
Górnik Zabrze w ostatniej akcji meczu z Legią Warszawa doprowadził do wyrównania, za sprawą efektownej bramki zdobytej głową przez Pawła Bochniewicza po centrze z rzutu rożnego Michała Rakoczego. Kornera i szans na wyrównanie mogłoby nie być, gdyby nie tajemniczy uraz, jakiego doznał w drugiej z czterech doliczonych minut drugiej połowy bramkarz Legii Otto Hindrich.
Rumun w meczu z Górnikiem długo nie miał zbyt wiele pracy. Zabrzanie mieli problem z wykreowaniem klarownej sytuacji strzeleckiej. Kiedy Legia Warszawa objęła prowadzenie, po trafieniu Rafała Augustyniaka z rzutu karnego wydawało się, iż gospodarze dowiozą prowadzenie do końca. Trójkolorowi tempo podkręcili w końcówce meczu, kiedy zamknęli stołeczną drużynę w okolicach jej własnego pola karnego. Groźne uderzenie oddał wówczas Patrik Hellebrand, ale zblokowana przez obrońców futbolówka wylądowała za linią końcową boiska.
Krótko po tej akcji sędzia techniczny ogłosił, iż mecz potrwa 4 minuty dłużej, a drużyna trenera Marka Papszuna... zaczęła świetnie znaną kibicom w całej Polsce grę na czas. W 92 minucie gry - bez jasnego powodu - we własnym polu karnym usiadł bramkarz warszawskiej drużyny Otto Hindrich, a kiedy do zawodnika podszedł sędzia Damian Kos, ten poprosił o pomoc medyczną. Fizjoterapeuci Legii nie śpieszyli się z wejściem na boisko, a sędzia z Gdańska skrupulatnie odliczył czas, jaki sytuacja "ukradła" Górnikowi, doliczając dodatkowych 90 sekund do czasu gry.
To okazało się być brzemienne w skutkach dla Legii. W 43. z ekstra doliczonych sekund meczu strzał sprzed linii pola karnego na bramkę gospodarzy oddał Michał Rakoczy, a rumuński bramkarz sparował piłkę na korner. Uderzający wcześniej na bramkę pomocnik Trójkolorowych bez namysłu popędził do narożnika boiska i w 72. sekundzie z doliczonego czasu ekstra dośrodkował piłkę w pole karne Legii, a dwie sekundy później w efektownym stylu głową wpakował ją do siatki Paweł Bochniewicz.
Jak widząc siedzącego na murawie Hindricha zareagował trener Górnika? - Pomyślałem, iż czasami jest tak, iż jak ktoś to robi, to potem karma wraca. My wierzyliśmy do końca i udało nam się ten punkt wywieźć - cieszy się Michal Gasprik. - Czy to był uraz czy coś innego, nie wiadomo aczkolwiek sędzia doliczył dodatkowy czas przez to, iż bramkarz leżał. W tym czasie mieliśmy tę sytuację i strzeliliśmy bramkę dającą nam remis - dodaje Michał Rakoczy, pomocnik zabrzańskiej drużyny, który przeprowadził dwie najważniejsze dla wyniku meczu akcje.
Od sugestii odnośnie świetnie znanej ze swojej dotychczasowej pracy "kontuzji taktycznej bramkarza" odciął się trener Legii. - Nic nikomu nie przekazywaliśmy, kiedy usiadł Hindrich na murawie rozgrzewał się Tobiasz, coś tam się po prostu wydarzyło. Nie było powodu, żeby przekazywać jakieś informacje na koniec zresztą. Nikogo praktycznie przy ławce nie było, więc to, to nie te triki, nie to, nie ten moment. Mieliśmy ustalone już co gramy i wiedzieliśmy jak dograć i no, i sobie całkiem dobrze radziliśmy, bo, bo przeciwnik adekwatnie nie zagroził - przekonuje Marek Papszun.
- Ta ostatnia akcja... Zachowaliśmy się źle na boku, z tego był rzut rożny, bo Hindrich obronił w zasadzie jedyny celny strzał, to była ta ostatnia akcja. Zdrzemnęliśmy się na boku, trochę też przypadku w tym było, bo ta piłka przeszła chyba obok Piątkowskiego, później obok Elitima. Takie rzeczy też się zdarzają. Bardziej niż o kontuzję chodzi o ten rzut rożny, iż tutaj nie dopilnowaliśmy tego tematu - puentuje trener drużyny z Łazienkowskiej.
Źródło: Roosevelta81.pl
Foto: Roosevelta81.pl
















