Jezioro Mucharskie skrywa wiele tajemnic. Zanim zapora w Świnnej Porębie spiętrzyła nurt kapryśnej Skawy, w pochłoniętych przez wodę wioskach przez wieki toczyło się bujne życie. Wiele dawnych wydarzeń zapisano na kartach historii, a jeszcze więcej przetrwało w legendach.
Przed rozpoczęciem napełniania wodą zbiornika Świnna Poręba, przez kilka lat ziemię w Zagórzu, Skawcach i Mucharzu przekopywali archeolodzy. Odkrycia zrewolucjonizowały wcześniejszą wiedzę. Okazało się, iż najstarsze ślady człowieka w okolicy Mucharza pochodzą sprzed wielu tysięcy lat przed naszą erą. W masywie Upaleniska znaleziono kilkaset narzędzi z krzemienia, natrafiono także na ślady osady z okresu paleolitu (około 11 tys. lat przed naszą erą), co jednoznacznie świadczy, iż ludzie przybyli na te tereny tuż po okresie lodowcowym. Bogate odkrycia dotyczą również młodszej epoki kamienia – neolitu (około 5500 lat p.n.e.). Najwięcej śladów z tego okresu odkryto na cyplu mucharskim i w przysiółku Wodniakówka, gdzie odkopano m.in. pozostałości konstrukcji budynków, krzemienne toporki oraz fragmenty naczyń glinianych.
Grobu się nie rusza…
Bogate w cenne wykopaliska okazało się także Zagórze. – Odkopaliśmy tam cmentarzysko składające się z grobów ciałopalnych – opowiadała przed laty dziennikarzowi Kroniki Beskidzkiej archeolog Anna Kraszewska. – Prochy umieszczano w tak zwanej popielnicy, czyli urnie, którą wkładano do grobu wraz z zastawą rozmaitych naczyń, z darami dla zmarłego. Najbogatszy pochówek w Zagórzu wyposażono w sześć zdobionych ornamentami waz, czarek i mis. Cmentarzysko funkcjonowało w okresie halsztackim, tj. około 750 do 500 lat p.n.e., w tym samym czasie co Biskupin – wyjaśniała archeolog.
W chatach z okresu rzymskiego odkrywano fragmenty naczyń glinianych oraz przedmioty metalowe, w tym pięknie zachowaną żelazną zapinkę i paciorek szklany. Jednym z najcenniejszych odkryć były żarna obrotowe, sprowadzone na teren Polski przez Celtów.
Podczas wykopalisk nie brakowało przeciwników naruszania odwiecznego spokoju pierwszych mieszkańców tych ziem. – Nic dobrego z tego nie będzie. Grobu nie rusza się, choćby i pogański był – mówił przed laty jeden z mieszkańców Skawiec. – Starzy ludzie wspominali o wielu tragediach, gdy naruszono miejsce wiecznego spoczynku – przestrzegał.
Trudno stwierdzić, czy miał rację, ale niejeden turysta wypoczywający nad Jeziorem Mucharskim twierdzi, iż w przesmyku jeziora, gdzie przez kilka lat pracowali archeolodzy, dzieją się rzeczy trudne do wytłumaczenia. Bywa, iż tuż po wschodzie słońca wieje silny wiatr, mimo iż na innych częściach jeziora jest bezwietrznie. Niekiedy wieczorami słychać pohukiwania, a nocą można zauważyć blask ogniska i dym rozchodzący się nisko nad wodą.
W mroczne opowieści nie wierzy Jerzy Guzdek, żeglarz z Wadowic. – Porywy wiatru wynikają z praw fizyki – twierdzi. – To efekt różnicy temperatur między wschodnią a zachodnią częścią jeziora, gdzie promienie słoneczne, blokowane przez masyw Jaroszowickiej Góry, docierają znacznie później. Co do pohukiwań, to puszczyk niejednego gieroja doprowadził do palpitacji serca, zaś ogień bądź dym – cóż, to wyjątkowo urocze miejsce. Mimo zakazu też tam kilka razy rozbijałem nocny biwak – dodaje, uśmiechając się.
Zanim woda wypełniła nieckę, archeolodzy przekopali tysiące metrów sześciennych ziemi.
