Jak z kogutem dziękowali za plony. Rozmowa z Iloną Sawicką, etnografką z Muzeum Ziemi Chełmskiej [ZDJĘCIA]

1 godzina temu
Jak dożynki wyglądały dawniej na naszej chełmskiej ziemi? Jaki był ten najgłębszy, pierwotny sens święta plonów?Ilona Sawicka: - Dożynki od dawna były kultywowane na Ziemi Chełmskiej. Przede wszystkim było to podziękowanie za plony, za to, iż udało się szczęśliwie przeprowadzić prace gospodarskie, żniwne. Przypuszcza się, iż mają jeszcze korzenie przedchrześcijańskie. Pierwsze takie sprawdzone, pisane źródła dotyczące dożynek pochodzą z XVI wieku. Obchodzono je w całej Polsce. One miały różne formy, różne odmiany regionalne. Chociaż w każdej z tych wersji można było wyróżnić trzy podstawowe elementy. Pierwszy to obrzędowe ścięcie ostatnich kłosów zboża. Nazywano je „przepiórką”. Kilka garści żyta wiązała najbardziej doświadczona żniwiarka. Później z kolei młode dziewczyny przystrajały tę „przepiórkę” w różne wstążki kolorowe, kwiaty. Wokół „przepiórki” odbywały się różne obrzędy. Teraz pewnie nazwalibyśmy je zabawami, ale kiedyś podchodzono do tego poważnie. Trzeba było taką przepiórkę bardzo dobrze wyplewić, żeby w kolejnym roku pole nie zarastało chwastami. Potem młodą dziewczynę przewracano, ciągnięto ją za nogi, żeby właśnie w taki symboliczny sposób oborać „przepiórkę”. Było przy tym dużo zabawy, chociaż nie zazdroszczę takiej przejażdżki po rżysku. Następnie po tych czynnościach obrzędowych trzeba było ubrać wieniec. Wieńce miały różne formy..Czym charakteryzował się tradycyjny wieniec dożynkowy?- My znamy je w formie rozbudowanych konstrukcji, ale wieńce tradycyjne to były po prostu wianki na głowę. Jak pisał Oskar Kolberg, w XIX wieku były to wieńce ze zbóż, takich jak żyto i pszenica. Wiły go razem młode dziewczyny, które zbierały się na polu. Na głowę zakładała go tak zwana przodownica. Później w tym wieńcu szła w uroczystym orszaku. Gdy żniwiarze dotarli do majątku dziedzica, przodownica zdejmowała wianek i zakładała go na głowę dziedzica.Z biegiem lat wieńce się rozrastały od takiej prostej formy po ogromne arcydzieła…- Tak. Wsie i gospodarze konkurowali w ten sposób ze sobą i wieńce stawały się coraz bardziej rozbudowane. Najpierw miały formę kulistą, później bardziej zaczęły przypominać koronę, którą też jeszcze można było nałożyć na głowę. Z czasem tworzyły ogromne konstrukcje, które musiały być przenoszone na specjalnych platformach.Dzisiejsze wieńce dożynkowe budowane są na specjalnych stelażach, czy tradycyjny wieniec też mógł mieć taką konstrukcję?- Zdecydowanie nie. choćby te duże wieńce nie mogły zawierać metalu, były tworzone na stelażach zrobionych po prostu z gałązek, najczęściej wiklinowych, ewentualnie z łozy. Potem były oplatane zbożami z dodatkiem tych różnych roślin i owoców.Z czego składały się wieńce tradycyjne?- Na Ziemi Chełmskiej tradycyjne wieńce były plecione tylko z żyta oraz pszenicy i przystrajane na przykład orzechami laskowymi, kaliną, jarzębiną. Czasem pojawiały się w nich kwiaty polne. Później, kiedy te wieńce miały już formę taką bardziej rozbudowaną, to wkładano w nie również różne płody ziemi, owoce, np. jabłka, marchewki, gruszki, to co już dojrzało w tym czasie dożynek.Przejdźmy do detali, bo w nich kryje się prawdziwa magia. Każda roślina wpleciona w wieniec miała swoje znaczenie. Które kłosy w wieńcu dożynkowym były najważniejsze?