Szpital Pomnik Chrztu Polski w Gnieźnie w pierwszym półroczu 2026 roku udzielił mieszkańcom powiatów spoza Wielkopolski świadczeń o wartości około 4,5 mln zł. Problem w tym, iż pieniądze na ich leczenie pochodzą z ryczałtu, który ma finansować działalność placówki przez cały rok. Dyrektor szpitala Filip Waligóra zwrócił się w tej sprawie do Centrali Narodowego Funduszu Zdrowia. Odpowiedzi na razie nie otrzymał.
Pacjent nie patrzy na granicę powiatu. Finansowanie już tak
Szpital Pomnik Chrztu Polski w Gnieźnie jest placówką, do której trafiają nie tylko mieszkańcy powiatu gnieźnieńskiego. Szczególnie w przypadku świadczeń nagłych granice administracyjne nie mają większego znaczenia. Pacjent wymagający pilnej pomocy powinien zostać przyjęty tam, gdzie może otrzymać odpowiednie świadczenie. Problem pojawia się jednak wtedy, gdy system finansowania szpitala nie uwzględnia w wystarczającym stopniu tego, skąd pochodzą leczeni pacjenci. Jak tłumaczy Filip Waligóra, dyrektor Szpitala Pomnik Chrztu Polski w Gnieźnie, podstawowym źródłem finansowania placówki jest ryczałt wypłacany przez Narodowy Fundusz Zdrowia.
Głównym źródłem finansowania szpitala jest ryczałt, czyli NFZ daje nam kwotę, to jest około 120 milionów złotych na rok, które my sobie możemy rozdysponować na leczenie szpitalne według potrzeb poszczególnych oddziałów.
Pieniądze są przekazywane w miesięcznych transzach. W przypadku gnieźnieńskiego szpitala oznacza to około 10 mln zł miesięcznie. Każde wykonane świadczenie ma jednak określoną wartość. Im więcej świadczeń zostanie zrealizowanych w ramach posiadanego ryczałtu, tym mniej środków pozostaje na kolejne miesiące.
4,5 mln zł za pacjentów spoza Wielkopolski
Według danych przedstawionych przez dyrektora, tylko w pierwszym półroczu tego roku mieszkańcom powiatów mogileńskiego, żnińskiego i inowrocławskiego udzielono w Gnieźnie świadczeń o wartości około 4,5 mln zł. To pacjenci, którzy trafiają przede wszystkim na oddział chirurgiczny oraz oddział chorób wewnętrznych. Dla szpitala problemem nie jest sama możliwość przyjęcia tych osób. Placówka dysponuje odpowiednią kadrą i zapleczem. Problemem jest sposób rozliczenia wykonanych świadczeń.
Tak naprawdę ja muszę ograniczać swoją działalność, no bo nie ma rejonizacji w szpitalach i tak naprawdę wydłuża się kolejka dla naszych mieszkańców, którzy są pacjentami stabilnymi i zostali gdzieś wpisani w kolejkę na zabiegi, bo zużywam środki finansowe, które mi nie rosną – mówi Filip Waligóra.
W praktyce oznacza to sytuację, w której szpital może mieć możliwości organizacyjne i kadrowe, aby przyjąć kolejnych pacjentów, ale musi jednocześnie pilnować limitu środków przeznaczonych na leczenie.
Szpital nie może powiedzieć pacjentowi: „proszę wrócić do swojego powiatu”
Sprawę dodatkowo komplikuje charakter działalności szpitala. Pacjenci wymagający natychmiastowej pomocy muszą być przyjmowani w pierwszej kolejności. Dotyczy to zarówno osób przywiezionych przez zespoły ratownictwa medycznego, jak i tych, których stan wymaga pilnej hospitalizacji. Dopiero później przychodzi czas na świadczenia planowe. To oznacza, iż wzrost liczby pacjentów spoza powiatu może mieć konsekwencje dla osób oczekujących na zabiegi, które nie są pilne. Jak wskazuje dyrektor, w takich przypadkach personel musi kontaktować się z pacjentami i przesuwać wcześniej ustalone terminy.
Mamy pacjentów, kilkakrotnie ich obdzwaniamy, iż przesuwamy kolejki. Ludzie tego nie rozumieją, co się nagle dzieje.
Z punktu widzenia pacjenta sytuacja rzeczywiście może być trudna do zrozumienia. o ile szpital posiada lekarzy, sale i możliwości techniczne, naturalne wydaje się pytanie, dlaczego nie może wykonać większej liczby zabiegów. Odpowiedź znajduje się jednak w systemie finansowania.
„Jesteśmy karani za to, iż mamy pełną kadrę”
Zdaniem Filipa Waligóry Gniezno znajduje się w szczególnej sytuacji jako szpital położony stosunkowo blisko granicy województwa. Pacjenci z sąsiednich powiatów mogą wybierać gnieźnieńską placówkę zamiast szpitali znajdujących się bliżej ich miejsca zamieszkania. Powodów może być wiele – od dostępności lekarzy i terminów po problemy kadrowe w innych placówkach. Dyrektor zwraca uwagę, iż Szpital Pomnik Chrztu Polski ma w tym przypadku pełną obsadę pozwalającą na przyjmowanie pacjentów.
