Karel Čapek: R.U.R.

1 godzina temu

Tajemniczo brzmiący tytuł fantastycznonaukowego dramatu czeskiego pisarza Karela Čapka z 1920 roku stanowi skrót od: Rossumovi Univerzální Roboti (tj. Roboty Uniwersalne Rossuma). Dzięki temu utworowi słowo „robot” weszło do powszechnego obiegu: w ciągu trzech pierwszych lat od publikacji sztuka została przetłumaczona na 30 języków i przyniosła autorowi międzynarodową sławę.

Zachęcamy do lektury całej książki.

Wszystkie zasoby Wolnych Lektur możesz swobodnie wykorzystywać, publikować i rozpowszechniać pod warunkiem zachowania warunków licencji i zgodnie z Zasadami wykorzystania Wolnych Lektur.
Ten utwór jest udostępniony na licencji Licencja Wolnej Sztuki 1.3.

PROLOG

Centralne biuro fabryki Rossum’s Universal Robots. Po prawej wejście. Na wprost — okna z widokiem na niekończące się szeregi budynków fabrycznych. Po lewej inne pomieszczenia kancelarii dyrektora.

DOMIN siedzi w obrotowym fotelu przy ogromnych rozmiarów biurku amerykańskim. Na blacie lampa, telefon, przyciski do papieru, stojak na listy itd., zaś na ścianie po lewej wielkie mapy z zaznaczonymi liniami transportu morskiego i kolejowego, duży kalendarz, zegar, który wskazuje, iż dochodzi południe; na ścianie z prawej zawieszono plakaty reklamowe: „Najtańsi pracownicy: roboty Rossuma”, „Roboty tropikalne, nowy wynalazek. 150 d. sztuka”, „Robot dla wszystkich!”, „Zbyt droga produkcja? Zamów roboty Rossuma”. Dalej jeszcze inne mapy, rozkład kursowania statków, tabela ze skróconym zestawieniem rejsów itd. Z taką dekoracją ścian kontrastuje wspaniały turecki dywan na podłodze; po prawej stronie okrągły stół, kanapa, skórzane fotele klubowe oraz biblioteczka, w której zamiast książek stoją butelki z winem i mocniejszymi trunkami. Po lewej sejf. Obok biurka Domina maszyna do pisania, w którą stuka dziewczyna imieniem SULLA.

DOMIN
dyktuje
„— iż nie odpowiadamy za towar uszkodzony w transporcie. Już podczas załadunku zwróciliśmy uwagę państwa kapitanowi, iż statek nie jest przystosowany do przewozu robotów, a więc straty nie idą na nasze konto. W imieniu Rossum’s Universal Robots — podpisano —”. Gotowe?

SULLA
Tak.

DOMIN
Następny list. „E. B. Huysum Agency, New York. Data. Potwierdzamy zamówienie na pięć tysięcy robotów. Ponieważ wysyła􀰗ą państwo własny statek, prosimy o załadowanie 􀰗ako cargo brykietów dla R.U.R. w ramach barteru. Podpisano —”. Gotowe?

SULLA
kończąc stukać
Tak.

DOMIN
Proszę pisać dalej. „Friedrichswerke, Hamburg. — Data. — Potwierdzamy zamówienie na piętnaście tysięcy robotów”.
Dzwoni telefon wewnętrzny. DOMIN podnosi słuchawkę i mówi do niej.
Halo — Tu naczelny — Tak — Oczywiście — Ależ tak, jak zwykle — Owszem, proszę nadać do nich depeszę — W porządku.
Odkłada słuchawkę.
Na czym stanąłem?

SULLA
Potwierdzamy zamówienie na piętnaście tysięcy r.

DOMIN
w zamyśleniu
Piętnaście tysięcy r. Piętnaście tysięcy r.

MARIUSZ
wchodzi
Panie dyrektorze, przyszła Jakaś dama —

DOMIN
Kto taki?

MARIUSZ
Nie wiem.
Podaje wizytówkę.

DOMIN
czyta
Od prezesa Glory’ego. — Prosić.

MARIUSZ
Szanowna pani raczy wejść.

Wchodzi HELENA GLORY, MARIUSZ wychodzi.

DOMIN
wstając
Zapraszam.

HELENA
Pan dyrektor naczelny Domin?

DOMIN
Do usług.

HELENA
Przychodzę do pana —

DOMIN
— z polecenia prezesa Glory’ego. Więcej nie trzeba.

HELENA
Prezes Glory to mój ojciec. Jestem Helena Glory.