- Najważniejsze było przede wszystkim żyto. To było takie podstawowe zboże, które uprawiano i które dawało codzienny chleb, więc ono zawsze musiało znaleźć się w wieńcu. Później także pszenica, jako rodzaj trochę lepszego zboża. Z niej też wypiekano chleb, który obowiązkowo musiał się obecny w czasie dożynek jako pieczywo zrobione z mąki z nowego zbioru. Dodawany był jęczmień i owies. Owies, jako bardziej popularna roślina, często wykorzystywana jako pasza. Miało to także wymiar symboliczny, żeby tego pożywienia nigdy nie zabrakło dla zwierząt. Orzechy laskowe były symbolem siły i mądrości, a kiedy było ich w wieńcu dużo, oznaczały dostatek. Kolorowe rośliny, takie jak: kalina, jarzębina, występowały w wieńcu jako element dekoracyjny, ale też miały swoje znaczenie, przede wszystkim, jeżeli chodzi o zapewnienie zdrowia. Kwiaty polne, takie jak: maki i chabry, miały funkcję ozdobną. W pierwszych wieńcach zioła w ogóle nie występowały. A czy to prawda, iż w wieńcach ukrywano również żywe stworzenia?- Na naszych terenach nie, ale zdarzało się to w innych regionach Polski. Na przykład na Sądecczyźnie przywiązywano żywego koguta na górze dużego wieńca. Był on symbolem płodności, obfitości, więc miał to wszystko zapewnić w kolejnym roku. Na pewno było przy tym dużo śmiechu i zabawy, bo trudno było utrzymać w ryzach żywiołowego ptaka. Spotkałam się też z opisami, iż w środku wieńca chowano młode kaczuszki. Z czasem jednak żywe zwierzęta zastąpiono rzeźbionymi w drewnie. A jak wyglądał moment przekazania wieńca dożynkowego? - Przekazanie poprzedzał korowód wszystkich osób, które uczestniczyły w żniwach. Otwierała go przodownica, czyli dziewczyna, która szła w wianku na głowie. Towarzyszyły jej inne żniwiarki, też przede wszystkim młode dziewczyny. Za nimi szli żeńcy, tak zwani kośnicy. Wszyscy byli ubrani w odświętne stroje. Kiedy już wchodzili do dworu, ponieważ to pierwotnie były uroczystości dworskie, tam czekał na nich na ganku dziedzic z całą swoją rodziną. Przodownica zdejmowała wianek z głowy, nakładała go na głowę dziedzica. To wszystko działo się przy wtórze pieśni. Najbardziej znana pieśń to „Plon niesiemy plon w gospodarza dom”. Często była to okazja, żeby rozładować napięcie, które powstało w czasie pracy, kiedy to np. surowy ekonom kazał pracować żniwiarzom ponad siły. W pieśni można było wpleść trochę krytyki, a czasem komplementy skierowane do dziedzica, bo oczekiwano od niego poczęstunku, zabawy i podarków. Podarki zwykle odbierała od niego przodownica. Były to najczęściej korale i różne wstążki. Im bardziej kolorowe, jaskrawe, tym większym cieszyły się powodzeniem wśród młodych dziewczyn. Oczywiście przodownica dostawała najładniejsze.Wspomniała pani o trzecim etapie dożynek, czyli biesiadzie. Co serwowano na takiej uczcie, czym częstowano żniwiarzy?- Współcześni mogą się troszkę zdziwić, jak skromne to były uczty. W XIX wieku na takich stołach królowały ser i chleb. Mięso było bardzo rzadko, ale się zdarzało. Jadano natomiast często różne kasze. W przyśpiewkach biesiadnych dopominano się także o pierogi z nowej mąki. No i było dużo alkoholu, przede wszystkim wódki. Symbolicznym rozpoczęciem uczty było przepicie dziedzica do przodownicy, która przekazała mu wieniec. A potem jedzono i tańczono do białego rana.Dzisiaj te tradycje możemy poznawać na corocznych dożynkach gminnych czy powiatowych, ale też odwiedzając muzealne wystawy. Czy w Muzeum Ziemi Chełmskiej możemy odnaleźć ślady tych dawnych obrzędów?- Mamy na naszej wystawie stałej etnograficzno-archeologicznej różnego rodzaju sprzęty służące do żniwowania, czyli jeszcze XIX-wieczne sierpy oraz takie, które w czasach prehistorycznych służyły do ścinania zboża. Mamy w naszych zbiorach „przepiórkę”, czyli właśnie to, co zawsze musiało pozostać na polu w czasie kończenia żniw. W swoich zbiorach mamy również wieńce dożynkowe. Zapraszamy także na wystawy czasowe, gdzie ten czas dożynek jest pokazany w twórczości naszych twórców lokalnych, na przykład Piotra Czapki czy Stanisława Koguciuka. Chwile dawnych dożynek utrwalone są na obrazach.Bardzo dziękuję za tę pouczającą podróż do przeszłości. Rozmawiała Wanda Jaroszczuk
Idź do oryginalnego materiału