Kładki za 10 mln zł na Retkini. Miasto odpowiada, dlaczego nie ma wind

1 godzina temu

Stare kładki wymagały pilnego remontu. Były w bardzo złym stanie i zagrażały bezpieczeństwu łodzian. To na wniosek mieszkańców zostały zdemontowane, a w tym samym miejscu wybudowano nowe.

Oprócz schodów powstały także specjalne podjazdy dla osób na wózkach, rodziców z małymi dziećmi oraz rowerzystów. Cała inwestycja kosztowała około 10 mln zł.

Pierwszą kładkę, przy ul. Hubala w Łodzi, otwarto w pierwszych dniach grudnia. Drugą, na wysokości Pałacu Młodzieży, kilka dni później. 14 stycznia definitywnie zamknięto przejścia dla pieszych w poziomie jezdni. Wtedy entuzjazm gwałtownie zniknął…

Entuzjazm trwał do zamknięcia pasów

- Po co ta kładka? Było przejście dla pieszych i było dobrze

- narzeka pani Małgorzata z ul. Tomaszewicza.

Mieszkańcy podkreślają, iż dopóki funkcjonowały stare pasy, problemu nie było. Gdy je zlikwidowano, wiele osób zaczęło szukać „skrótów” i przechodzić w miejscu dawnych przejść.

„To jakieś nieporozumienie”

- Ta kładka to jakieś nieporozumienie. Śmiem twierdzić, iż ciężkie miliony zostały zmarnowane. Długa i trudna droga do pokonania. Schody strome, słabo wykończone, nie dają poczucia bezpieczeństwa. Jeden raz pokonałam tę drogę i chyba już tego nie powtórzę. Ja nie mam problemu z chodzeniem, ale co z osobami, które poruszają się z trudnością?

- pani Jolanta daje upust swojej frustracji na facebookowej grupie „Mieszkańcy Retkini”.

- Nie mówiąc już o tym, iż jak spadł śnieg, nie dało się tu przejść. To było lodowisko

- denerwuje się kolejna mieszkanka.

Największy zarzut: brak wind

Najwięcej pretensji dotyczy jednak braku wind. Podjazdy są długie i, jak twierdzą mieszkańcy, zimą często bezużyteczne.

- Dlaczego nie ma wind dla niepełnosprawnych? Podjazd jest teraz oblodzony. Jaja sobie robicie?

- nie kryje emocji pan Adam.

Pojawiają się też gorzkie podsumowania całej inwestycji.

- Ta kładka jest dowodem na to, iż lepsze jest wrogiem dobrego

- kwituje pani Ela.

Fajne rozwiązanie, ale...

Są też głosy „za”. Część mieszkańców przyznaje, iż sama idea kładek ma sens, jednak pod jednym warunkiem.

- Ja jestem bardzo zadowolona. Przechodzę nimi codziennie. Nie muszę się martwić, czy auta się zatrzymają, gdy będę przechodzić z wózkiem po pasach

- mówi pani Julia, którą spotkaliśmy na spacerze z córeczką.

- Jedyny problem to to, iż zapomniano je odśnieżać.

Dlaczego nie zaprojektowano wind? Mamy odpowiedź ZDiT

Wielu mieszkańców podkreśla, iż najlepszym rozwiązaniem byłyby windy - choćby jeżeli drogie w budowie i utrzymaniu. Pojawia się pytanie, dlaczego nie przewidziano ich już na etapie projektu.

- Przy projektowaniu kładek analizowano różne rozwiązania, jednak zdecydowano się na uniwersalne i sprawdzone formy dostępności. Doświadczenia z innych części miasta pokazują, iż windy są często narażone na wandalizm i awarie, co w praktyce mogłoby całkowicie uniemożliwić osobom z ograniczoną mobilnością przedostanie się na drugą stronę ulicy

- informuje Tomasz Śliwiński z Zarządu Dróg i Transportu w Łodzi.

Jak dodaje, zastosowane podjazdy umożliwiają korzystanie z kładek osobom poruszającym się na wózkach, rodzicom z wózkami dziecięcymi, rowerzystom oraz pieszym, którzy nie chcą korzystać ze schodów. Jednocześnie przejścia nadziemne mają znacząco zwiększać bezpieczeństwo w porównaniu z przejściami przez jezdnię.

https://tulodz.pl/mpk-lodz/uwaga-pasazerowie-wazne-linie-mpk-lodz-jezdza-inaczej/BpU1o4H07dyUoX2FGldo
Idź do oryginalnego materiału