Nie jesteśmy w stanie po prostu leczyć. Jesteśmy karani za to, iż są inne szpitale, które mają problemy z kadrą lekarską.
To właśnie ten element dyrektor uważa za jeden z najpoważniejszych problemów wymagających rozwiązania systemowego.
Problem zaczyna się, gdy inne szpitale ograniczają działalność
Mechanizm opisany przez dyrektora jest stosunkowo prosty. o ile szpital w sąsiednim powiecie czasowo ogranicza działalność konkretnego oddziału, pacjenci zaczynają szukać miejsca, w którym mogą otrzymać świadczenie. Gniezno, dysponując odpowiednią kadrą, staje się wtedy naturalnym miejscem, do którego mogą trafić.
Jak mówi Filip Waligóra, zdarzają się sytuacje, w których pacjenci z sąsiednich powiatów kontaktują się ze szpitalem po informacji, iż określony oddział w ich regionie przez pewien czas nie będzie przyjmował pacjentów. W efekcie obciążenie gnieźnieńskiej placówki rośnie, ale finansowanie pozostaje oparte na wcześniej ustalonym ryczałcie. To rodzi fundamentalne pytanie: czy system powinien dodatkowo finansować szpitale, które przyjmują większą liczbę pacjentów dlatego, iż inne placówki nie są w stanie zapewnić świadczeń?
Dyrektor zwrócił się do Centrali NFZ
Filip Waligóra podjął już próbę zwrócenia uwagi na problem na poziomie centralnym. Dyrektor wystąpił do Centrali Narodowego Funduszu Zdrowia z prośbą o uwzględnienie specyfiki tzw. szpitali granicznych, czyli placówek, do których ze względu na ich położenie i dostępność mogą trafiać pacjenci z innych województw lub powiatów.
Tych, powiedzmy, szpitali granicznych nie ma za wiele w kraju. Warto więc zwrócić na to uwagę.
Na moment rozmowy szpital nie otrzymał jednak odpowiedzi.
Czy dodatkowe pieniądze rozwiązałyby problem?
W rozmowie z dyrektorem pojawiło się również pytanie, czy rozwiązaniem byłoby dodatkowe finansowanie świadczeń wykonanych ponad plan w związku z napływem pacjentów z innych powiatów. Odpowiedź jest jednoznaczna – z punktu widzenia możliwości organizacyjnych szpital jest w stanie wykonywać te świadczenia. Problemem nie są więc wyłącznie łóżka, lekarze czy możliwości techniczne. Problemem jest to, iż dodatkowa praca generuje koszty, podczas gdy wysokość ryczałtu nie zwiększa się automatycznie wraz z napływem pacjentów.
W pierwszym półroczu skala tej różnicy miała wynieść około 4,5 mln zł. Gdyby świadczenia te zostały dodatkowo sfinansowane, szpital mógłby – przynajmniej z punktu widzenia przedstawionych przez dyrektora danych – leczyć pacjentów spoza regionu bez uszczuplania środków przeznaczonych na planowe świadczenia dla mieszkańców powiatu gnieźnieńskiego.
Pacjent ma prawo szukać pomocy. System musi jednak za nim nadążać
W całej sprawie warto rozdzielić dwie kwestie. Po pierwsze, trudno oczekiwać od pacjenta, aby przy wyborze szpitala kierował się granicą województwa czy powiatu. o ile w jednym miejscu nie może uzyskać świadczenia, naturalne jest poszukiwanie innej placówki.
Po drugie, odpowiedzialność za organizację i finansowanie systemu ochrony zdrowia nie może być przerzucana na pacjenta ani pojedynczy szpital. o ile placówka z Gniezna przejmuje część zadań, których nie są w stanie wykonać inne szpitale, system finansowania powinien uwzględniać rzeczywistą liczbę i strukturę udzielanych świadczeń.
W przeciwnym razie powstaje paradoks: szpital, który ma lekarzy i możliwości leczenia większej liczby pacjentów, może być zmuszony do ograniczania działalności właśnie dlatego, iż skutecznie odpowiada na potrzeby mieszkańców większego obszaru.
Teraz piłka jest po stronie NFZ
Na razie pozostaje czekać na odpowiedź Centrali Narodowego Funduszu Zdrowia. Sprawa gnieźnieńskiego szpitala może być jednak szerszym problemem niż tylko kwestia rozliczeń jednej placówki. o ile w Polsce istnieją miejsca, gdzie pacjenci z powodu braków kadrowych lub ograniczonej działalności lokalnych szpitali regularnie przemieszczają się do sąsiednich placówek, system powinien mieć mechanizm, który pozwala za tym przepływem pacjentów podążać również finansowo. Bo ostatecznie nie chodzi tylko o to, ile pieniędzy dostaje szpital. Chodzi o to, czy pieniądze rzeczywiście podążają za pacjentem – również wtedy, gdy pacjent przekracza granicę powiatu czy województwa.

5 dni temu