DOMIN
Panno Glory, to dla nas wyjątkowy zaszczyt, iż — iż —

HELENA
— iż nie możemy pokazać pani drzwi.

DOMIN
— iż możemy powitać w naszych progach córkę tak znamienitego pana prezesa. Proszę usiąść. Sullo, możesz odejść.

SULLA wychodzi.

DOMIN
siadając
Czym mogę służyć, panno Glory?

HELENA
Przyjechałam tu, żeby —

DOMIN
— obejrzeć nasz zakład produkcji ludzi. Tak jak każdy odwiedzający. Nie widzę problemu, zapraszam.

HELENA
Myślałam, iż na teren fabryki —

DOMIN
— wstęp jest wzbroniony. Tylko iż każdy zjawia się tu z czyjąś wizytówką, panno Glory.

HELENA
I wszystkim pan pokazuje… — ?

DOMIN
Tyle o ile. Produkcja sztucznych ludzi, droga pani, to tajemnica handlowa.

HELENA
Gdyby pan wiedział, jak mnie to —

DOMIN
— szalenie interesuje. Wszak stara Europa o niczym innym nie mówi.

HELENA
Dlaczego nie daje mi pan skończyć zdania?

DOMIN
Proszę wybaczyć. Zamierzała pani powiedzieć coś innego?

HELENA
Chciałam tylko zapytać —

DOMIN

— czy w drodze wyjątku nie pokazałbym pani naszej fabryki. Ależ oczywiście, panno Glory.

HELENA
Skąd pan wie, iż właśnie o to chciałam spytać?

DOMIN
Wszyscy pytają o to samo.
wstaje
To będzie dla nas zaszczyt, pokazać pani więcej niż innym, tylko — jak by to ująć —

HELENA
Dziękuję panu.

DOMIN
— czy mogłaby pani przyrzec, iż nikomu nie zdradzi ani słówkiem —

HELENA
wstaje i podaje mu rękę
Słowo honoru.

DOMIN
Dziękuję. Nie zechciałaby pani uchylić woalki?

HELENA
Ach tak, pan chce zobaczyć — Za pozwoleniem.

DOMIN
Słucham?

HELENA
Gdyby pan tak już puścił moją rękę.

DOMIN
puszczając
Proszę wybaczyć.

HELENA
unosi woalkę
Chce pan sprawdzić, czy nie jestem szpiegiem. Ależ pan ostrożny.

DOMIN
wpatrując się w nią z zachwytem
Hm — owszem — my — tak jest.

HELENA
Nie ufa mi pan?

DOMIN
Niezmiernie, panno Hele… — — przepraszam, panno Glory. Doprawdy jestem niezmiernie uradowany — Czy rejs minął spokojnie?

HELENA
Owszem. Dlaczego —

DOMIN
Ponieważ — to znaczy, chciałem powiedzieć — taka pani młoda.

HELENA
Przejdziemy teraz do fabryki?

DOMIN
Tak. Obstawiam dwadzieścia dwa, czyż nie?

HELENA
Dwadzieścia dwa co?

DOMIN
Lata.

HELENA
Dwadzieścia jeden. Na co panu ta wiedza?

DOMIN
Dlatego, iż — ponieważ —
z zachwytem
Zabawi pani u nas nieco dłużej, nieprawdaż?

HELENA
Zależy, co mi pan pokaże z procesu produkcji.

DOMIN
Ta diabelna produkcja! Ależ ma się rozumieć, panno Glory, wszystko pani obejrzy. Proszę usiąść. Czy ciekawiłaby panią historia wynalazku?

HELENA
Owszem, proszę opowiedzieć.
siada

DOMIN
A zatem.
siada na biurku, wpatruje się w Helenę jak urzeczony i śpiesznie recytuje
W roku 1920 stary Rossum wielki fizjolog ale wówczas jeszcze młody naukowiec udał się na tę odległą wyspę, by badać morską faunę kropka. Próbował odtworzyć materię żywą tak zwaną protoplazmę metodą syntezy chemicznej gdy pewnego razu wynalazł substancję, która zachowywała się tak samo jak żywa materia chociaż miała inny skład chemiczny było to w roku 1932 niemal czterysta lat po odkryciu Ameryki, uff.

HELENA
Zna pan to na pamięć?

DOMIN
Tak; fizjologia, panno Glory, to nie moja działka. Mam mówić dalej?

HELENA
Proszę.

