Jacek Kasprzyk – opolski radny, były gitarzysta zespołu Złe Psy, człowiek, który całe życie pomagał innym – sam znalazł się pod ścianą. Diagnoza była nagła i bezlitosna: rak trzustki. Jedyną szansą była skomplikowana operacja w niemieckiej klinice, której koszt wraz z leczeniem sięgał blisko 400 tysięcy złotych.
Odzew społeczny przerósł wszelkie oczekiwania. Ponad 3,9 tysiąca osób wpłaciło łącznie ponad 424 tys. zł. Wydawało się, iż finansowa bariera, która dzieliła Jacka od życia, została zburzona. Rzeczywistość okazała się jednak brutalna. Wszystko wskazuje, iż ludzie dobrej woli, którzy wsparli internetową zbiórkę, zostali oszukani przez osobę podającą się za przyjaciółkę Jacka. A on sam stracił pieniądze na dalsze leczenie.
Stała w pierwszym szeregu prowadzących zbiórkę na leczenie, którego wymaga Jacek Kasprzyk
Oszustwo wyszło na jaw pod koniec 2025 roku, gdy bliscy Jacka, chcąc zachować pełną transparentność, przystąpili do rozliczenia dotychczasowych wydatków. Wtedy odkryli, iż cała kwota została wypłacona, a na koncie docelowym nie ma ani złotówki. Brakowało około 73 tysięcy złotych.
– To był dla nas ogromny szok. Długo nie mogliśmy dojść do siebie – mówi Marzena Sedlaczek, koordynatorka działań pomocowych i przyjaciółka Jacka. – Tu nie chodzi tylko o pieniądze, ale o sam czyn. Kradzież jest zła zawsze, ale jak nazwać przywłaszczenie środków człowieka walczącego o każdy dzień życia?
Podejrzenie padło na organizatorkę zbiórki na zrzutka.pl, osobę znaną w Opolu, lokalną działaczkę, przewodniczącą jednej z rad dzielnic, dawniej kandydatkę w wyborach samorządowych. Na koncertach charytatywnych i konferencjach stała tuż obok Jacka Kasprzyka, firmując akcję pomocy swoją twarzą.
Marzena Sedlaczek podkreśla, iż zbiórka opierała się na wzajemnym zaufaniu ludzi, którzy znali się od lat. Zespół Jacka zajmował się promocją akcji i logistyką leczenia, nie kontrolując na bieżąco przepływów finansowych. Nikt w najczarniejszych snach nie myślał, żeby się w tym gronie zabezpieczać na wypadek nieuczciwości.
Organizatorka zbiórki zapadła się pod ziemię
– Ludzie nie zdają sobie sprawy, w jak złym stanie jest Jacek – zaznacza Marzena Sedlaczek. – Z czym mierzy się każdego dnia. To nie jest pryszcz, to jest nowotwór trzustki. Ta sytuacja ze zniknięciem pieniędzy była dla niego ogromnym ciosem psychicznym.
Tymczasem główna organizatorka zbiórki pozostaje nieuchwytna. Jak ustaliliśmy, w lutym zawiesiła działalność cateringową, przestała pojawiać się na posiedzeniach rady dzielnicy, a jej telefony pozostają nieaktywne.
„O!Polska” przez tydzień próbowała do niej dotrzeć, aby dać jej szansę wypowiedzi i obrony przed formułowanymi publicznie oskarżeniami o kradzież pieniędzy. Żadna próba kontaktu się nie powiodła. – Jakby zapadła się pod ziemię – potwierdzają jej znajomi.
Droga prawna do odzyskania pieniędzy okazuje się skomplikowana. Według prokuratury i portalu zrzutka.pl, stroną poszkodowaną nie jest bezpośrednio Jacek Kasprzyk, lecz… każdy z darczyńców. Pieniądze były darowizną na konkretny cel. jeżeli cel nie został zrealizowany z powodu przywłaszczenia, to darczyńca musi zgłosić sprawę na policję. Zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa złożono 31 grudnia 2025 roku – tuż po odkryciu oszustwa. Co ważne, zgłoszenia dokonali społecznicy, a nie platforma pośrednicząca.
Walka o każdą złotówkę trwa
Marzena Sedlaczek zbiera oświadczenia od osób, które wpłaciły pieniądze i czują się oszukane. Dotąd udokumentowano zgłoszenia na kwotę 19 260 zł – to jednak wciąż tylko ułamek przywłaszczonej sumy. Kolejne osoby mogą zgłaszać się mailowo na adres: [email protected], gdzie otrzymają dalsze instrukcje.
