Jak parafianie przydybali biskupa z Legnicy na dzikim wysypisku

2 dni temu
Parafianie półtorej godziny siedzieli w krzakach, czekając na biskupa Andrzeja Siemieniewskiego. Chcieli z nim porozmawiać, a bali się, iż jak ich zobaczy, to każe kierowcy zawrócić do Legnicy. Ekscelencja pojawił się w asyście księży. Udał euforia z niespodziewanego spotkania. Wytrzymał z pół godziny konfrontacji. A gdy na miejsce dotarł dziennikarz TVN-u, biskup uznał, iż na niego pora. Wsiadł w samochód i tyle go widziano. Rzecz dzieje się w Krzeszowie. To od kilku tygodni najbardziej gorące miejsce w diecezji. Ogłoszona na początku września decyzja biskupa legnickiego Andrzeja Sieminiewskiego o "oddaleniu z urzędu" proboszcza księdza Łukasza Langenfelda budzi poczucie krzywdy u kapłana i niezgodę części parafian. W Krzeszowie trwa protest, a w Kamniennej Górze śledztwo wszczęte po zawiadomieniu złożonym przez "oddalonego" proboszcza. Dotyczy kościelnej działki, na której za zgodą poprzednika księdza Łukasza Langenfelda i najprawdopodobniej za wiedzą kurii nielegalnie składowano odpady. Proceder trwał co najmniej kilkanaście lat. Dowiedziawszy się o tym, ks. Łukasz Langenfeld natychmiast zakazał działań niezgodnych z prawem, ale - jak ustaliła w lipcu br kontrola z kurii - nieskutecznie. Z komunikatu rzecznika diecezji legnickiej wynika, iż przez tę historię biskup utracił zaufanie do ks. Łukasza Langenfelda, zastąpił go administratorem i nie dopuszcza,
Idź do oryginalnego materiału