DOMIN
uroczyście

I wtedy to, panno Glory, stary Rossum zapisał pomiędzy wzorami chemicznymi takie oto słowa: „Natura znalazła tylko jeden sposób, by uorganizować materię żywą. Istnieje jednak inna metoda, prostsza, bardziej podatna i szybsza, ale na nią przyroda w ogóle nie wpadła. Tę drugą drogę, którą mogła się potoczyć ewolucja życia, właśnie dziś odkryłem”. Proszę sobie uświadomić, panienko, iż te wielkie słowa pisał nad glutem jakiejś kleistej galarety, której choćby pies by nie ruszył. Niech go sobie pani wyobrazi, jak siedzi nad probówką i duma, iż wyrośnie z niej całe drzewo życia, iż będą z niej wychodzić wszystkie zwierzęta, począwszy od byle wrotka, a kończąc — na samym człowieku. Człowieku z innej materii niż my. Panno Glory, była to doniosła chwila.

HELENA
I co dalej?

DOMIN
Dalej? Od tego momentu chodziło o to, Jak wydostać życie z probówki, przyśpieszyć ewolucję i wytworzyć jakieś te organy, kości, nerwy, siamto, owamto, i wynaleźć te wszystkie substancje, katalizatory, enzymy, hormony i takie tam, mówiąc w uproszczeniu — rozumie pani?

HELENA
N-n-nie wiem. Chyba niewiele.

DOMIN
A ja nic a nic. Wie pani, przy pomocy tych płynów mógł robić, co mu się żywnie podobało. Mógł na przykład otrzymać meduzę z mózgiem Sokratesa albo dżdżownicę długą na pięćdziesiąt metrów. Ale iż nie miał ani grama poczucia humoru, wbił sobie do głowy, iż zrobi normalnego kręgowca, a może choćby człowieka. Ta jego sztuczna żywa materia cechowała się szaloną wolą życia; pozwalała robić ze sobą wszystko, mógł ją zszywać i mieszać, jak tylko chciał. A więc zabrał się za to.

HELENA
Za co?

DOMIN
Za naśladowanie natury. Najpierw spróbował stworzyć sztucznego psa. Kosztowało go to wiele lat pracy, wyszło z tego coś, co przypominało skarłowaciałe cielę, zresztą fajtnęło po paru dniach. Pokażę pani w muzeum. A potem stary Rossum zajmował się już tylko tworzeniem człowieka.
Pauza.

HELENA
I tego właśnie nie mogę nikomu zdradzić?

DOMIN
Nikomu na świecie.

HELENA
Szkoda, iż już o tym piszą w każdym podręczniku.

DOMIN
Szkoda.
zeskakuje z biurka i siada obok HELENY
Ale wie pani, czego nie ma w podręcznikach?
puka się w czoło
Tego, iż stary Rossum to był skończony wariat. Poważnie, panno Glory, ale proszę zachować to dla siebie. Ten stary dziwak naprawdę chciał wytwarzać ludzi.

HELENA
Ale przecież pan właśnie wytwarza ludzi!

DOMIN
Z grubsza, panno Heleno. A stary Rossum miał na myśli dosłownie. Wie pani, chciał tak jakby naukowo obalić Boga. Był strasznym materialistą i to go motywowało. Pragnął przede wszystkim dostarczyć dowód, iż żaden Bóg nigdy nie był potrzebny. Dlatego ubzdurał sobie, iż stworzy człowieka kropka w kropkę takiego jak my. Ma pani pojęcie o anatomii?

HELENA
Tylko — niewielkie.

DOMIN
Ja też. Proszę sobie wyobrazić, uparł się, iż wykona wszystko identycznie jak w ludzkim ciele, aż po najdrobniejszy gruczołek. Ślepą kiszkę, migdałki, pępek, same niepotrzebne głupstwa. A choćby — hm — narządy płciowe.

HELENA
Ale one przecież — one przecież —

DOMIN
— nie są całkiem zbędne, wiem, wiem. ale jeżeli chce się wytwarzać ludzi sztucznie, to nie ma takiej — hm — konieczności —

HELENA
Rozumiem.

DOMIN
Pokażę pani w muzeum, co on tam sklecił przez łącznie dziesięć lat. Miał to być mężczyzna, żyło toto całe trzy dni. Stary Rossum nie miał krztyny gustu. To, co zrobił, było straszliwe. Ale miało w środku wszystko, co ma człowiek. Doprawdy, okrutna dłubanina. I wówczas zjawił się tu inżynier Rossum, siostrzeniec starego. Tęga głowa, panno Glory. Zobaczył, co tam stary majdruje, i oznajmił: „To nonsens produkować człowieka przez dziesięć lat. jeżeli nie zdołasz go robić szybciej niż natura, cały ten bajzel niewart jest splunięcia”. I sam wziął się za anatomię.

