasłużyła na zwycięstwo i awans do finału - Sznajder komplementowała Chwalińską.
Z kim gra Maja Chwalińska?
Mimo świetnej gry w Paryżu, w starciu z Andriejewą nie daje jej się szans. To trochę konfrontacja Kopciuszka z cudownym dzieckiem tenisa. Finałowa rywalka ma 19 lat i opinię wielkiego talentu. Jej trenerką jest była mistrzyni Wimbledonu Hiszpanka Conchita Martinez.
Ósma w tej chwili zawodniczka rankingu już dwa lata temu na paryskich kortach dotarła do najlepszej czwórki i została najmłodszą wielkoszlemową półfinalistką od 1997 roku, kiedy w wieku 16 lat na tym etapie US Open znalazła się Szwajcarka Martina Hingis. Teraz przepowiada jej się zostanie trzecią najmłodszą w historii zwyciężczynią Wielkiego Szlema.
W drodze do spotkania o tytuł nikt Andriejewej nie sprawił problemów. choćby Marta Kostiuk w półfinale, którą pokonała 6:1, 6:3 i na 17 zatrzymała serię wygranych meczów Ukrainki. Kostiuk w 1/8 finału wyeliminowała Świątek.
Jeśli w czymś można upatrywać szans Chwalińskiej, to w tym, że Rosjanka nie udźwignie ciężaru presji. Andriejewa ma historię meczów, w których nie potrafiła utrzymać nerwów na wodzy. Było tak m.in. w ubiegłorocznym ćwierćfinale French Open, gdy grała z Lois Boisson.
Francuzka zajmowała w rankingu 361. miejsce, a w turnieju znalazła się dzięki dzikiej karcie od organizatorów. Miejscowi kibice do tego stopnia zaszli za skórę Andriejewej, iż płakała i ze złości uderzyła piłkę w trybuny. Ostatecznie przegrała 6:7 (6-8), 3:6.
Chwalińska pełną trudnych momentów historią, niekonwencjonalną grą i urokiem zaskarbiła sobie sympatię Francuzów. Choć na meczu ze Sznajder łatwo było dostrzec polskie flagi, to głośne „Maja, Maja” skandowali niemal wszyscy.
- Byłam zaskoczona, to dla mnie wielka sprawa. Doceniam doping, jestem za niego wdzięczna. Zdecydowanie kibice mi pomogli, dali mnóstwo energii - podkreśliła Polka.
Awans Chwalińskiej do finału oznacza, iż w poniedziałkowym notowaniu listy WTA będzie 21. jeżeli sięgnie po tytułu to wskoczy na 14. miejsce.
"Jej tenis jest finezyjny". Trener o Mai Chwalińskiej

2 godzin temu













