Najpierw były rodzinne fotografie przechowywane w szufladach i albumach. Teraz babcia karmiąca kury, mieszkańcy w odświętnych strojach i dawny Dobrzeń Wielki zajmują 28 metrów ściany starego „śląskiego jamnika”. Nowy mural jest trochę obrazem, trochę gigantyczną rodzinną fotografią, a przede wszystkim przypomnieniem, iż historia wsi nie musi mieszkać wyłącznie w muzeum. Namalowała go opolska Grupa Murki, która sama ma już całkiem ciekawą historię.
Są takie ściany, które aż proszą się o obraz. I są takie fotografie, których szkoda zamykać w albumie.
W Dobrzeniu Wielkim jedno spotkało się z drugim.
Na długiej ścianie budynku przy ul. Namysłowskiej powstał niezwykły obraz dawnej wsi. Nie jest to jednak wymyślona przez artystę sielanka z obowiązkowym bocianem, studnią i zachodem słońca. Punktem wyjścia były prawdziwe fotografie przekazane przez mieszkańców. To ważna różnica. Na muralu są bowiem nie „jacyś Ślązacy sprzed stu lat”. Są ludzie, którzy tutaj mieszkali. Czyiś dziadkowie, pradziadkowie, sąsiedzi. Jest kobieta karmiąca kury, dawna zabudowa, stroje i codzienność, która kiedyś nikomu nie wydawała się historyczna.
Bo historia ma dziwny zwyczaj. Kiedy się dzieje, jest zwyczajnym życiem. Dopiero po stu latach okazuje się zabytkiem.
Mural składa się z kilku archiwalnych fotografii połączonych w jedną kompozycję. Dzięki temu przypomina trochę ogromne zdjęcie wyjęte ze starego rodzinnego albumu. Tyle iż album ma tutaj 28 metrów długości. I chyba trudno było znaleźć dla tej opowieści lepsze miejsce. Malowidło znalazło się na klasycznym „śląskim jamniku” – długim, parterowym domu charakterystycznym dla dawnej zabudowy. Budynek pochodzi sprzed 1900 roku. Obraz nie został więc doklejony do historii miejsca. On na niej dosłownie leży.
Powstał w ramach czwartej edycji programu „Opolska Wieś Malowana”, będącego częścią przedsięwzięcia „Opolska Odnowa Wsi 2.0”. W tegorocznej odsłonie ma powstać 18 nowych murali inspirowanych regionalnym dziedzictwem. Według danych samorządu województwa wcześniejsze edycje pozostawiły już około 80 malowideł w 50 miejscowościach.
I tu dochodzimy do Murków.
Dziś Grupa Murki jest na Opolszczyźnie marką dobrze rozpoznawalną, ale zaczynała znacznie skromniej. Jej początki sięgają 2017 roku i wspólnego malowania muralu przy ul. Krakowskiej w Opolu. Budynek później zniknął podczas przebudowy ulicy, ale po realizacji zostały farby i materiały. Artyści uznali, iż szkoda je zmarnować – i szkoda kończyć współpracę. Tak narodziły się Murki.
To opolski kolektyw skupiający ludzi związanych ze sztuką, street artem i grafiką, wśród nich absolwentów Wydziału Sztuki Uniwersytetu Opolskiego oraz artystów wywodzących się ze środowiska graffiti. Już w pierwszych latach działalności ich prace pojawiały się nad kanałem Ulgi, Młynówką, przy 1 Maja, w Parku Nadodrzańskim i na osiedlu Armii Krajowej.
Przez lata Murki wyszły daleko poza klasyczne graffiti. Malowały ściany szpitala, realizowały murale społeczne i ekologiczne, pracowały przy projektach w Opolu, Nysie, Chróścicach, Walcach, Kadłubie Wolnym czy Biedrzychowicach. Z kolektywem współpracuje m.in. Patrycja Kostyra, artystka związana z Instytutem Sztuk Wizualnych Uniwersytetu Opolskiego.
Co ciekawe, historia zatacza właśnie następne koło. Murki mają namalować także przygotowywany w Opolu mural Maryli Rodowicz przy ul. Chabrów.
Od Maryli Rodowicz do babci karmiącej kury – rozrzut tematyczny całkiem pokaźny. Ale może właśnie na tym polega dobra sztuka uliczna: nie musi decydować, czy ważniejsza jest gwiazda estrady, czy anonimowa mieszkanka śląskiej wsi. Obie mogą dostać swoją ścianę.
W Dobrzeniu Murki pracowały przez tydzień. Efekt jest fotorealistyczny, ale najciekawsze wcale nie jest techniczne pytanie: jak można tak dokładnie przenieść małe zdjęcie na 28-metrową powierzchnię?
Ciekawsze jest pytanie, dlaczego ludzie zatrzymują się przed tym obrazem.
Prawdopodobnie dlatego, iż rozpoznają w nim coś własnego. choćby jeżeli nie znają osób z fotografii. Podobne zdjęcia były przecież w setkach opolskich domów. Kobiety przy gospodarstwie, rodzina ustawiona przed domem, niedzielne ubrania, podwórko, zabudowania. Fotografii robiono niewiele, więc jeżeli już pojawiał się aparat, chwila stawała się uroczysta.
Po stu latach te fotografie wracają w gigantycznym formacie. I nagle stary „jamnik”, obok którego można było przechodzić codziennie bez szczególnej uwagi, staje się kroniką Dobrzenia Wielkiego. Bez gabloty. Bez biletu. Bez napisu „proszę nie dotykać”.
Można powiedzieć, iż to tylko mural. Tyle iż przez następne lata dzieci będą pytały rodziców: „A kto to jest?”. Rodzice zapytają dziadków. Ktoś wyciągnie z szuflady podobne zdjęcie. Ktoś przypomni sobie nazwisko. Ktoś opowie historię domu, którego już nie ma.
I wtedy okaże się, iż te 28 metrów farby zrobiło dla lokalnej pamięci znacznie więcej niż tylko ozdobiło ścianę.
Bo dobra wieś malowana nie powinna być tylko ładna.
Powinna pamiętać.
Fot. CMZJMZ
