HELENA
W podręcznikach piszą co innego.

DOMIN
wstaje

W podręcznikach opłacamy reklamę, a reszta to bzdury. Pisze się, iż roboty wynalazł stary Rossum. Stary może i nadawał się na uniwersytet, ale o produkcji fabrycznej nie miał zielonego pojęcia. Myślał sobie, iż stworzy prawdziwych ludzi — jakichś nowych Indian, docentów albo idiotów, wie pani? Dopiero młody Rossum wpadł na pomysł, żeby robić na tej bazie żywe i inteligentne maszyny robocze. Wszystko, co pani czytała o współpracy obu Rossumów, to bajki dla grzecznych dzieci. Ci dwaj okrutnie się kłócili. Stary ateista znał się na przemyśle jak kura na pieprzu, wreszcie młodemu udało się go zamknąć w którymś z laboratoriów, żeby tam się babrał z tymi swoimi wyskrobkami, a sam, jako inżynier, zaczął porządną produkcję. Stary Rossum dosłownie go wyklął i przed śmiercią zmajstrował jeszcze dwie fizjologiczne pokraki, aż wreszcie znaleźli go martwego w laboratorium. Oto cała historia.

HELENA
A co z młodym?

DOMIN
Młody Rossum, panienko, to była nowa epoka. Era przemysłowa po erze wiedzy. Przyjrzał się dokładnie anatomii człowieka i od razu zobaczył, iż jest zbyt skomplikowana i iż dobry inżynier urządziłby to prościej. Zaczął więc przerabiać anatomię, sprawdzając, co się da pominąć albo udogodnić — Mówiąc w uproszczeniu — panno Glory, nie nudzi się pani?

HELENA
Nie, przeciwnie, to okrrropnie ciekawe.

DOMIN
A więc młody Rossum pomyślał sobie tak: człowiek to coś, co — przypuśćmy — odczuwa radość, gra na skrzypcach, ma ochotę na spacer i w ogóle musi robić mnóstwo rzeczy, które — które są adekwatnie niepotrzebne.

HELENA
Oho!

DOMIN
Niech pani zaczeka. Które są niepotrzebne, kiedy ma na przykład tkać albo liczyć. Ja nie uważam, żeby dla pani — Gra pani może na skrzypcach?

HELENA
Nie.

DOMIN
Szkoda. Ale maszyna robocza nie musi grać na skrzypcach, nie musi się cieszyć, nie musi robić całego mnóstwa innych rzeczy. Wręcz nie powinna. Silnik spalinowy nie musi mieć frędzli i ornamentów, panno Glory. A produkcja sztucznych robotników niczym się nie różni od produkcji silników spalinowych. Ma być jak najprostsza, a produkt jak najlepszy pod względem praktycznym. Jak pani uważa, jaki robotnik jest najlepszy od strony praktycznej?

HELENA
Najlepszy? Chyba ten, który — który — jest uczciwy — i lojalny.

DOMIN
Nie: ten, który jest najtańszy. Ten, który ma najmniej potrzeb. Młody Rossum wynalazł najmniej wymagającego robotnika. Musiał go uprościć. Usunął wszystko, co nie służy bezpośrednio do pracy. Wyrzucił to, co człowieka podraża. W ten sposób w zasadzie usunął człowieka i stworzył robota. Droga panno Glory, roboty to nie ludzie. Są mechanicznie doskonalsi niż my, dysponują zadziwiającą inteligencją umysłową, ale nie mają duszy. Widziała pani już kiedyś, jak wygląda robot w środku?

HELENA
Nie.

DOMIN
Jest czysty i prosty. Doprawdy, piękna rzecz. Wygląda jak domowa apteczka: mało elementów, za to wszystko w nienagannym porządku. Och, panno Glory, produkt inżyniera jest znacznie bardziej dopracowany technicznie niż ten stworzony przez naturę.

HELENA
Mówi się, iż człowiek to stworzenie boże.

DOMIN
Tym gorzej. Bóg nie miał zielonego pojęcia o nowoczesnej technice. Przypuszczałaby pani, iż nieboszczyk młody Rossum postanowi zabawić się w Boga?

HELENA
Jak to?

