Przyczynkiem do naszej rozmowy z TOMASZEM GMITERKIEM jest impreza
Hardkorowa Kumowa.
To bieg dla prawdziwych twardzieli – 30 i 10 km , ale Tomek może o byciu twardym powiedzieć coś, co nie mieści się w głowie większości ludzi. Gdyby nie kontuzja zobaczylibyśmy Go w Chełmie na imprezie Hardkorowa Kumowa.
„Jak Ciebie nazwać? Heros? Superman? Człowiek ze stali?
Nieee. Można mnie nazwać normalnym biegaczem, amatorem,” mówi Tomek. „Może dodałbym, iż z mocną głową. W ultramaratonach to głowa jest najważniejsza. Oczywiście trzeba mieć też przygotowanie fizyczne, wybieganie, ale w ultra każdy kryzys przechodzi się przede wszystkim siłą mentalną.”
Choć trenuje głównie po lubelskich chodnikach i lokalnych pagórkach, Tomek podkreśla, iż klucz do sukcesu to odporność psychiczna.
„W ultramaratonach przechodzisz kryzysy. Myślisz: ‘ten kryzys kiedyś minie’. Czasem zatrzymujesz się, coś jesz, odpoczywasz, a czasem po prostu nie poddajesz się, choć głosik w głowie mówi: daj sobie spokój.”
Kultowy Bieg Siedmiu Szczytów Tomek przebiegł na dystansie 240 km, który odbywa się w ramach Dolnośląskiego Festiwalu Biegów Górskich w Lądku Zdroju . To największa impreza biegowa w Polsce pod względem organizacyjnym, oferująca dystanse od 10 do 240 km. Każdy biegacz górski chce go zaliczyć, choć ukończenie najdłuższego dystansu udaje się mniej niż połowie startujących.
Trzy próby, trzy lekcje. Pierwszego podejścia Tomek nie ukończył ,po 150 km odmówił posłuszeństwa żołądek. Drugi raz dotarł do setnego kilometra , ale limit czasu zmusił go do rezygnacji. Dopiero w tym roku, po dwóch latach przygotowań mentalnych, udało się: 240 km w nieprzerwanym biegu, przez 51 godzin, bez snu.
„Przez te dwa lata codziennie przed snem myślałem o biegu,” mówi. „To mentalnie przygotowuje. Kiedy startujesz, jesteś już w połowie wygrany w głowie.”
HALUCYNACJE
Długie godziny w trasie to nie tylko zmęczenie , to także halucynacje.
„W nocy w lesie widzisz rzeczy, których nie ma. Kamień staje się zwierzątkiem, krzak – człowiekiem. Nie zastanawiasz się nad tym, po prostu biegniesz lub maszerujesz. Jesteś jak zombie.”
Wyposażenie biegacza to plecak z wodą, batonami, folią NRC, ubraniem na zmienną pogodę ,wszystko obowiązkowe i niezbędne, by przetrwać ultra. Meta to emocje, których nie da się opisać Ostatnie kilometry to walka nie z trasą, ale z własnym ciałem.
„Nogi już nie chcą biec. Marsz pod górkę, trucht, cokolwiek, żeby dotrzeć do mety. A kiedy wreszcie słyszysz metę, nie mogłem zadzwonić do żony, tak byłem wzruszony. Płakałem.”
Dla Tomka ukończenie biegu to spełnienie marzenia, ale nie koniec przygód. Planuje kolejne ultra, w tym Ultra Roztocze na 120 km w maju.
„Nie powtarzam tego 240 km. Człowiek się starzeje, coraz trudniej,” śmieje się. „Ale cały czas szukam nowych wyzwań.
















