
O ile początek meczu z Rakowem Częstochowa był w wykonaniu piłkarzy Górnika mocno zachowawczy, o tyle kiedy wynik otworzył Lukas Sadilek, to zabrzańska maszyna ruszyła z pełnym impetem. Zespół Michała Gasparika z tyłu grał pewnie, a z przodu mozolnie szukał swoich szans i ostatecznie zaaplikował rywalom aż trzy gole. Jak wypadli poszczególni piłkarze?
Marcel Łubik (6,0) - bramkarz Górnika nie miał w tym spotkaniu zbyt wiele pracy, bo na szczęście strzały z bliskiej odległości głową Leonardo Rochy i Lamine'a Diaby-Fadigi minęły słupek po zewnętrznej stronie. Przy straconej bramce Łubik nie miał zbyt wiele do powiedzenia, bo Michael Ameyaw był bardzo blisko bramki, a w dodatku trafił piłkę w dość zaskakujący sposób. Można mieć natomiast pretensje do golkipera o sporo niedokładności w rozgrywaniu piłki i o ile jeszcze długie podania można próbować w jakiś sposób usprawiedliwiać, o tyle już niecelne podanie ze stojącej piłki na odległość kilkunastu metrów, które zakończyło się stratą, po której goście mogli strzelić gola, już zdecydowanie nie powinno się przytrafić.
Paweł Olkowski (8,0) - o ile w tygodniu poprzedzającym spotkanie ukazała się rozmowa z doświadczonym obrońcą, który nie ma pewności co do swojej dalszej przyszłości, o tyle po meczu z Rakowem można śmiało zakładać, iż poziom sportowy który prezentuje Olkowski przez cały czas uprawnia go do myślenia o tym, by w Zabrzu zostać i rywalizować o miejsce w składzie. Boczny defensor zagrał najlepsze spotkanie w okresie i raz, iż prezentował się pewnie w defensywie, niejednokrotnie wyprzedzając rywala i przechwytując zagrywane piłki, a dwa iż bardzo dobrze podłączał się w akcje ofensywne, znacznie ułatwiając grę swojej drużynie w trzeciej tercji.
Rafał Janicki (7,75) - licznik występów filaru defensywy Górnika wkroczył już w piątą setkę, a zdobyte doświadczenie przynosi świetne efekty. Janicki wie jak się ustawiać na boisku, wie jak się zastawiać, by wygrać pojedynek główkowy, wie jak skutecznie asekurować kolegów z obrony. Raków nie radził sobie ze sforsowaniem naszej defensywy zarówno jak rolę napastnika pełnił Leonardo Rocha, a także później, kiedy na murawie pojawił się Jonatan Braut Brunes. Obaj napastnicy Częstochowian, choć wysocy, to nie mieli łatwo, by wygrywać indywidualne pojedynki o górne piłki z Janickim.
Josema (7,25) - można się zastanawiać, czy hiszpański obrońca nie powinien szybciej wyskoczyć do piłki zagrywanej z rzutu rożnego w pierwszej połowie i mocniej przeszkadzać Leonardo Rochy, ale ostatecznie Portugalczyk chybił i na strachu się skończyło. W pozostałych sytuacjach prezentował się bez zarzutu, ale do końca spotkania nie wytrwał i zszedł z murawy z powodu kontuzji.
Erik Janża (7,5) - kapitan dołożył pierwszą asystę w sezonie, a w tym wyjątkowo ich nie miał. Słoweniec asystował przy golu Lukasa Ambrosa. Przy bramce dla Rakowa był z kolei przy strzelcu, ale nie zdołał ostatecznie zablokować rywala. Tradycyjnie już zostawił sporo zdrowia na boisku, ale też warto zauważyć, iż Cześtochowianie nie potrafili się przedzierać jego stroną.
Patrik Hellebrand (7,5) - tym razem w cieniu swoich czeskich kolegów, ale jak zawsze mocno pracował, by strefa środkowa Górnika dobrze funkcjonowała. Próbował też swoich sił w strzałach z dystansu, ale ponownie i w tym elemencie jego koledzy z formacji zaprezentowali się lepiej. W całym spotkaniu praktycznie bez strat i w dobrym stylu próbował uruchamiać boczne sektory boiska.
Lukas Sadilek (9,5) - Czech porwał swoją gra trybuny Areny Zabrze. Najpierw fenomenalnym uderzeniem z dystansu otworzył wynik spotkania, a na sam koniec postawił kropkę nad i, oddając precyzyjny strzał po ziemi przy słupku. Pracował od jednego do drugiego pola karnego i trzeba przyznać, iż wraz z kolegami spowodowali, iż grający w europejskich pucharach Raków momentami wyglądał kompletnie bezradnie.
