Erik Janża - obok Lukasa Podolskiego i Stanisława Oślizło - jest jedną z trzech ikon Górnika Zabrze, którym było dane podnieść STS Puchar Polski. Po zakończonym zwycięstwem 2:0 finałowym starciu z Rakowem Częstochowa na PGE Narodowym, kapitan drużyny z Roosevelta w długiej rozmowie z dziennikarzami Czwarta Trybuna Podcast i Roosevelta81.pl podzielił się swoimi odczuciami po finale i zdradził jakie emocje towarzyszyły mu przed, w trakcie i po końcowym gwizdku sędziego.
Jakie towarzyszą Ci emocje? Widziałem konferencję przedmeczową i odniosłem wrażenie, iż miałeś w sobie bardzo dużo emocji. Chyba dotarło do ciebie, gdzie jesteś i co możesz z Górnikiem osiągnąć. Widziałem Erika, który bardzo wszystko przeżywał. Obiecałeś po jednym z meczów, iż coś z Górnikiem osiągniesz. Dzisiaj nadszedł ten dzień.
- Obiecałem to i na pewno byłem z tego powodu trochę zdenerwowany. Możemy rozmawiać o kadrze i innych sprawach, ale gdy grasz w jednym klubie tyle lat... Moje początki tutaj w 2019 roku wyglądały o wiele słabiej niż to, jak Górnik prezentuje się teraz. Naprawdę nie spodziewałem się, iż można z nim aż tyle osiągnąć, choć zawsze wierzyłem, iż przyjdzie taki moment, kiedy zrobimy coś wielkiego. Przez ostatnie dwa dni źle sypiałem, miałem podwyższone tętno. Wczoraj wieczorem powiedziałem Rafałowi Janickiemu, z którym dzielę pokój: "Rafał, idziemy już spać, rano się budzimy, a potem dajemy z siebie 100 procent". Czułem, iż jesteśmy świetnie przygotowani i cała szatnia wie, iż to jest nasz moment. Wszystko skończyło się dla nas dobrze. Z drugiej strony nie był to może jakiś piękny mecz, wydawał się trochę dziwny, ale podobnie jak w dwóch poprzednich starciach z Rakowem, wykorzystaliśmy swoje szanse, dobrze broniliśmy i ostatecznie wygraliśmy ten puchar.
Wychodząc na boisko przed meczem i wyprowadzając drużynę na Narodowym, czułeś te buzujące emocje? Wiadomo, iż mówiło się o walce, jak to ujął Lukas - "do wyrzygania". Jednak finał po tylu latach musiał wywołać ogromne poruszenie.
- Oczywiście, iż tak. Miałem też dodatkowy problem - kontuzja barku przez cały czas dawała o sobie znać. W tym tygodniu wziąłem trzy zastrzyki, zrobiłem absolutnie wszystko, by wystąpić. Chciałbym podziękować fizjoterapeutom i doktorowi, iż stanęli na wysokości zadania i mogłem dzisiaj zagrać. Powiedziałem sobie, iż choćby jeżeli miałbym grać bez ręki, to wyjdę na ten mecz. Być może to również potęgowało moje zdenerwowanie, bo nie byłem pewien, jak bark zachowa się w pojedynkach czy przy skokach. Ostatecznie było super. Już przed meczem czułem dobrą energię w szatni, a nasza rozgrzewka wyglądała świetnie, co ma ogromne znaczenie dla tego, jak później układa się mecz. Trener przed wyjściem na boisko pytał, czy chcę coś powiedzieć drużynie. Odparłem: "Trenerze, nie mam nic do dodania. Czuję, iż wszystko gra, energia jest świetna i będzie dobrze".
Zaliczyłeś kluczową asystę otwierającą wynik meczu.
- Tego akurat nie trenowaliśmy, ale wyszło znakomicie. Piłka miała być zagrana nieco dalej od bramki, w drugie tempo, jednak super, iż Massimo tam się znalazł i świetnie to wykończył. Bardzo się cieszę, iż mogłem pomóc zespołowi również w ataku.
Roberto powiedział, iż to był jego pierwszy gol zdobyty głową w karierze.
