Sebastian miał sześć lat, gdy pewnego dnia powiedział do jednej ze swoich wychowawczyń w placówce opiekuńczej: „czy mogę mówić do pani mamo”. Ona stwierdziła, iż w takim razie przygarnie go pod swój dach. Dziś Sebastian jest już dorosły, ma swoje życie i… dwie dużo młodsze siostry. A Iwona Tusznio-Musioł przekonuje, iż decyzja o zostaniu rodziną zastępczą odmienia życie – na lepsze.
Był rok 2007. Bielszczanka Iwona Tusznio-Musioł (wówczas jeszcze Tusznio) pracowała jako wychowawca w placówce opiekuńczo-wychowawczej przy ul. Lompy w Bielsku-Białej. Miała wtedy 30 lat, była singielką i od dawna wiedziała, iż chce zostać matką zastępczą. Była już choćby po odpowiednim kursie i czekała na wskazanie 3-letniego chłopca. – Natomiast w mojej grupie był między innymi sześcioipółletni Sebastian – wspomina. – Pewnego razu wrócił z przedszkola i opowiadał mi, jak mu minął dzień. Co chwila wtrącał przy tym: „a bo wiesz mamo”. Kucnęłam więc przy nim i powiedziałam: „Sebastian, nie jestem twoją mamą, ale jak chcesz, możesz mówić do mnie ciociu”. Ale Sebastian uparcie trwał przy swoim i spytał: „czy mogę do pani mówić mamo”. Mnie wtedy zatkało, nie odpowiedziałam nic i pomyślałam: „w takim razie to jest on”. niedługo złożyłam wniosek o zostanie matką zastępczą Sebastiana, konsultując tę decyzję z najbliższą rodziną. Moja mama przyjechała niedługo do placówki, będąc ciekawa, który to chłopiec, a Sebastian od razu wskoczył jej na kolana. Moi bliscy w pełni zaakceptowali moją decyzję o wzięciu dziecka.
Cześć babcia, cześć dziadek
Iwona Tusznio-Musioł już po dwóch tygodniach otrzymała postanowienie o zgodzie na tymczasowy pobyt Sebastiana u niej. – Gdy pakowałam jego rzeczy w pogotowiu opiekuńczym, mówiłam do niego: „wiesz Sebastian, teraz będziesz mieszkał u mnie”. Odpowiedział: „rozumiem”. Wyjaśniałam mu dalej: „będziesz u mnie spał, jadł, chodził do szkoły i już tu nie wrócisz”. Odparł ze spokojem: „rozumiem”. Byłam w szoku, bo dziecko bez problemu spakowało plecaczek i pojechało ze mną – a przebywało wcześniej w placówce aż dwa i pół roku. Gdy weszliśmy do domu, przy stole siedzieli moi rodzice. Powiedziałam mu, iż to moja mama i mój tata, a Sebastian dodał: „czyli babcia i dziadek”. Przysiadł się do nich i zaczął z nimi rozmawiać. Wszedł w naszą rodzinę tak, jakby był z nami od dawna – wspomina pani Iwona.
Niedługo Sebastian poszedł do szkoły, mieszkał z mamą, dziadkami i ciocią, czyli siostrą pani Iwony – i tak minęło pięć lat. – Nigdy nie miałam z nim żadnych problemów wychowawczych. Był dzieckiem inteligentnym i spokojnym – mówi bielszczanka. – Jednak przez pierwsze pół roku codziennie płakał pod prysznicem. Nie miałam pojęcia dlaczego i nie wiedziałam już, co mam robić. Pytałam, przytulałam, rozmawiałam, pocieszałam, czasem choćby podniosłam głos z bezsilności. W końcu zaczęliśmy się… modlić i dopiero to poskutkowało. Dopiero później dowiedziałam się, iż u dzieci w różny sposób przejawia się tak zwana żałoba. Mimo iż było mu u nas dobrze, miał podświadome uczucie smutku wywołane stratą dotychczasowego życia. W jego przypadku te emocje znajdowały ujście podczas płaczu w łazience – wspomina pani Iwona.
12-letni Sebastian z mamą. Fot. z archiwum rodzinnego
Również w jej życiu sporo się zmieniło. – Wcześniej przez lata prowadziłam bardzo intensywny tryb życia. Chodziłam na imprezy, tańce, często wyjeżdżałam na weekendy ze znajomymi – opowiada. – Gdy wzięłam Sebastiana, stwierdziłam, iż muszę poświęcić najwięcej czasu właśnie jemu. Zaczęłam więc szukać atrakcji dla niego i przebywać ze znajomymi, którzy mieli dzieci w podobnym wieku. Podporządkowałam życie Sebastianowi, ale nie było to dla mnie żadnym wyrzeczeniem. Przeciwnie – bardzo mi to pasowało i byłam z tego zadowolona, bo w gruncie rzeczy potrzebowałam już wyciszenia i stabilizacji. Ta zmiana trybu życia przyszła mi naturalnie.
