Górnik Zabrze po raz kolejny obdarł ze złudzeń Raków Częstochowa. "Jako drużyna zrobiliśmy ogromny postęp"

roosevelta81.pl 21 godzin temu
Zdjęcie: Finał PP-14


Górnik Zabrze po raz siódmy raz w historii sięgnął po STS Puchar Polski. W sobotnie popołudnie na PGE Narodowym piłkarze drużyny z Roosevelta w finałowej batalii pokonali Raków Częstochowa 2:0. Po końcowym gwizdku sędziego w końcowy rezultat nie dowierzał główny architekt sukcesu Trójkolorowych, dla którego był to piąty finał krajowego pucharu z rzędu i czwarty zakończony zwycięstwem.

- Aż trudno mi uwierzyć, iż znowu dotarliśmy do finału i wygraliśmy go po raz czwarty. Przede wszystkim chciałbym podziękować klubowi za to, iż wybrał właśnie mnie, szkoleniowca ze Słowacji, i dał mi szansę pracy w Polsce. Bardzo dziękuję Lukasowi Podolskiemu, zarządowi oraz Łukaszowi Milikowi - to oni postawili na mnie jako pierwsi. Praca za granicą nie jest dla słowackich trenerów łatwą sprawą. Cieszę się, iż napisaliśmy tu mały kawałek historii i iż mogę być jej częścią. Górnik bardzo długo na to czekał, co cieszy mnie tym bardziej - mówi Michal Gasparik, trener Górnika.

Pierwsze fragmenty starcia na PGE Narodowym nie były w wykonaniu drużyny z Zabrza najlepsze. Optyczną przewagę miał Raków Częstochowa, a w zagraniach górniczej drużyny dominowała niedokładność i nerwowość. Z biegiem czasu Trójkolorowi odzyskali jednak kontrolę nad spotkaniem. - Spodziewałem się, iż tak to może wyglądać. W pierwszych minutach finału zawsze wychodzi na jaw, kto ma większe doświadczenie w grze o stawkę, a to bez wątpienia było po stronie drużyny z Częstochowy. Przed meczem żartowałem choćby w rozmowach z zarządem, iż w pierwszym kwadransie będziemy bardzo potrzebować wsparcia naszych kibiców, żeby przetrwać napór Rakowa, który z pewnością częściej będzie przy piłce. To się potwierdziło. Jednak po 20. minucie zaczęliśmy grać swoje. Staliśmy się dużo groźniejsi w ofensywie, a zdobyta bramka dała nam wszystkim dodatkowy zastrzyk energii - analizuje 44-latek.

- W drugiej połowie również najważniejsze było pierwsze 15-20 minut. Dopiero po godzinie gry obraz takich spotkań zwykle się zmienia. Jako drużyna zrobiliśmy ogromny postęp - potrafimy teraz grać bardzo mądrze taktycznie, zwłaszcza w końcówkach meczów. Jasne, niedawno straciliśmy w takich okolicznościach bramkę z Jagiellonią, ale to był raczej przypadek. Zdecydowanie lepiej radzimy sobie teraz z kontrolowaniem trudnych momentów w ostatnich minutach - kiwa głową z uznaniem opiekun drużyny z Roosevelta.

Trenera Górnika nie zaskoczyła niczym postawa Rakowa, choć przed meczem finałowym trener Łukasz Tomczyk zapowiadał, iż ma pomysł na ten finał i tym razem zaskoczy drużynę z Zabrza. - Raków bardzo często prezentuje się podobnie. Mają swój jasny system gry, który funkcjonował u trenera Papszuna i działa teraz u nowego szkoleniowca. Myślę, iż w starciach z nimi najważniejsze jest to, by nie popełniać błędów na boisku. W tym meczu nasi zawodnicy w stu procentach zrealizowali założenia taktyczne, zwłaszcza w defensywie. W pierwszej połowie zdarzały się trudne pojedynki jeden na jeden, na przykład z Ivim Lópezem czy Jeanem Carlosem. W takich sytuacjach chodzi po prostu o to, by tych starć nie przegrywać - przyznaje Gasparik.

- Potrafimy idealnie przygotować się na system Rakowa - doskonale wiemy, czego się po nich spodziewać. Oczywiście w piłce zawsze zostają jeszcze stałe fragmenty gry, dzięki którym dzisiaj zrobiliśmy różnicę. Czasami o wyniku decyduje czyjś błąd albo indywidualny zryw, który pozwala stworzyć przewagę. Muszę przyznać, iż dzisiaj rywale nie pokazali z przodu niczego nadzwyczajnego, dzięki czemu przez większość czasu bezpiecznie kontrolowaliśmy przebieg spotkania - puentuje trener 7-krotnych triumfatorów rozgrywek o STS Puchar Polski.

Źródło: Roosevelta81.pl
Foto: Roosevelta81.pl

Idź do oryginalnego materiału