- Nie wiedziałem o tym, ale cieszę się, iż wybrał na to idealny moment! Jeszcze dzisiaj rano żartowałem z nim, pytając: "Massimo, strzelisz dzisiaj coś?". Odpowiedział, iż tak. Dopytałem, czy na treningu, czy w meczu, a on z pewnością w głosie rzucił: "W meczu!". Okazało się, iż miał rację. Jestem z niego ogromnie dumny. Chłopak miał sporo problemów zdrowotnych, cały czas walczył, spędzał długie godziny na siłowni - mam do niego pełen szacunek, bo naprawdę ciężko pracował. Trener w niego uwierzył, dał mu szansę i to była świetna decyzja.
Dla niektórych zawodników to spełnienie marzeń. Ty masz już na koncie mistrzostwo i puchar, ale na przykład Rafał Janicki rozegrał w lidze ponad 400 meczów i dotąd niczego nie zdobył. Podobnie Paweł Olkowski.
- Paweł przez ostatnie dwa tygodnie powtarzał, iż ma 36 lat i niczego jeszcze nie wygrał. Są zawodnicy, którzy w wieku 20 lat mają już sukcesy w dobrych klubach, ale w piłce czasami tak jest - taka szansa może pojawić się tylko raz w życiu, niezależnie od tego, czy masz 20, czy 35 lat. Trzeba to po prostu docenić i zrobić wszystko, by wygrać. Bardzo się cieszę ze względu na Rafała i "Ola". Ja już wcześniej coś wygrałem, ale to, co czuję teraz, jest zupełnie inne.
No właśnie, jak byś to porównał ze swoimi wcześniejszymi sukcesami na krajowym podwórku?
- W Mariborze grałem dwa lata. To był mój pierwszy sezon tam, kiedy zdobyliśmy puchar. Prawda jest taka, iż wtedy nie grałem dużo, nie byłem aż tak ważnym zawodnikiem. Mam to wpisane w CV, ale w głębi duszy czuję, iż to nie smakuje tak samo, jak ten dzisiejszy sukces. W Zabrzu jestem od siedmiu lat, ciężko walczyłem, żeby w końcu coś zdobyć, i wreszcie się udało. Jestem niewyobrażalnie szczęśliwy.
Podnosiliście puchar w towarzystwie pana Stanisława Oślizło. Jesteś w klubie długo, więc dobrze wiesz, jaką jest legendą. Czy możliwość sprawienia mu tej euforii była dla was ważna?
- To było niezwykle ważne i cieszę się, iż tak to zorganizowaliśmy. Pan Stanisław to żywa legenda Górnika. Codziennie jest w klubie, spotykamy go na korytarzach, w szatni. Jestem mega szczęśliwy, iż tak świetnie się trzyma, iż przyjechał z nami do Warszawy. Uważam, iż przekazanie mu pucharu było jedyną słuszną rzeczą, jaką mogliśmy zrobić.
Wasze wspólne zdjęcie z panem Stanisławem to piękne nawiązanie do 1972 roku. Zaplanowaliście to wcześniej?
- Nie było to z góry zaplanowane, ale później rozmawialiśmy z kierownikiem drużyny i uznaliśmy, iż to świetny pomysł. Od razu się zgodziłem. To wspaniałe nawiązanie do historii. Widziałem, jak bardzo to wydarzenie było dla pana Stanisława ważne i ile sprawiło mu radości, iż mógł być dziś z nami.
W którym momencie meczu poczułeś, iż już tego nie wypuścicie z rąk? Po pierwszej, czy dopiero po drugiej bramce?
- Zdecydowanie po drugiej. Przy 1:0 zawsze jest trochę niepewności. Rywale mieli swoje rzuty rożne, a gdy zaczęli zagrywać długie piłki, było ciężko - w takich sytuacjach nigdy nie wiesz, jak to się skończy. Ale kiedy zdobyliśmy drugą bramkę, byłem już pewien, iż jest po meczu. Świetnie broniliśmy niemal przez całe spotkanie. Raków miał na końcu jedną sytuację po przypadkowym zagraniu, ale czułem, iż od naszego drugiego gola nie ma już szans, żebyśmy to przegrali.