Trudne początki z tatą
W 2011 roku pani Iwona poznała Michała Musioła i niedługo się z nim związała. – Na początku Michał myślał, iż jestem panną z dzieckiem, a gdy dowiedział się, iż tworzę rodzinę zastępczą, to tym bardziej mu zaimponowałam – mówi pani Iwona. – Tak naprawdę to byłem przerażony – śmieje się pan Michał. – Wzięłam Sebastiana już na drugie spotkanie, aby panowie się poznali. Na początku wydawało się, iż syn akceptuje całą sytuację – mówi bielszczanka.
Rok 2012. Sebastian z rodzicami w dniu ich ślubu cywilnego. Fot. z archiwum rodzinnego
Za kilka miesięcy Michał Musioł wprowadził się do rodziny. – Sebastian był wtedy w połowie pierwszej klasy gimnazjum, więc wkraczał w trudny okres dojrzewania i buntu. Jakby tego było mało, za pół roku zaszłam w ciążę. Więc była to dla niego znów kumulacja życiowych zmian – przyznaje pani Iwona. – Przez najbliższy rok Sebastian i Michał strasznie darli koty. Długo się docierali, a ja wyrzucałam sobie: „co ja zrobiłam”. Sebastian zaczął dostawać w szkole jedynki, więc choćby poszłam z nim do psychologa. A ten odparł mi po jednym spotkaniu: „co pani chce od dziecka? to standard, iż nie dogaduje się z ojcem”. Potem za pół roku na Dzień Ojca Sebastian sam zdecydował się powiedzieć do Michała „tato” i od tego czasu było już wszystko w porządku.
Tu jest mój dom
Niedługo urodziła się Hania. – I to był kolejny kryzys – przyznaje pani Iwona. – Ale narodziny Hani nie były dla mnie aż tak trudne emocjonalnie jak wprowadzenie się taty. Na pewno pojawiła się zazdrość o siostrę, ale niedługo – już jako nastolatek – zacząłem się naturalną koleją rzeczy odsuwać od rodziców i spędzać więcej czasu z rówieśnikami – mówi Sebastian.
W wieku 18 lat złożył wniosek o mieszkanie komunalne. Czekając na jego przydział, mieszkał wciąż u rodziców. W tym czasie zdał maturę, studiował zarządzanie i pracował. W wieku 21 lat wyprowadził się do przyznanego mu niewielkiego mieszkania. – Miasto wspiera w tym zakresie usamodzielniające się dzieci z rodzin zastępczych, przydzielając im dodatkowe punkty brane pod uwagę przy przyznawaniu mieszkań – wyjaśnia.
Obecnie Sebastian ma 25 lat, studiuje psychologię i przeprowadza się do większego lokum komunalnego. – Ale chętnie przychodzę do rodziców, bo czuję się z nimi dobrze i tu jest mój dom – mówi. – Zawsze mieliśmy z mamą mnóstwo wspólnych tematów, uwielbiamy razem rozmawiać, najczęściej analizując różne ludzkie zachowania. Chodzimy też czasem razem na koncerty albo idziemy zjeść coś na mieście. Zarówno w mojej mamie, jak i w tacie cenię to, iż są po prostu świadomymi rodzicami, pewnymi swoich decyzji, kochającymi, wspierającymi, dającymi poczucie bezpieczeństwa i potrafiącymi słuchać – podkreśla Sebastian.
– Ja z kolei cenię w Sebastianie jego wrażliwość, empatię i umiejętności analityczne. Często potrafi mi naświetlić jakąś sytuację, daje mi do myślenia – przyznaje pani Iwona.
Bierzemy ją
Gdy Hania miała pięć lat, zaczęła dopominać się o… młodszą siostrę. Michał też był chętny na kolejne dziecko, ale ja powiedziałam, iż na pewno nie będę już rodzić – opowiada pani Iwona. – Stwierdziliśmy zatem, iż weźmiemy około trzyletnie dziecko w ramach pieczy zastępczej. Michał ukończył kurs przygotowujący i pojechaliśmy do pogotowia rodzinnego poznać ponad dwuletnią dziewczynkę – Wiktorię. Zauważyliśmy u niej objawy alkoholowego zespołu płodowego, czyli FAS – choć nikt nam o tym nie powiedział – ale zdecydowaliśmy, iż ją bierzemy.