Skontaktowaliśmy się z portalem zrzutka.pl. Biuro prasowe podkreśla, iż dysponentem pieniędzy jest zawsze jedna, zweryfikowana osoba – organizator. To on decyduje, czy pieniądze trafią do beneficjenta, czy na jego prywatne konto. Choć platforma stosuje dodatkowe procedury weryfikacyjne przy dużych kwotach zbiórek, a choćby potrafi dodatkowo blokować wypłatę pieniędzy, to wiele wskazuje na to, iż w tym przypadku doszło do szeregu stopniowych wypłat.
„Dostęp techniczny do środków posiada wyłącznie zweryfikowany organizator (osoba fizyczna lub podmiot, np. fundacja prowadząca zbiórkę). To organizator decyduje o wypłatach oraz sposobie dysponowania środkami, zgodnie z celem określonym w opisie zbiórki. (…) Jednocześnie regulamin wyraźnie wskazuje, iż operator serwisu nie jest współorganizatorem zbiórek ani właścicielem zgromadzonych środków, a jedynie dostawcą usług płatniczych, odpowiadającym za obsługę techniczną oraz bezpieczeństwo realizowanych transakcji” – czytamy w odpowiedzi portalu Zrzutka.
Nowotwór, z jakim walczy Jacek Kasprzyk, nie poczeka
Podczas gdy prawnicy analizują przepisy (za przywłaszczenie grozi do 5 lat więzienia), Jacek Kasprzyk walczy o życie. Rak trzustki to przeciwnik, który nie bierze jeńców. Każdy dzień zwłoki, każda nieopłacona terapia to ryzyko, którego nie da się przeliczyć na pieniądze.
– Jacek każdego miesiąca potrzebuje około 6 tysięcy złotych na leczenie – podkreśla Marzena Sedlaczek. – To jednak kwota obejmująca wyłącznie podstawowe, niezbędne elementy terapii – takie jak kroplówki, suplementy czy specjalistyczne produkty wysokobiałkowe wspierające organizm. Nie są w niej uwzględnione codzienne koszty wyżywienia, choć przy tego typu chorobie dieta ma ogromne znaczenie. Produkty muszą być wysokiej jakości, często pochodzące ze sprawdzonych, zdrowych upraw, a każdy szczegół ma realny wpływ na stan zdrowia. W kwocie tej nie mieszczą się również konsultacje specjalistyczne, które w wielu przypadkach są konieczne i dodatkowo zwiększają wydatki.
Jak dodaje, leczenie, w tym chemioterapia, znacznie się przeciągnęło i w tej chwili trudno jeszcze jednoznacznie określić kolejne etapy terapii. Sytuacja jest dynamiczna i wymaga stałego reagowania na bieżące potrzeby zdrowotne.
Warto przypomnieć, iż kwota ponad 380 tys. zł to cena, jaką zażądała klinika w Niemczech za operację ratującą życie i pobyt po zabiegu. Mimo, iż ten nie został wykonany w pełnym zakresie, ponieważ stan zdrowia Jacka mocno się pogorszył, spędził on w szpitalu w Heidelbergu niemal miesiąc.
On umierał, ona zabierała pieniądze
– Pieniądze ze zbiórki Jacek planował przeznaczyć przede wszystkim na dalsze leczenie szpitalne (koszt jednej wizyty w klinice w Niemczech to blisko 9 tys. zł.) oraz ewentualne kolejne etapy terapii – tłumaczy Sedlaczek. – Niestety, ostatnie wydarzenia, związane z utratą części tych środków mocno zachwiały jego poczuciem bezpieczeństwa. Dziś nie planuje już w dłuższej perspektywie – skupia się na tym, by mieć siłę walczyć o każdy kolejny dzień…
Przyjaciele podkreślają, iż Jacek Kasprzyk to człowiek skromny, który nigdy sam nie poprosiłby o taką pomoc. choćby w trakcie własnej walki o życie starał się wspierać innych. Pracował, ile mógł. Dzisiejsza sytuacja to dla niego dodatkowy ciężar. Ona też wszystkim pokazała, iż tam, gdzie pojawiają się duże pieniądze, tam weryfikuje się prawdziwa przyjaźń.
Opolanie już raz pokazali, iż potrafią się zjednoczyć. Teraz muszą zrobić to ponownie – nie tylko po to, by odzyskać pieniądze, ale by przywrócić wiarę w to, iż pomaganie ma sens.
***
Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania

2 godzin temu









