Imprezy które paraliżują Kraków czy mieszkańcy? My wybieramy brwi pani Eli.

1 godzina temu

Od samego rana piszecie do nas, iż Kraków jest sparaliżowany. Opisujecie korki, znikające z rozkładów autobusy i tramwaje, odwołane kursy, wielominutowe oczekiwanie na przystankach i komunikacyjny chaos. Część z Was nie przebiera w słowach. Trudno się dziwić – kiedy kolejne kursy znikają z tablic, a zaplanowany dzień rozsypuje się jak domek z kart, frustracja jest naturalna. Ale pomyślcie co będzie jutro…

Spośród dziesiątek wiadomości, które dziś otrzymaliśmy, jedna szczególnie zwróciła naszą uwagę. Nie dlatego, iż dotyczyła wyjątkowo ważnej sprawy. Właśnie przeciwnie. Bo dotyczyła czegoś zwyczajnego. Codzienności. Brwi.

Pani Ela napisała do nas:

„Byłam umówiona na brwi, ale się spóźniłam i nie zdążyłam zrobić wszystkiego, co chciałam. Bo, ku….., nic w tym mieście dziś nie jeździ. Jestem maksymalnie wkur…… Zas…..e maratony i całe miasto w paraliżu. Do szału mnie to doprowadza.”

I dalej:

„Tramwaje niby są w rozkładzie. Człowiek stoi na przystanku, czeka, przychodzi godzina planowanego odjazdu i tramwaj nagle znika z tablicy. Za chwilę znika następny.”

(„……” cenzura)

I nie – to nie jest tekst o brwiach.

Te brwi są symbolem. Symbolem wszystkich spraw, które mieszkańcy próbują każdego dnia załatwić. Dla jednych będą to brwi. Dla innych lekarz, praca, egzamin, odebranie dziecka z przedszkola, spotkanie z klientem czy pociąg, którego nie da się już dogonić.

Nie chodzi o to, dokąd ktoś jedzie. Chodzi o to, iż powinien mieć możliwość tam dojechać.

Coraz częściej odnosimy jednak wrażenie, iż w dni wielkich imprez mieszkańcy schodzą na dalszy plan. Najważniejsze stają się liczby dewizowych uczestników, relacje promocyjne, obłożenie hoteli i sukces organizacyjny wydarzenia. Tymczasem rachunek za tę promocję płacą zwykli krakowianie – swoim czasem, nerwami i dezorganizacją życia.

Dlatego dziś stajemy po stronie pani Eli.

Wybieramy brwi pani Eli, a nie międzynarodowy biznes.

Bo jeżeli miasto nie potrafi pogodzić organizacji dużych wydarzeń z zapewnieniem mieszkańcom sprawnie działającej komunikacji, to problemem nie są brwi. Problemem są priorytety.

Kraków powinien być przede wszystkim miastem mieszkańców.

Kraków miastem wolnych brwi.

Grzegorz Górski

Idź do oryginalnego materiału