Gdy płonęły stosy
Niewielu żeglarzy, płynąc w pobliżu tzw. Ptasich Wysp, zdaje sobie sprawę, iż gdyby cofnęli się w czasie o niespełna trzysta lat, byliby świadkami mrożącego krew w żyłach widowiska. Około 1740 r. na kopcu oznaczającym granicę dóbr konwentu zwierzynieckiego spalono na stosie oskarżoną o czary Hankę Sikoniankę z Jaszczurowej. Wydarzenie odnotował w księdze „Actus condescensorialis granicialis inter bona Mucharz et Jaszczurowa” urzędujący w Mucharzu podkomorzy. Z jego notatki jednoznacznie wynika, iż wbrew legendzie stos z Hanką nie zapłonął na szczycie wznoszącego się ponad Mucharzem Upaleniska, ale na granicznym kopcu „w pobliżu gruntów zwanych Wądole”. Sikonianka została skazana na śmierć wyrokiem sądu w Oświęcimiu mającego „prawo miecza” i ferowania wyroków z „karą gardła”. Za straceniem Hanki stał miejscowy dziedzic, któremu nie w smak było, iż piękna panna odrzuciła jego konkury i w obronie swej cnoty ugryzła go w rękę.
Tylko w opowieściach przerywały wydarzenia związane z pobytem w Zagórzu wojsk austriackich. – Tam, gdzie dzisiaj jest wyspa, niegdyś był dwór – opowiada Anna Michalik z Dąbrówki (niegdyś mieszkająca w Zagórzu). – Jednym z wojaków cesarza Franciszka Józefa I był młody chłopak. Nie wiadomo skąd był jego ród, ani ile miał lat. Jednego razu spotkał pracującą w polu dziewczynę. Młodzi gwałtownie przypadli sobie do gustu i postanowili się pobrać. ale dowódca był nieubłagany – odmówił zgody na ślub, a było to niezbędne, aby żołnierz mógł stanąć z wybranką przed ołtarzem. Zrozpaczony wojak popełnił samobójstwo, wieszając się w stajni. Ciało żołnierza spoczęło pod cmentarnym murem, natomiast dusza chłopaka została blisko ukochanej. Znam ludzi, którzy przysięgali, iż widzieli zjawę w dawnych końskich stajniach – mężczyznę w żołnierskim mundurze – dodaje Michalik, uśmiechając się i zaznaczając, aby opowieści nie brać zbyt dosłownie.
Nie jest to jedyne miejsce nad jeziorem, gdzie podobno widziano ducha. Od blisko dekady nad brzegiem zbiornika w Dąbrówce stoi duży drewniany dwór, przeniesiony z niecki. Po wojnie dwór był własnością stryszowskiej gminy, ale po odbudowie został zaanektowany przez Wody Polskie. Budynek niszczeje, zaś mieszkańcy opowiadają, iż nocami w oknach można zobaczyć białą damę ze świecą. Ponoć jest to duch prawowitej właścicielki – Rozalii Łubieńskiej, domagającej się zwrotu zabytku prawowitym właścicielom. Mężem Rozalii był Franciszek Łubieński, którego słynąca z urody i dowcipu babcia, Konstancja Łubieńska z domu Bojanowska, miała płomienny romans z Adamem Mickiewiczem.
W skalnym labiryncie
Do jaskini Mysiorowa Dziura w zboczu Kurczyny nad taflą Jeziora Mucharskiego nie prowadzi w tej chwili żaden turystyczny szlak. Według Państwowego Instytutu Geologicznego jaskinia ma 282,5 m długości, jej deniwelacja wynosi 11,8 m, a wejście jest na wysokości 350 m n.p.m. Nazwa Mysiorowa Dziura pochodzi od słynnego w XV wieku rycerza-rozbójnika Mysiora, który wraz z kompanami napadał na kupców zmierzających szlakiem solnym w kierunku Węgier. Pewnego razu rozbójnicy, uciekając przed starostą lanckorońskim, ukryli skrzynie pełne skarbów w jaskini. Chciwy Mysior nie zamierzał jednak dzielić się bogactwem z kamratami. Rozkazał wnieść łupy do skalnej niszy, a gdy podwładni polecenie spełnili, jednym uderzeniem topora obluzował głaz, za którym posypały się kolejne kamienie, grzebiąc rozbójników. Krwawy rycerz z radości, iż umknął pogoni i pozbył się kompanów, uderzył w skałę wiszącą nad głową. Wówczas rozległ się potężny huk i głazy zasypały nieuczciwego zbója i skrzynie z klejnotami. Podobno od tamtej pory, w listopadowe, wietrzne noce, w podziemiach Kurczyny straszy duch Mysiora.
Mysiorowa Dziura to niejedyna jaskinia nad jeziorem w zboczu Kurczyny. Zwiedzanie dwudziestometrowego skalnego korytarza, zwanego Jaskinią Lisią, nie wymaga specjalistycznego sprzętu. Należy być jednak ostrożnym, bo w skalnym labiryncie żyje sieciarz jaskiniowy, najbardziej jadowity pająk spotykany na terenie Polski.