Wiktoria ma teraz dziewięć lat i zupełnie inny charakter niż Sebastian. – Jest asertywna, próbuje nas testować, ustawiać i ciągle przekraczać granice. To dziewczynka, która nie da sobie w kaszę dmuchać. Lubi się bawić z dziećmi, ale tylko takimi, którymi może rządzić – opowiada pani Iwona. Przez pierwszy rok Wiktoria kiepsko spała, kręciła się w nocy i krzyczała. – Na szczęście ja miałam wtedy roczny urlop rodzicielski, bo gdy bierze się dziecko, to takie świadczenie przysługuje – zaznacza pani Iwona.
Wiktoria też przeżywała swój czas żałoby, ale nastąpiło to dopiero rok temu, gdy miała osiem lat. – Zaczęła codziennie popołudniami płakać – po dwie, trzy godziny. Stała się bardzo drażliwa – mówi pani Iwona. – Na pytanie: „czemu płaczesz” odpowiadała: „nie wiem” – dodaje pan Michał. – Była to żałoba przesunięta w czasie, bo tak też się czasami zdarza. Ale znaleźliśmy na to receptę w postaci… kota. Ten znaleziony pod kościołem zwierzak uratował nam dziecko, bo Wiktoria przerzuciła cały swój smutek na niego – chodziła z nim, przytulała, mówiła mu czułe słówka. I płacz minął jak ręką odjął. Teraz Wiki jest do opanowania, choć mimo wszystko to wyjątkowe dziecko – przyznaje pani Iwona.
Wsparcie państwa
Rodzinna piecza zastępcza to forma opieki nad dziećmi, które zostały pozbawione opieki rodziców biologicznych. Z założenia jest to opieka tymczasowa – do momentu, gdy opiekę będzie w stanie przejąć rodzina biologiczna (co zdarza się niezwykle rzadko), lub gdy dziecko trafi do adopcji (adopcja to prawne uznanie obcego biologicznie dziecka za własne). Ale – jak podkreśla pani Iwona – bywa i tak, iż dziecko może zostać w rodzinie zastępczej aż do pełnoletniości – co jest zbawienne dla psychiki zarówno dziecka, jak i rodziców zastępczych, a także korzystne finansowo. – Po około trzech latach pobytu u mnie, Sebastian został zgłoszony do ośrodka adopcyjnego, więc teoretycznie mógłby trafić do adopcji (wcześniej jego biologiczni rodzice zostali pozbawieni władzy rodzicielskiej). Ale w ośrodku adopcyjnym uznano, iż po trzech latach w rodzinie zastępczej wytworzyły się więzi i odstąpiono od szukania kandydatów na rodziców adopcyjnych. I to jest właśnie ta furtka dla rodziców zastępczych, którzy nie chcą rozstawać się ze swoimi podopiecznymi. najważniejsze jest wytworzenie się więzi. A w praktyce – gdy rodzina zastępcza jest naprawdę zaangażowana – takie więzi pojawiają się już po roku.
Pani Iwona przyznaje, iż oczywiście mogłaby adoptować Sebastiana – sama lub z mężem. – Ale adopcja i tak nie zmieniłaby naszego stosunku emocjonalnego do dziecka, a pozbawiłaby go przysługujących mu świadczeń z MOPS-u, pieniędzy na kontynuowanie nauki oraz dużej szansy na otrzymanie mieszkania komunalnego. Uznaliśmy zatem, iż nie będziemy go pozbawiać wsparcia państwa – mówi pani Iwona. – Przydzielono mi też pieniądze na zakup potrzebnych mebli czy sprzętów do pierwszego mieszkania – dodaje Sebastian. – Zatem decyzja moich rodziców, by mnie nie adoptować, była bardzo racjonalna, mądra i przyszłościowa. A nazwisko mojej mamy sam chciałem przyjąć i też było to możliwe.
– Chcemy, żeby ludzie wiedzieli, iż biorąc dziecko, mogą otrzymywać wsparcie od państwa aż do uzyskania przez nie pełnoletniości – podkreśla pani Iwona.
Dokładnie tak samo było w przypadku Wiktorii. Ośrodek adopcyjny uznał, iż w związku z wytworzeniem się więzi dziecko nie jest skierowane do adopcji, więc do uzyskania pełnoletniości zostaje w rodzinie zastępczej. – Ale trzeba też podkreślić, iż jeżeli rodzice zastępczy chcą adoptować swojego podopiecznego, to mają w tym względzie pierwszeństwo – zaznacza pan Michał.