Macie rewelacyjną passę: w dziesięciu meczach odnieśliście siedem zwycięstw, trzy zremisowaliście i straciliście zaledwie trzy bramki. Defensywa to wasz klucz do sukcesu?
- Szczerze mówiąc, tak. Trener co tydzień powtarza na konferencjach, iż jeżeli strzelimy jako pierwsi i zagramy na zero z tyłu, to wygramy. I tak to dokładnie wygląda. Może nie graliśmy dzisiaj najpiękniejszej piłki, ale od kilku tygodni jesteśmy niezwykle skuteczni. Każdy zawodnik na boisku wie, co ma robić, i czuje się istotną częścią zespołu. Mam nadzieję, iż utrzymamy tę dyspozycję przez kolejne trzy tygodnie, do końca sezonu. Będziemy świętować przez dwa dni, ale potem skupiamy się na sobotnim meczu u siebie. Chcemy zostać w walce o mistrzostwo najdłużej, jak to możliwe. Kiedy na cztery kolejki przed końcem jesteś tak blisko, musisz iść za ciosem.
Świetnie bronicie, ale jako obrońcy dokładacie też bardzo dużo w ofensywie - Ty asystujesz, Rafał czy "Bochen" strzelają bramki.
- Trener też na to zwracał uwagę. Wcześniej dużo więcej trenowaliśmy stałe fragmenty gry i nic z tego nie wychodziło. Ostatnio trochę z tym przystopowaliśmy i nagle zaczęliśmy strzelać! Czasami potrzeba trochę szczęścia i dobrego wyczucia na boisku, przewidzenia, gdzie spadnie piłka. Bardzo nas to cieszy, bo Górnik od lat nie miał napastnika, który gwarantowałby 15 bramek w sezonie. Dlatego musimy szukać goli u innych zawodników. jeżeli kilku z nas dołoży po dwie, trzy bramki w sezonie, to nam wystarczy.
Był w meczu moment, kiedy mogłeś rozejrzeć się po trybunach i zobaczyć, ilu kibiców Górnika przyjechało was wspierać? Wspomniałeś też o obecności swoich bliskich.
- Tak, miało to miejsce tuż przed rozpoczęciem spotkania. Zawsze robimy dwa ostatnie sprinty na rozgrzewce. Stałem tam, rozejrzałem się w lewo, w prawo i zobaczyłem, iż wszystko wokół jest białe. Spojrzałem też w kierunku sektora, na którym siedziała moja rodzina. Mój tata był dopiero drugi raz w Polsce na meczu. Wyjechali ze Słowenii o drugiej w nocy, żeby tu dotrzeć. Poświęcili bardzo dużo. Tata wprowadził mnie w ten sport, poświęcił wszystko, żebym został dobrym zawodnikiem i miał coś z życia. Nie jest tajemnicą, iż miałem w przeszłości problemy z wagą. Gdyby nie on, nie wiem, gdzie bym dzisiaj był. Jestem niewyobrażalnie wdzięczny, iż wziął wolne, przyjechał do Warszawy i mógł to ze mną świętować. Teraz będzie mógł wracać do Słowenii ze spokojnym sercem, widząc, iż jego syn coś osiągnął.
Na koniec powiedz, co dla ciebie indywidualnie znaczy obecność dwunastego zawodnika, czyli tak licznej Torcidy na Stadionie Narodowym?
- Znaczy dla mnie wszystko, bo właśnie o to w piłce nożnej chodzi. Widzieliśmy w czasach pandemii, jak smutny to jest sport bez kibiców - brakuje emocji, nie ma tego feelingu. Chcę z całego serca podziękować wszystkim, którzy przyjechali tu z Zabrza, ale też z innych zakątków Europy. Widziałem w mediach społecznościowych, iż dotarli do nas z różnych krajów. To zwycięstwo i ten puchar są dla nich.
Rozmawiali: Śledzió i Luq
Źródło: Czwarta Trybuna Podcast / Roosevelta81.pl
Foto: Roosevelta81.pl
Wideo: Czwarta Trybuna Podcast






![[II zespół] Chojniczanka II – Czarni Pruszcz Gdański 0:3](https://mkschojniczanka.pl/wp-content/uploads/2026/05/683804251_975296451744482_4220012424852272729_n.jpg)









