Można zachwycać się misternymi koronami, kolorowymi strojami i długim korowodem. Ale wojewódzkie dożynki w Kluczborku mają sens przede wszystkim wtedy, gdy za tym wszystkim widzimy ludzi. Tych, którzy przez cały rok pracowali na ziemi, patrzyli w niebo, czekali na deszcz, liczyli straty po upałach, a mimo wszystko zebrali plony. W niedzielę Kluczbork stał się opolską stolicą rolnictwa – i było za co dziękować, choć łatwy rok to nie był.
Szymon Ogłaza, marszałek województwa opolskiego, patrząc na dożynkowy korowód, zwrócił uwagę właśnie na to, co najłatwiej przeoczyć. Korony są piękne, stroje efektowne, a tradycja widowiskowa, ale przecież nie o samo widowisko tutaj chodzi.
– Patrząc dziś na dożynkowy korowód w Kluczborku, widzę coś więcej niż piękne korony, stroje i symbole plonów. Widzę szacunek do ziemi, ogrom pracy i siłę tradycji, która od pokoleń buduje tożsamość naszego regionu. W takich chwilach szczególnie mocno wybrzmiewa, jak wiele znaczy wspólnota i pamięć o tym, skąd wyrastamy – mówi Szymon Ogłaza, marszałek województwa opolskiego.
I chyba właśnie od tego trzeba zacząć opowieść o tegorocznych Dożynkach Wojewódzkich.
Bo można zrobić dożynki bez wielkiej sceny. Można bez gwiazdy wieczoru. Pewnie choćby bez oficjalnych przemówień. Ale nie da się zrobić prawdziwych dożynek bez rolników, chleba i świadomości, ile pracy kosztowało to, co dziś uroczyście niesiono ulicami Kluczborka.
Święto rozpoczęła msza dziękczynna w kościele pw. Matki Bożej Wspomożenia Wiernych. Później ulicami miasta ruszył korowód. Blisko 50 delegacji z opolskich sołectw, stroje ludowe, wozy, symbole plonów i – przede wszystkim – korony żniwne. Korowód dotarł na stadion przy ulicy Sportowej, gdzie odbyła się wojewódzka gala dożynkowa i tradycyjne dzielenie chleba.
Ten chleb w tym roku ma trochę inny smak. Bo pogoda rolnikom nie pomagała.
Najpierw grad, potem brak wody, później ekstremalnie wysokie temperatury. W wielu miejscach Opolszczyzny rolnicy przez tygodnie patrzyli na wysychające pola. Szczególnie ucierpiała kukurydza, słabszy był również rzepak, straty dotknęły zbóż.
A jednak plony zebrano.
– Susza miała istotny wpływ na plony, ale finalnie nie było tak źle. Jest za co dziękować i jest komu dziękować, a przede wszystkim jest po co być razem. I to jest chyba najważniejsze – mówi Szymon Ogłaza. – Dożynki to przede wszystkim tradycja, przywiązanie do naszej wspólnej tożsamości i pokazanie, jak jesteśmy różni.
To „jest po co być razem” brzmi może mniej efektownie niż wszystkie oficjalne formuły wygłaszane przy okazji święta plonów, ale trafia w sedno. Wieś bardzo się zmieniła. Dzisiejsze gospodarstwo coraz częściej przypomina nowoczesne przedsiębiorstwo, pełne elektroniki, precyzyjnych maszyn i technologii. Nie zmieniła się natomiast jedna rzecz: rolnik przez cały czas nie ma żadnego przycisku, którym może włączyć deszcz albo wyłączyć trzydziestokilkustopniowy upał.
Jerzy Sewielski, prezes Izby Rolniczej w Opolu, nie ukrywał, iż tegoroczny sezon dał rolnikom mocno w kość.
– To był bardzo ciężki rok dla rolników. Począwszy od gradobicia, przez suszę, po ekstremalnie wysokie temperatury. Ale mimo wszystko udało się zebrać plony. Dzisiaj mamy święto i mamy za co dziękować wszystkim rolnikom, którzy tak ciężko pracowali. Mamy chleb i myślę, iż nikomu tego chleba nie zabraknie – podkreśla Jerzy Sewielski.
I właśnie dlatego dożynkowy bochen chleba nie powinien być traktowany jak obowiązkowy rekwizyt do zdjęcia samorządowców. Za nim naprawdę stoją miesiące pracy.
Rolnicy obecni w Kluczborku mówili wprost: deszczu było za mało. Arnold, rolnik z Jełowej, szacował, iż w niektórych uprawach straty sięgały 30-40 procent. Najbardziej dostała kukurydza, choć problemy dotknęły również zbóż.
