To była wyprawa, która dla wielu mogła wydawać się szaleństwem. Dwaj nowotarżanie postanowili pokonać liczącą ponad 3500 kilometrów trasę z Nowego Targu do hiszpańskiego Langreo… kultowym Fiatem 126p. Jak sami przyznają – wszystko zaczęło się od „głupiego pomysłu”, który ostatecznie przerodził się w jedną z największych motoryzacyjnych przygód ich życia.
Głównym celem podróży było dostarczenie malucha do Hiszpanii, gdzie od pewnego czasu mieszka jego właściciel – Adrian, pochodzący z Nowego Targu.
– Adrian jakiś czas temu wyprowadził się do Hiszpanii i wpadł na pomysł, iż chciałby mieć tam swojego malucha. Stwierdził, iż najlepiej będzie po prostu przyjechać nim na kołach. On zwykle ma głupie pomysły, a ja akurat takie pomysły lubię. Tak narodził się cały projekt – opowiada Kamil, jeden z uczestników wypray.
Ich towarzyszem był Fiat 126p z 1997 roku. Choć kilka lat wcześniej przeszedł gruntowny remont, przygotowanie go do tak wymagającej podróży okazało się niemałym wyzwaniem.
– Do samego wyjazdu dawał nam popalić i mieliśmy spore wątpliwości, czy w ogóle uda się ruszyć. Ostatecznie zaryzykowaliśmy i po prostu pojechaliśmy – wspominają.
Choć najkrótsza droga była znacznie krótsza, nowotarżanie postanowili połączyć wyprawę ze zwiedzaniem Europy. W efekcie pokonali ponad 3500 kilometrów, przejeżdżając przez aż jedenaście państw: Polskę, Czechy, Niemcy, Austrię, Liechtenstein, Szwajcarię, Włochy, Francję, Monako, Andorę i Hiszpanię.

Co ciekawe, największe obawy związane były właśnie z niezawodnością ponad 25-letniego samochodu. Na wszelki wypadek zabrali ze sobą torbę pełną części zamiennych. Jak się okazało… zupełnie niepotrzebnie.
– Maluch spisał się zdecydowanie lepiej, niż się spodziewaliśmy. Żadna z zabranych części nie była potrzebna. Po drodze musieliśmy jedynie ustawić zbieżność metodą „na sznurek”, bo ścinało przednią oponę, a pod koniec trasy nasmarowaliśmy łożysko w kole, które zaczęło lekko huczeć. Poza tym samochód bez większych problemów dowiózł nas do celu – relacjonują z uśmiechem.
Cała wyprawa trwała siedem dni. Każdy z nich wyglądał inaczej – jednego dnia załoga spędzała za kierownicą zaledwie dwie godziny, innego choćby dwadzieścia dwie. Wszystko zależało od planów zwiedzania, znalezionych noclegów i warunków na trasie.
Najważniejsze jednak okazały się wspomnienia.
– Jesteśmy mega zadowoleni z tej wyprawy. Zobaczyliśmy mnóstwo pięknych miejsc, poznaliśmy wielu życzliwych ludzi i przeżyliśmy przygodę, której na pewno nigdy nie zapomnimy – podsumowują nowotarżanie.
Ta historia pokazuje, iż do spełnienia motoryzacyjnych marzeń nie zawsze potrzeba nowoczesnego samochodu. Czasem wystarczy kultowy maluch, odrobina odwagi i… ktoś, kto wpadnie na naprawdę szalony pomysł.













