Wystarczył deszcz. Wystarczył przymrozek. Wystarczyła chwila chaosu, aby obnażyć prawdę o stanie zarządzania w polskich miastach, gminach i powiatach. Z plakatów wciąż patrzą uśmiechnięte twarze, z kampanijnych haseł płyną obietnice transparentności, sprawczości i odpowiedzialności. W praktyce jednak wystarczyło obniżyć temperaturę o kilka stopni, by ten wizerunek rozsypał się jak domek z kart.
Nie doszło do katastrofy naturalnej. Nie było wojny ani wielkiej awarii. Była zwykła zimowa mrzawka i lekki mróz – zjawiska całkowicie przewidywalne, zapowiadane z wyprzedzeniem i doskonale znane w polskim klimacie. A mimo to administracja publiczna w wielu miejscach kraju kompletnie się pogubiła.
Chaos zamiast zarządzania
Decyzje dotyczące szkół zapadały w ostatniej chwili albo wcale. Komunikaty pojawiały się po fakcie, często wyłącznie w mediach społecznościowych, bez oficjalnych informacji na stronach urzędów. Rodzice dowiadywali się rano, iż ich dzieci mają iść do szkoły lub iż jednak zajęć nie będzie. Służby działały reaktywnie, a nie prewencyjnie. O koordynacji nie było mowy.
To nie był egzamin maturalny. To nie był test zarządzania kryzysowego na najwyższym poziomie. To była zwykła kartkówka z podstawowych obowiązków samorządu. Kartkówka, którą większość oblała.
Prawdziwy test dopiero przed nami
Jeżeli przy lekkim przymrozku system się sypie, to co stanie się w sytuacji realnego zagrożenia? Co, jeżeli zabraknie prądu? Co, jeżeli padnie łączność? Co, jeżeli pojawi się zagrożenie militarne lub masowa awaria infrastruktury krytycznej?
Dziś prezydenci miast, wójtowie i sołtysi pokazali, iż nie są przygotowani choćby na podstawowe scenariusze. A to oni odpowiadają za bezpieczeństwo mieszkańców. To oni powinni planować, przewidywać i reagować z wyprzedzeniem. Tymczasem w wielu przypadkach zabrakło elementarnych decyzji i odwagi do ich podjęcia.
Klęska kompetencyjna, nie pogodowa
Niektórzy samorządowcy zdali ten test. W kilku miejscach decyzje były szybkie, komunikacja jasna, a działania skoordynowane. Ale to wyjątki. Około dziewięćdziesiąt procent lokalnych władz nie poradziło sobie z sytuacją, którą można było przewidzieć i przygotować dzień wcześniej.
To nie była klęska żywiołowa. To była klęska kompetencyjna.
I właśnie to powinno najbardziej niepokoić mieszkańców. Bo jeżeli państwo i samorząd zawodzą w najprostszych sprawach, to trudno wierzyć, iż poradzą sobie wtedy, gdy stawka będzie naprawdę wysoka.
Wnioski dla wyborców
Ten zimowy epizod powinien zostać zapamiętany nie jako kaprys pogody, ale jako ostrzeżenie. Polityka lokalna to nie kampanijne uśmiechy i obietnice bez pokrycia. To codzienna odpowiedzialność za bezpieczeństwo ludzi.
Dzisiejsza kartkówka została sprawdzona. Wyniki są znane. I wielu polityków powinno poważnie zastanowić się, czy w ogóle nadaje się do pełnienia funkcji, które wymagają nie słów, ale realnych kompetencji.

2 godzin temu