DOMIN
Zaczął produkować Nadroboty. Olbrzymy robocze. Próbował z czterometrowymi — ale nie uwierzy pani, jak łatwo te drągale się łamały.

HELENA
Łamały?

DOMIN
Tak. Ni z tego, ni z owego pękała im noga albo co tam. Nasza planeta jest najwyraźniej trochę za mała na gigantów. Teraz robimy wyłącznie roboty naturalnej wielkości, o solidnej, ludzkiej posturze.

HELENA
Widziałam pierwszych robotów u nas. Gmina kupiła… to znaczy, najęła do pracy —

DOMIN
Kupiła, droga pani. Roboty się kupuje.

HELENA
— pozyskała jako zamiataczy. Patrzyłam, jak pracują. Są dziwni, tacy cisi.

DOMIN
Widziała pani może moją maszynistkę?

HELENA
Nie przyglądałam się jej.

DOMIN
dzwoni
Wie pani, fabryka akcyjna Robotów Uniwersalnych Rossuma produkuje zróżnicowany asortyment. Mamy roboty wyższej klasy oraz bardziej prymitywne. Żywotność tych lepszych szacujemy na dwadzieścia lat.

HELENA
Potem umierają?

DOMIN
Tak, zużywają się.

Wchodzi SULLA.

DOMIN
Sullo, proszę się pokazać pannie Glory.

HELENA
podnosi się i podaje jej rękę
Miło mi. Pewnie jest pani smutno na tym końcu świata, co?

SULLA
Nie znam odpowiedzi, panno Glory. Proszę sobie usiąść.

HELENA
siada
Skąd pani pochodzi?

SULLA
Stąd, z fabryki.

HELENA
Ach, to pani się tu urodziła?

SULLA
Tak, zrobiono mnie tutaj.

HELENA
zrywając się na równe nogi
Co takiego?

DOMIN
ze śmiechem
Sulla nie jest człowiekiem, panienko. Sulla to robot.

HELENA
Proszę mi wybaczyć —

DOMIN
kładzie SULLI rękę na ramieniu
Sulla się nie gniewa. Proszę spojrzeć, panno Glory, jaką cerę robimy. Niech pani dotknie jej twarzy.

HELENA
Och nie, nie!

DOMIN
Nie odgadłaby pani, iż jest z innego tworzywa niż my. Proszę, ma choćby meszek na policzkach typowy dla blondynek. Tylko oczy są odrobinkę… — Za to jakie włosy! Sullo, proszę się obrócić!

HELENA
Już dość!

DOMIN
Sullo, proszę porozmawiać z gościem. Ta wizyta to dla nas zaszczyt.

SULLA
Zapraszam, niech panienka spocznie.
siadają obie
Czy rejs minął spokojnie?

HELENA
Tak — o-oczywiście.

SULLA
Niech pani nie wraca „Amelią”, panno Glory. Barometr mocno spada, na 705. Lepiej zaczekać na „Pensylwanię”, to niezawodny i silny statek.

DOMIN
Ile?

SULLA
Dwadzieścia węzłów[1]. Tonaż dwanaście tysięcy. Jedna z najnowocześniejszych jednostek, panno Glory.

HELENA
Dzię-dziękuję.

SULLA
Osiemdziesiąt osób załogi, kapitan Harpy, osiem kotłów —

DOMIN
ze śmiechem
Dosyć, Sullo, wystarczy. Proszę dać nam próbkę swojej francuszczyzny.

HELENA
Pani zna francuski?

SULLA
Znam cztery języki. Piszę: Dear Sir! Monsieur! Geehrter Herr! Szanowny Panie!

HELENA
podrywa się
To oszustwo! Pan jest szarlatanem! Sulla nie jest robotessą, Sulla jest dziewczęciem tak jak ja! Sullo, to haniebne! Dlaczego odgrywa pani tę komedię?

SULLA
Jestem robotem.

HELENA
Nie, pani kłamie! Och, Sullo, proszę mi wybaczyć, ja wiem — zmusili panią, żeby robiła im pani reklamę! Sullo, przecież jest pani dziewczyną taką jak ja, prawda? Proszę powiedzieć!

DOMIN
Przykro mi, panno Glory, Sulla to robot.

Przypisy:

[1] węzeł — jednostka prędkości morskiej, wynosząca milę morską (ok. 1,8 km) na godzinę [przypis edytorski]

fot. źródło: Wolne Lektury

Karel Čapek, R.U.R., Wolne Lektury, tłumaczenie Martyna M. Lemańczyk

Idź do oryginalnego materiału