Jacek Mezo Mejer: Nie bujam w obłokach

3 godzin temu

„Ważne, iż potrafisz widzieć dobro. Ważne, iż dostrzegasz jego ogrom” – śpiewa w jednej ze swoim najbardziej popularnych piosenek Jacek Mejer, dużo bardziej znany jako Mezo. Mieszkający na co dzień w Suchym Lesie artysta opowiada o hip hopie, maratonach oraz o tym, z czego jest dumny.

Niemal dwadzieścia lat temu, w piosence „Żeby nie było”, wraz z Liberem śpiewaliście o tym, co Wam się nie podoba we współczesnym świecie. Niestety, ten tekst kilka stracił na aktualności. Czego zatem dzisiaj – cytując fragment tego utworu – „życzysz temu światu”?
– Rok temu postanowiliśmy nagrać nową wersję tej piosenki, w której opisujemy to, co teraz dzieje się na świecie. A dzieje się źle. Coraz bardziej rosnące w siłę nacjonalizmy, wojny – jak choćby ta za naszą wschodnią granicą, a do tego wszystkiego jeszcze coraz dziwniejsza narracja narzucana sojusznikom przez hegemona z USA. To wszystko nie pozwala mi z optymizmem spoglądać w przyszłość. Wszystko to – a jestem politologiem z wykształcenia – mocno kojarzy się z latami 30-tymi ubiegłego wieku. Oby tylko finał tej historii był inny. I tego przede wszystkim „życzę temu światu”.

Rozmawiamy przy okazji uroczystości związanych z 25-leciem Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego w Mosinie. Zaskoczyło mnie, iż na swój występ nie czekałeś w garderobie, ale z dużą uwagą obejrzałeś przedstawienie przygotowane przez uczniów, a także część oficjalną. To dość nietypowe zachowanie jak na gwiazdę?
– Nie czuję się gwiazdą, czy kimś wyjątkowym. Pamiętaj, iż wywodzę się z hip hopu, gdzie kontakt między wykonawcą, a słuchaczem jest bardzo bliski. Nie bujam w obłokach. Nie potrzebuję muru oddzielającego mnie od ludzi. Poza tym lubię się angażować z tego typu akcje. Tak po prostu, z potrzeby serca. Przyjemnie popatrzeć, jak dzieciaki mimo problemów z jakimi się zmagają na co dzień, potrafią stworzyć coś tak ciekawego. To też, w jakimś sensie, docenienie całej kadry pedagogicznej. Mama Julki Mróz – wokalistki, która ze mną występuje, pracuje w podobnej szkole, więc temat jest nam bliski. W moim repertuarze nie brakuje zresztą piosenek poruszających tematykę społeczną. Utwór „Ważne” idealnie wpisywał się w klimat tej uroczystości.

Wspomniałeś o tym, iż wywodzisz się z hip hopu…
– …ale dość gwałtownie wyszedłem poza jego ramy. W moich piosenkach pojawiły się żeńskie refreny, miałem też flirt z popem. Środowisko, z którego wyszedłem nie zaakceptowało mnie w takiej roli, a ja nie chciałem pchać się tam na siłę. Robiłem więc swoje. Nie tak dawno, po niemal dwudziestu latach przerwy, wziąłem jednak udział w konferencji przygotowanej przez branżę hip hopową. I mam wrażenie, iż nastąpiła pewna „odwilż” w naszych wzajemnych stosunkach.

Sam hip hop też się mocno zmienił przez te lata…
– Jest bardziej tolerancyjny i otwarty na inne gatunki, ale też stał przez to nieco… dziwny. Bo jak inaczej ocenić youtuberów, którzy z dnia na dzień stają się raperami? Nie dość, iż ktoś inny pisze im teksty, to jeszcze kilka w tym wszystkim talentu, a więcej planu biznesowego. Takie jednak mamy czasy.

Ty, choć trudno w to uwierzyć, jesteś obecny na scenie już niemal od 25 lat. Który moment w swojej karierze uważasz za ten najważniejszy?
– Debiut, bo wydana w 2003 roku „Mezokracja” okazała się spektakularnym sukcesem. Zarówno radiowym, jak i komercyjnym, ze „Złotą Płytą” włącznie. Niosło to za sobą wiele plusów, jak i minusów, ponieważ to właśnie wtedy spotkałem się z największym hejtem. Potem było już spokojniej.

A jak jest teraz?
– Odnoszę wrażenie, iż od trzech, czterech lat mamy do czynienia z dużą falą resentymentu wobec takich wykonawców jak ja, czy Liber. Można choćby powiedzieć, iż mamy takie nowe otwarcie. Gramy mnóstwo koncertów i jesteśmy chętnie zapraszani na różne imprezy.

Ty, wracając jeszcze do hip hopu, nigdy nie wpisywałeś się w wizerunek typowego przedstawiciela tego gatunku.
– I to – tak uważam – zawsze działało na moją korzyść, bo byłem wyjątkowy. Z drugiej strony sprawiło, iż nigdy nie byłem akceptowany przez tak zwaną ulicę. Nie nawijałem o „ciężkich klimatach”, choć w swoich piosenkach także wielokrotnie poruszałem ważne i trudne tematy. Robiłem to jednak w nieco innej formie, bardziej mi bliskiej. Chciałem po prostu być sobą.

Twoją wielką pasją jest też sport. Ile maratonów przebiegłeś?
– Ponad dziesięć. Nie jest to może zbyt imponująca liczba, ale dla mnie ilość jest sprawą drugorzędną. Biegam szybko. Zawsze zależało mi na jak najlepszym wyniku. Mój rekord to 2 godziny i 48 minut. Zapracowałem na to ciężkim treningiem. Nagrałem zresztą płytę pod tytułem „Życiówka”, o bieganiu właśnie. To taka fajna nisza w mojej twórczości. Jak gramy koncerty podczas różnych wydarzeń biegowych, to czuję iż ludzie, którzy mnie słuchają doskonale wiedzą o czym śpiewam.

Jest także tenis…
– To w tej chwili mój sport numerem jeden. Ostatnio grałem na mistrzostwach Polski artystów. Na korcie doskonale się czuję i realizuję.

Jesteś mieszkańcem Suchego Lasu i wydajesz się z tego powodu bardzo dumny.
– Bo tak jest. Nagrałem choćby piosenkę o tej miejscowości. Utożsamiam się z lokalną społecznością, często biorę udział w różnych akcjach. Miałem szczęście, ponieważ mój tata kupił tam działkę w latach 80-tych, kiedy kilka tam jeszcze było. Teraz to wspaniałe miejsce do życia. Miejsce, w którym doskonale się czuję.

Rozmawiał: Tomasz Sikorski

Idź do oryginalnego materiału