Lukas Ambros (8,75) - młodzieżowy reprezentant Czech po kontuzji odniesionej jeszcze w tamtym roku długo dochodził do siebie i nieliczne występy w tym roku pokazywały, iż sporo mu brakuje do dyspozycji z jesieni, kiedy to czarował na boisku. Mecz z Rakowem udowodnił jednak, iż Ambros widzi i potrafi bardzo dużo. Jego umiejętność czytania gry pozwoliła podwyższyć rezultat na 2:0 i wprowadzić sporo spokoju w grę Górnika. Po przerwie także miał szanse na zdobycie kolejnego gola, ale tym razem Oliwer Zych zdążył z interwencją.
Maksym Chłań (8,0) - z przyjemnością patrzy się, jak występujący na skrzydle zawodnik pracuje na całej szerokości boiska. O tym, iż w grze do przodu Chłań nie potrzebuje dużo, by sprintem popędzić z piłką lub wejść w drybling z rywalem, o tyle tak pracującego również w defensywie zawodnika jeszcze nie wiedzieliśmy. Kiedy problemy miał Erik Janża to Chłań błyskawicznie się pojawiał i asekurował kolegę. Ukrainiec miał ostatnio pecha do liczb, ale tym razem w końcu coś zapisał na swoim koncie, bo dołożył asystę przy drugim golu Lukasa Sadilka.
Sondre Liseth (7,0) - pierwsza połowa w wykonaniu Norwega nie była najlepsza, a mimo to mógł ukoronować ja golem. Biegnąc praktycznie od połowy boiska dopadł do piłki jako pierwszy i po ograniu Bogdana Racovitana oddał strzał na bramkę. Piłka minęła już Oliwera Zycha, ale niestety zatrzymała się na poprzeczce. W tym momencie Górnik prowadziłby już 3:0 i w zasadzie byłoby po meczu. Po przerwie Liseth potrafił już lepiej utrzymać się przy piłce, ale akurat raz przy próbie przyjęcia futbolówka mocno mu odskoczyła i skończyło się stratą, po której Raków zdobył gola.
Yvan Ikia Dimi (5,25) - o występie Francuza w zasadzie można powiedzieć, iż miał miejsce, bo trudno cokolwiek dobrego napisać. Widać, iż skrzydłowy nie ma na boisku porozumienia z kolegami z drużyny i jego zagrania albo kończą się stratą, albo on porusza się w zupełnie innych strefach niż oczekują tego partnerzy z drużyny. W tej sytuacji trudno się nie dziwić temu, iż trener Michal Gasparik na zmianę zdecydował się już w przerwie, pomimo korzystnego rezultatu.
Zmiennicy
Ondrej Zmrzly (7,0) od 46' za Ikiego Dimi - po wejściu Czecha na boisku lewa strona zaczęła funkcjonować zdecydowanie lepiej niż przed przerwę. Zmrzly pokazywał niezwykłą inteligencję boiskową, bo kiedy trzeba było stawał się piątym obrońca, by już po chwili grać na linii spalonego po drugiej stronie boiska. Swoim występem wyraźnie zasygnalizował, iż trzeba poważnie go rozważać do gry w pierwszym składzie, a duet Janża - Zmrzly może funkcjonować na najwyższym poziomie.
Paweł Bochniewicz (6,75) od 68' za Josemę - wszedł ma boisko za kontuzjowanego Josemę i zaliczyłby całkiem udany występ, gdyby tylko Górnikowi udało się zachować czyste konto. W sytuacji kiedy do siatki trafił Michael Ameyaw był bliski zablokowania dośrodkowania, ale piłka tylko musnęła jego nogę.
Matthias Sauer (NS) od 90' za Lisetha -grał zbyt krótko.
Lukas Podolski (NS) od 90' za Chłania - grał zbyt krótko.
Bastien Donio (NS) od 91' za Hellebranda - grał zbyt krótko.

Kogut meczu - Lukas Sadilek - rzadko się zdarza, by środkowy pomocnik zdobył dwa gole, ale Czech swoja tytaniczna pracą na pewno na to zasłużył. Kiedy odchodził ze Sparty Praga, to wielu czeskich kibiców żałowało tej decyzji, dziś podobnie byłoby w Zabrzu, kiedy by do tego musiało dojść. Sadilek gwałtownie zaskarbił sobie uznanie wśród kibiców Górnika i pokazał charakter, który powoduje, iż jest dziś niezwykle mocna karta w talii trenera Michala Gasparika.
Źródło: Roosevelta81.pl
Grafika: Roosevelta81.pl