– Mało deszczu i to spowodowało utratę plonów. Do tego doszły upały. Kukurydza oberwała przede wszystkim, w mniejszym stopniu zboża. Patrząc na średnią z pięciu lat, to jedne z niższych zbiorów – mówi Arnold, rolnik z Jełowej.
O skutkach suszy mówiła również Sandra Markowska z sołectwa Głogówek-Winiary.
– Jako rolnicy widzimy, iż susza bardzo mocno wpłynęła na tegoroczne plony, szczególnie na uprawy rzepaku. Ale było z czego wyplatać koronę – mówi Sandra Markowska.
A koron w tym roku rzeczywiście nie zabrakło.
Do wojewódzkiego konkursu zgłoszono ich aż 47 – rekordowo dużo. Trzydzieści rywalizuje w kategorii koron kłosowo-ziarnkowych, jedna w kategorii koron ziarnkowych i prac plastycznych, a aż 16 zgłoszono jako debiuty.
To ostatnie szczególnie cieszy. Bo skoro pojawiają się debiutanci, to znaczy, iż ktoś jeszcze chce nauczyć się tej trudnej, cierpliwej roboty. Że ktoś siada przy stole ze starszymi mieszkańcami wsi, bierze do ręki kłosy, ziarna i nici i uczy się czegoś, czego nie da się zachować w muzealnej gablocie, jeżeli nie będzie kolejnych ludzi gotowych to robić.
– W tym roku mamy szczególną liczbę zgłoszeń. To 47 koron w trzech kategoriach. Mamy 30 koron kłosowo-ziarnkowych, jedną koronę w kategorii ziarnkowej i prac plastycznych oraz aż 16 debiutów – wylicza Monika Jodko, zastępca dyrektora Departamentu Rozwoju Wsi i Rolnictwa Urzędu Marszałkowskiego Województwa Opolskiego.
Najlepsi otrzymają nagrody – 3 tysiące złotych za pierwsze miejsce, 2,5 tysiąca za drugie i 2 tysiące za trzecie.
Ale kto choć raz widział z bliska porządną koronę żniwną i dowiedział się, ile godzin potrzeba na jej przygotowanie, wie, iż te pieniądze nie są żadną zapłatą za wykonaną pracę. To raczej symboliczne podziękowanie.
Bo koron nie robi się dla pieniędzy.
Robi się je trochę dla swojej wsi, trochę dla sąsiadów, trochę dla tych, którzy robili je wcześniej. I trochę po to, żeby za kilka czy kilkanaście lat ktoś inny wiedział jeszcze, dlaczego po zakończeniu żniw ludzie spotykali się razem.
Właśnie dlatego zdanie Ogłazy o „pamięci o tym, skąd wyrastamy” dobrze opisuje tegoroczne święto.
Dożynki bywają traktowane jako sympatyczny folklor: korona, chleb, orkiestra, zdjęcie, koncert i do domu. Tymczasem ich sens jest znacznie poważniejszy. To jeden z niewielu dni w roku, kiedy głośno przypominamy sobie rzecz banalną, ale często zapominaną – żywność nie zaczyna swojego życia na sklepowej półce.
Zanim pojawi się tam bochenek chleba, ktoś musi wyjechać w pole.
I musi zrobić to także wtedy, kiedy jest niedziela, kiedy pada albo właśnie nie pada od wielu tygodni, kiedy pali słońce, kiedy ceny nawozów idą w górę, kiedy za zboże płacą za mało i kiedy rachunek ekonomiczny zaczyna się niebezpiecznie rozjeżdżać.
Dlatego dzisiaj w Kluczborku można się bawić. I należy się bawić.
Po oficjalnej części wojewódzkie święto plonów trwa dalej, a o godz. 19.00 na scenie ma pojawić się zespół „Daj To Głośniej”.
Najpierw jednak był chleb.
I dobrze, iż właśnie od niego zaczęto. Bo można mieć na dożynkach najpiękniejszą scenę, największy korowód i najdroższą gwiazdę. Ale bez ludzi, którzy ten chleb wypracowali, nie byłoby czego świętować.
Fot. Powiat Kluczborski, UMWO, UWWO











![Błysk geniuszu Yamala. "Co to jest za bramka!" [WIDEO]](https://sf-administracja.wpcdn.pl/storage2/featured_original/6a9d819514edf8_39244727.jpg)



