
Zimą 1929 roku zaspy w Tatrach sięgały choćby 267 cm grubości / Źródło: wikimedia commons
„Szykujcie kożuchy, idzie zima stulecia!” – niemal co roku brzmią nagłówki gazet. Z drugiej strony, młodsze pokolenie wielokrotnie słyszy od starszych „Wy nie możecie pamiętać prawdziwej zimy”. Na temat mrozów w ubiegłym wieku narosło wiele legend. Czy obecne zimy rzeczywiście tak wiele różnią się od tych, które nawiedzały nasz kraj w poprzednim stuleciu?
Czym jest zima stulecia? Według oczywistej definicji – najdotkliwszą zimą w całym wieku. Tytuł ten – aby był wiarygodny – można nadać dopiero po zakończeniu danego stulecia. Tak więc teoretycznie jest to jeden, rekordowo chłodny przełom lat, niemający sobie równych przez całe 100 lat. Okazuje się jednak, iż od 1900 roku, zimy stulecia były przynajmniej cztery.
Delikatnie mówiąc, wiek XX nie był dla Polaków zbyt łaskawy. Pierwsza wojna światowa pozostawiła po sobie widoczne zniszczenia na ponad 80% procentach ziem polskich, a 30% majątku narodowego zostało utracone. Na domiar złego, po wojnie przyszły fale ostrych mrozów, które szczególnie dały o sobie znać na przykład w lutym 1929 roku. Był to najzimniejszy miesiąc w historii meteorologii w Polsce. Przyniósł choćby -40 stopni Celsjusza, co i tak nie było rekordem. Jedno z wydań „Ilustrowanego Kuryera Codziennego” podaje, iż w Kąclowej koło Grybowa odnotowano rzekomo rekordowe 46 stopni na minusie. Zima 1929 okazała się wyjątkowo śnieżna — grubość białego puchu oscylowała w granicach 60-100 cm i tu znowu warto przywołać rekord, który odnotowano w rejonach Morskiego Oka: choćby 267 cm pokrywy śnieżnej. Dla porównania, w czasach współczesnych, w styczniu i lutym, jej grubość średnio nie przekracza 15 centymetrów.
W XX wieku pamiętne były również zimy z przełomu 1939/1940 oraz 1962/1963 roku. Obie spowodowały paraliż komunikacyjny, obie przyniosły rekordowe temperatury. W obydwu przypadkach, szczególnie opisywane obrazy przywoływane we wspomnieniach, przedstawiają najuboższą ludność wyczekującą wzdłuż torów kolejowych, aż obsługa parowozów obdaruje ich węglem, zrzucając go z lokomotywy.
Nadeszła w noc sylwestrową
Najlepiej opisaną rekordową zimą okazała się ta z przełomu 1978 i 1979 roku. „Drogi znikały, tory znikały, miasta i wsie znikały pod śniegiem. To nie była zwykła zima. To był strach, to było czekanie. To była walka o ciepło i przetrwanie.” – wspomnienia z 1978 roku publikuje na swoim profilu na Facebooku muzyk i twórca internetowy Tomasz Sierocki. Jeszcze rano, 30 grudnia, nic nie wskazywało na tak radykalne obniżenie temperatur. Na dworze było 7 stopni na plusie, co nie budziło żadnego niepokoju. Taki stan rzeczy nie potrwał długo – przez parę godzin ochłodziło się o ponad 15 stopni, a potem było coraz gorzej. Nagle, następnej nocy, termometry wskazały 25 stopni na minusie. Nie trzeba było długo czekać, aby zabrakło ciepłej wody, węgla, drewna, a wreszcie i prądu. Dodatkowy niepokój budził fakt, iż codziennie w radiu usłyszeć można było komunikat Państwowej Dyspozycji Mocy o dwudziestym stopniu zasilania. Oznaczało to odcięcia dostaw energii i możliwe wyłączenie prądu.
W warszawskich blokach, wówczas jeszcze nieocieplonych, temperatura spadła do 7 stopni powyżej zera. Biorąc pod uwagę statystyki, zima 1978/1979 wcale nie była rekordowa pod względem mrozów – nie odnotowano aż tak radykalnych chłodów, jakie przytrafiały się w czasie poprzednich, znacznie ostrzejszych zim stulecia przed wojną. Tym, co jednak dało się najmocniej we znaki, były nieprzebrane masy śniegu, którego masy na ulicach stolicy osiągały wysokość średnio 70 cm.

Przez zimę stulecia z 1979 roku ponad 30 000 km dróg było nieprzejezdnych / Źródło: wikimedia commons
Mróz polityczny
Zima stulecia, pod koniec lat 70. XX wieku, nie była jedynie klęską żywiołową, za którą winić można nieprzewidywalność przyrody. Te komplikacje — brak węgla, dostaw prądu, paraliż komunikacyjny i transportowy — zostały gwałtownie okrzyknięte porażką rządu PRL. Przyczyny bezradności władz komunistycznych wyjaśnia profesor Andrzej Zawistowski, historyk i ekonomista, wykładowca SGH w Warszawie. „Atak zimy pokazał, iż PRL jest państwem niewydolnym i źle zarządzanym. Władze nie były przygotowane do sytuacji. Panuje pogląd, iż założyły, iż zima będzie łagodna i dlatego nie zadbano o zapasy węgla kamiennego, dużo więcej niż zwykle wysłano go na eksport, zamiast gromadzić przy elektrowniach. Skala paraliżu była porażająca” – powiedział dla PAP profesor Zawistowski. Dodaje, iż zima przełomu 1978 i 1979 roku była katastrofalna nie tylko dla ludności, czy państwowej gospodarki, ale też dla samych władz. „Zima Stulecia była nie tyle przyczyną, co katalizatorem w procesie upadku rządów Edwarda Gierka w PRL. Budowany od 1945 r. system ekonomiczny i polityczny okazał się niewydolny”. Profesor SGH zauważa, iż choć zim stulecia było kilka (np. w latach 1939/40 i 1962/63), to ani Bierut, ani Gomułka nie stracili wówczas władzy. Za to dla Edwarda Gierka, nieudolne postępowanie i niemoc w walce z żywiołem, okazały się wyjątkowo zgubne. Wzrosło niezadowolenie społeczne, nadeszła fala strajków z sierpnia 1980 roku, co wraz ze skutkami zimy 1979 roku, spowodowało odsunięcie go od władzy i zakończenie tzw. dekady gierkowskiej.
Patrząc na rekordy, historię i wspomnienia, nietrudno zauważyć, iż ogółem rzecz biorąc, XX stulecie było zimniejsze. Dla porównania, rekord temperaturowy w XXI wieku został odnotowany w 2017 roku na terenie Małopolski i wyniósł -39 stopni, co nie może równać się z wynikami sprzed II wojny światowej. Współcześnie nasz kraj jest na rekordowe mrozy dużo lepiej przygotowany, co z pewnością dodaje otuchy. W tym roku narzekających na niskie temperatury nie brakowało. Jak się okazuje, spoglądając we wspomnienia ubiegłowiecznych zim stulecia, trzeba stwierdzić jednoznacznie: kiedyś było zimniej.
Kacper LAWIŃSKI

5 dni temu








