Minęło już ponad trzy miesiące od apogeum katastrofy ekologicznej w Pilchowicach. Czy społeczeństwo pozna prawdę a odpowiedzialni za nią poniosą konsekwencje?
23,47 tony śniętych ryb zebranych z Jeziora Pilchowickiego i rzeki Bóbr i zaledwie 2,219 tony ryb uratowanych. Niemal całkowity brak tlenu w wodzie i zawiesina przekraczająca dopuszczalny poziom ponad 125 razy. Tak wyglądał bilans pierwszych dni po tym, jak podczas obniżania poziomu wody w Jeziorze Pilchowickim doszło do uwolnienia osadów zalegających na dnie zbiornika.
Woda w zbiorniku była obniżana od wielu miesięcy. Prace prowadzono etapowo. Początkowo tafla została obniżona o około 9 metrów. A od początku czerwca 2026 roku ruszyło wielkie „osuszanie” jeziora. Działania te były prowadzone w związku z trwającą modernizacją zapory wodnej w Pilchowicach. Tej inwestycji przyklaskiwali wszyscy mieszkańcy regionu, bo bezpieczeństwo przeciwpowodziowe jest priorytetem. Jednak nieudolność, niekompetencja ludzi odpowiedzialnych za przebieg działań sprawiła, iż na Jeziorze Pilchowickim doszło do katastrofy ekologicznej.
Już 29 czerwca wędkarze alarmowali o sytuacji poniżej zapory. W Bobrze pojawiły się ogromne ilości śniętych ryb, a rzeką płynęła gęsta, szara zawiesina. Do sieci trafiały nagrania pokazujące ryby walczące w wodzie wypełnionej mułem. Następnego dnia na miejsce wkroczyły służby i rozpoczęto pobieranie próbek.
Szybko okazało się, iż problem nie dotyczy wyłącznie wyglądu rzeki. Tysiące ryb ginęły z braku tlenu. Resort klimatu podał, iż dopuszczalny poziom zawiesiny w wodzie miał wynosić 80 mg/l. Przy jego przekroczeniu należało wstrzymać prace. Ten poziom jednak został przekroczony aż o 12500 procent i osiągnęło ponad 10 000 mg/l, co potwierdziła Paulina Hennig-Kloska.
Późniejszy bilans odłowu pokazał, iż nie był to incydent dotyczący kilku czy kilkudziesięciu ryb. Z Jeziora Pilchowickiego i Bobru usunięto 23,47 tony śniętych ryb. Żywych udało się odłowić zaledwie 2,219 tony.
Ta liczba nie jest pełnym bilansem strat przyrodniczych. Nie obejmuje ryb, których nie udało się odnaleźć, ani innych organizmów wodnych – bezkręgowców, larw owadów, skorupiaków, mięczaków czy organizmów żyjących w dnie. RDOŚ prowadziła później kontrolę dotyczącą m.in. wpływu przedsięwzięcia na dziko występujące rośliny i zwierzęta objęte ochroną gatunkową.
Ta sprawa ma jeszcze jeden istotny wymiar. W maju 2025 roku Lwówecki.info pytał instytucje odpowiedzialne za ochronę środowiska o skład i ilość materiału zalegającego na dnie zbiornika. WIOŚ nie posiadał wówczas badań określających jego skład ani szkodliwość. Takich analiz nie prowadziły również Państwowy Instytut Geologiczny ani GIOŚ.
Była natomiast świadomość, iż Jezioro Pilchowickie funkcjonuje od ponad wieku i przez ten czas Bóbr dostarczał do niego materiał z całej zlewni. Wśród potencjalnych historycznych zanieczyszczeń wskazywano m.in. metale ciężkie.
Badania laboratoryjne próbek wody po katastrofie wykazały m.in. problemy z metalami ciężkimi. Wśród wyników znalazła się rtęć i ołów.
Minęły miesiące, a mieszkańcy przez cały czas nie otrzymali pełnej informacji o prawdziwej skali katastrofy. Wiadomo, iż wykonane zostały badania i wiadomo również, iż wykazały obecność metali ciężkich. Brakuje jednak publicznie przedstawionych kompletnych wyników pokazujących, jakie dokładnie substancje wykryto, w jakich stężeniach, w których miejscach pobrano próbki i które wartości zostały przekroczone.
4 lipca wojewoda wprowadziła zakaz korzystania z Bobru na odcinku od zapory w Pilchowicach do zbiornika Rakowice. Obejmował on m.in. kąpiel, pojenie zwierząt, połów ryb, wykorzystywanie wody do celów gospodarczych i korzystanie z jednostek pływających. 16 września zakaz został uchylony.
Równolegle zaczęły pojawiać się pytania o to, jak przygotowano całą operację obniżania poziomu wody i kto kontrolował jej przebieg. Po kontroli RDOŚ potwierdził, iż dla modernizacji zapory nie została wydana decyzja o środowiskowych uwarunkowaniach. Powodem była decyzja Artura Zycha Burmistrza Wlenia, który odmówił wydania takiej decyzji, uznając, iż przedsięwzięcie nie należy do inwestycji mogących znacząco oddziaływać na środowisko w rozumieniu obowiązujących przepisów.
Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska skierowała też do prokuratury zawiadomiła o podejrzeniu popełnienia przestępstwa polegającego na spowodowaniu zniszczeń w świecie roślinnym i zwierzęcym w znacznych rozmiarach. Prowadzone były także kontrole dotyczące przestrzegania warunków związanych z ochroną gatunkową.
W połowie września, czyli dwa i pół miesiąca po katastrofie, wojewoda Żabska przyznała, iż TAURON Ekoenergia prowadzi dalsze stopniowe obniżanie poziomu wody w Zbiorniku Pilchowickim, co ma umożliwić prowadzenie oględzin konstrukcji zapory oraz prac budowlanych.
„Na Zbiorniku Pilchowickim zamontowano dotychczas około 40 proc. planowanych kurtyn przeciwmułowych. Na odcinku rzeki poniżej zapory kurtyny nie zostały dotąd zainstalowane.” – przyznała wojewoda.
Na chwilę obecną, woda w rzece Bóbr przez cały czas pozostaje brązowa. Wypłukiwane są kolejne osady. Po deszczach sytuacja znacząco się pogarsza.
O postępy śledztwa zapytaliśmy Prokuraturę Okręgową w Jeleniej Górze. Rzecznik prasowa przekazała, iż sprawa jest w toku i na chwilę obecną śledczy nie udzielają szczegółowych informacji o postępach w sprawie.
„Prokuratura Okręgowa w Jeleniej Górze prowadzi w tej sprawie śledztwo . Trwa postępowanie dowodowe. Przesłuchiwani są świadkowie oraz gromadzona jest dokumentacja dot. tego zdarzenia. Śledztwo prowadzone jest w sprawie. Nikomu dotychczas nie przedstawiono zarzutu. Z uwagi na dobro tego postępowania, Prokuratura, na chwilę obecną, nie udziela informacji o wykonanych już w tej sprawie czynnościach”. – wskazała Ewa Węglarowicz-Makowska Rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Jeleniej Górze.

2 godzin temu









![Fabryka Schindlera odkrywa kolejne historie. Nowa wystawa już od 16 października [ZDJĘCIA]](https://cowkrakowie.pl/wp-content/uploads/2026/10/fabryka-schindlera22.jpg)