Najważniejsze jest w tej kwestii to, iż zmiany miejsc pobytu powodują u dzieci traumy. Najlepiej, aby przeprowadzały się zatem jak najrzadziej i nie musiały przenosić się z rodziny zastępczej do kolejnej – adopcyjnej. – Słyszałam o dziesięciolatku, który był po sześciu zmianach miejsca pobytu. Efekt jest taki, iż chłopak przebywa w zamkniętym szpitalu psychiatrycznym, bo jest niebezpieczny i agresywny – mówi pani Iwona.
Jak pomóc dziecku?
Co zrobić, gdy chce się zostać rodzicem zastępczym? – Po prostu pójść do Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej, do Działu Pieczy Zastępczej, gdzie wszystkiego można się dowiedzieć – mówi Sebastian, który miał zresztą praktyki w MOPS-ie. – Trzeba wziąć udział w bezpłatnym szkoleniu dla rodziców zastępczych, które trwa dwa miesiące. Jest to osiem spotkań, raz w tygodniu. Potem trzeba przejść przez testy psychologiczne, po których psycholog wystawia opinię potrzebną później w sądzie. Sprawdzane są także warunki mieszkaniowe, niekaralność i sytuacja finansowa – na podstawie zaświadczeń o dochodach. Następnym krokiem jest wyznaczenie konkretnego dziecka przez MOPS, a potem ustanowienie rodziny zastępczej przez sąd.
Rodzina przychodzi do placówki czy pogotowia opiekuńczego na wizytę u dziecka i decyduje, czy chce je wziąć. – Potem składa się do sądu wniosek, iż zamierza się sprawować opiekę nad danym dzieckiem, a sąd – na podstawie dokumentów z MOPS-u – orzeka o umieszczeniu dziecka w konkretnej rodzinie – wyjaśnia pani Iwona.
Sebastian dodaje, iż aby wziąć dziecko, nie trzeba być bardzo dobrze sytuowanym. – Ja na początku spałem z mamą na jednym materacu, ale nie było to przeszkodą, żeby mogła mnie wziąć – mówi.
Ambasador projektu
Od pewnego czasu miasto Bielsko-Biała, wspólnie z Fundacją Grupa Kęty Dzieciom Podbeskidzia, prowadzi inicjatywę „Podziel się domem”, promującą ideę rodzicielstwa zastępczego. Sebastian Tusznio został mianowany ambasadorem projektu. – Zaczęło się od tego, iż panie z MOPS-u poprosiły mnie, abym na potrzeby krótkich nagrań promujących rodzicielstwo zastępcze opowiedział o swojej historii. A iż ja nigdy nie miałem problemu, żeby otwarcie o tym rozmawiać, więc się zgodziłem – mówi. – Później zaproszono nas z mamą do udziału w filmie promującym rodzicielstwo zastępcze, a następnie opowiadaliśmy naszą historię – podobnie jak kilka innych rodzin – na spotkaniu w Kinie Kreska. I podczas tego wydarzenia otrzymałem z rąk prezydenta miasta tytuł ambasadora projektu „Podziel się domem”.

Iwona Tusznio-Musioł dodaje, iż Sebastian od najmłodszych lat otwarcie mówił o swojej historii. – Gdy poszedł do szkoły, przedstawił się w pierwszej klasie: „mam na imię Sebastian i jestem w rodzinie zastępczej” – śmieje się pani Iwona. I podsumowuje: – Niektórzy mówią, iż inaczej kocha się dzieci biologiczne, a inaczej niebiologiczne. Tymczasem ja nie widzę w tym żadnej różnicy. Tak samo kocham Sebastiana, Hankę i Wiktorię.

1 godzina temu



![Wisła całkowicie zamarzła w Kazimierzu Dolnym. Pierwszy raz od 14 lat [ZOBACZ ZDJĘCIA]](https://bi.im-g.pl/im/b4/09/1f/z32545460IH.jpg)




!["Presja ma sens". Poseł Grabowski o "rozliczaniu rządu 13 grudnia" [WIDEO]](https://www.eostroleka.pl/luba/dane/pliki/zdjecia/2026/mg2.jpg)


![Sejm. Giertych wymienił nazwiska poległych. W tym bohatera z Kurpi [WIDEO]](https://www.eostroleka.pl/luba/dane/pliki/zdjecia/2026/cce.jpg)
