Joanna wyjechała na ponad pół roku do Hiszpanii w ramach Europejskiego Korpusu Solidarności – przeczytaj jej relację

ib-polska.pl 4 godzin temu

Joanna wyjechała na ponad pół roku do Hiszpanii w ramach Europejskiego Korpusu Solidarności finansowanego przez Unię Europejską. Z naszej strony wsparliśmy wolontariuszkę jako organizacja wysyłająca, jeżeli też rozważacie przygodę z wolontariatem zagranicą skontaktujcie się z nami, ale wcześniej przeczytajcie o tym co najbardziej zaskoczyło Joannę, co było największą barierą i sami oceńcie czy było warto wziąć udział w projekcie wolontariatu:

Cześć. Mam na imię Joanna i spędziłam 7 miesięcy w projekcie w Hiszpanii.
Moja praca w projekcie polegała głównie na pomocy monitorom/terapeutom podczas zajęć z osobami z niepełnosprawnością, ale także podczas przerw między zajęciami, przemieszczania się między budynkami oraz podczas jedzenia śniadania czy obiadu. Do „pracy” zabierał nas van około godziny 9.30, a wracaliśmy z niej o 17.

Na początku projektu mogłam zapoznać się z zajęciami prowadzonymi w tej organizacji, a po paru tygodniach przyszedł czas na ułożenie planu i wybranie tych aktywności, które były dla mnie interesujące. Dlatego w moim planie znalazły się między innymi zajęcia multisensoryczne, zajęcia artystyczne, filmowe czy self-care. Pracownicy, z którymi współpracowałam, byli otwarci na nowe propozycje odnośnie zajęć.

Praca z osobami z niepełnosprawnością podczas tworzenia okazała się sporym wyzwaniem ze względu na barierę językową, dostępne narzędzia pracy oraz przystosowanie ich do możliwości osób uczestniczących w zajęciach. Jednocześnie przynosiła mi dużą satysfakcję, gdy widziałam zaangażowanie, radość, skupienie czy łzy uczestników, bo wiedziałam, iż te zajęcia nie pozostały im obojętne.

Po „pracy” często spędzaliśmy czas razem z innymi wolontariuszami. Podróżowaliśmy, gotowaliśmy, dzieliliśmy się swoimi kulturami, wychodziliśmy na tapas, imprezowaliśmy albo po prostu spędzaliśmy wieczory, oglądając filmy. Ja też mogłam podzielić się swoimi umiejętnościami, kiedy robiliśmy ozdoby świąteczne z papier mâché albo szydełkowaliśmy.

Dużym wyzwaniem okazała się komunikacja, moja nieznajomość hiszpańskiego oraz nieznajomość angielskiego osób, z którymi pracuje (albo ich niepewność w używaniu go). Nowe miejsce, inna kultura i język utrudniały swobodną pracę i funkcjonowanie, jednak czułam, iż mam wsparcie w innych wolontariuszach, którzy dobrze znali to uczucie. Domownicy po moim przyjeździe okazali się otwarci i bardzo pomocni. Opowiadali o swoim dotychczasowym doświadczeniu wolontariatu, pokazali miejscowość i bardzo ciepło mnie przyjęli. Po paru miesiącach, moja znajomość hiszpańskiego choć była niewielka, umożliwiała swobodniejszą pracę i załatwianie podstawowych spraw poza nią.

Przed wyjazdem, oprócz obaw związanych z moją nieznajomością hiszpańskiego, zastanawiałam się, czy kieszonkowe, które będziemy dostawać, wystarczy na utrzymanie się. Organizacja zapewniała nam śniadania i obiady. jeżeli chodzi o zakupy, wychodzenia na miasto czy podróże, okazało się, iż nie jest tutaj tak drogo.

Spodziewałam się przed wyjazdem, iż Hiszpania to dużo bardziej otwarta i energiczna kultura od Polski. Mimo to zaskoczyło mnie, jak bardzo. Na przykład widząc tańczących i śpiewających pracowników oraz ich przełożonych, nie tylko podczas świąt, ale w zwyczajnych sytuacjach w zwyczajne dni. Inną zaskakującą dla mnie obserwacją było to, iż w organizacji osoby z niepełnosprawnością, jak i pracownicy, są w bardzo bliskich relacjach, zupełnie jak rodzina. Nie budują dystansu, jaki znam z Polski. Pracownicy autentycznie kochają i troszczą się o swoich podopiecznych, a oni to odwzajemniają. Choć po kilku miesiącach przyzwyczaiłam się do tego, przez cały czas czasem szokowało mnie entuzjastyczne przytulanie i całusy na przywitanie.

Idź do oryginalnego materiału