– Przed stuleciami grodem na szczycie Kurczyny rządziła twardą ręką kobieta, której imię już dawno odeszło w niepamięć, bowiem zarówno za życia, jak i po śmierci lękano się je głośno wypowiadać – opowiada Anna Michalik. – To była okrutna kobieta, herszt bandy zbójców. Gdy budziła się ze snu, w miejscu, gdzie jej wzrok po raz pierwszy sięgnął, jeszcze tego samego dnia wydarzało się nieszczęście. Ponieważ straszna pani obawiała się złodziei, jednej nocy wszystkie klejnoty zabrała i ukryła w pobliskiej jaskini. Na progu groty rozbójniczkę ugryzł jadowity pająk. Kobieta zmarła w męczarniach, zaś skarby na zawsze pozostały w niedostępnych otchłaniach – dodaje Michalik.
Kamienną kapliczkę z końcem budowy zbiornika przeniesiono na Skawiecką Borowinę.
Dla mieszkańców wiosek znad Jeziora Mucharskiego Mysiorowa Dziura, podobnie jak Lisia Jama, to miejsca szczególne. W przeszłości podziemne korytarze niejeden raz chroniły miejscową ludność przed najeźdźcami – Tatarami, Szwedami, a choćby Niemcami.
Do kanonu polskich legend zaliczana jest historia mucharskiego proboszcza, ratującego z opresji samego papieża. Według podań duchowny, odmawiając pod lipą wieczorem brewiarz, usłyszał rozmowę diabłów rozprawiających, iż jeszcze tego wieczoru jedna z nałożnic Lucyfera ma udać się do Rzymu i uwieść papieża. Ksiądz, wiedząc, iż biesy czują respekt przed modlitwą i mszałem, rozkazał im natychmiast zawieźć się do Rzymu. Diabły zerwały drzwi frontowe z kościoła, posadziły na nich duchownego i poleciały do papieskiego grodu. Proboszcz zdążył uprzedzić papieża o diabelskim podstępie, po czym na diabelskim rydwanie wracał do Mucharza. A czas naglił, bo zgodnie z odwiecznym porządkiem diabły musiały przed północą zameldować się w piekle. Spiesząc się, czarty zawiesiły drzwi tylko na jednym haku. Przez wiele lat drzwi nie były dopasowane do futryny, co wiernych bardzo dziwiło. Po dziś dzień można je obejrzeć w wieży mucharskiego kościoła, stojącego na wzgórzu w miejscu, gdzie przed wiekami św. Wojciech miejscowych pogan nawracał.
Kolejną historię przytacza Ewa Czaicka, polonistka, regionalistka zakochana w Skawcach. – Dziadek Józek i tata Szczepan opowiadali, iż na drodze prowadzącej ze Skawiec do Mucharza, niedaleko Mysiorowej Dziury, wodziło ludzi – wspomina. – Gdy ktoś późnym wieczorem czy nocą szedł tą drogą, często błądził. Trakt prowadził obok niewielkiej, kamiennej kapliczki z 1687 roku z figurą Matki Bożej (w 2009 roku kapliczka została przeniesiona do osiedla Borowina Skawiecka – przyp. KB). I właśnie tam, w pobliżu tej kapliczki ludzi najbardziej wodziło. Być może dlatego nasi przodkowie ją tam postawili, aby chronić przechodniów przed złym? – domniemywa Czaicka.
Potwierdza to mieszkający w Wadowicach Władysław Bieniek, skawczanin z urodzenia. – Była to droga, której nocą najodważniejsze chłopy w wiosce unikali – wspomina. – Trakt pochłonęła woda Jeziora Mucharskiego, toteż w tej chwili nie sposób potwierdzić, czy w tych opowieściach o błądzeniu po bezdrożach przez całą noc było choć ziarno prawdy – zaznacza.
Jezioro Mucharskie dla jednych jest turystyczną atrakcją, dla innych zaś miejscem, na które spoglądają z nostalgią. – To była wyjątkowo rozwleczona w czasie inwestycja – opowiada Wacław Wądolny, przez 20 lat wójt Mucharza. – Przymierzano się do niej, gdy chodziłem do podstawówki, a ukończono przed moim odejściem na emeryturę. Jedną trzecią mucharskiej gminy pochłonęła woda, półtora tysiąca mieszkańców z blisko 400 gospodarstw musiało się wyprowadzić. Nie sposób zliczyć łez, tragedii i zmartwień związanych z przeprowadzką. To także ogromny wysiłek związany z budową nowych siedzib – podkreśla były włodarz.
Tajemnice Mysiorowej Dziury od lat nęcą nie tylko najmłodszych eksploratorów.

1 godzina temu











