Stoi na stacji lokomotywa, ciężka, ogromna i… tak dalej i tak dalej.
Wszyscy znamy od dziecka ten wiersz Juliana Tuwima, a teraz – już jako dorośli Kaliszanie - poznajemy jednoosobowe zasługi prezydenta Kalisza w zakresie powstania i funkcjonowania Kalisko Ostrowskiej Kolei Aglomeracyjnej (KOKA).
Tak przynajmniej wynika z billboardów reklamowych umieszczonych w Kaliszu i Pleszewie. I to właśnie z Pleszewa przyszedł pierwszy sygnały nawołujące do opamiętania.

na fot.: billboard w Pleszewie przy ul. Hallera
Faktycznie te pytania są jak najbardziej zasadne.
Dokładamy do nich jeszcze te:
- Ile dokładnie takich billboardów jest eksponowanych w tej chwili (i ile będzie docelowo) i gdzie są/będą dokładnie zlokalizowane
- Jaki jest koszt tej kampanii promocyjnej i z dokładnie jakiej części budżetu pochodzi?
Napisaliśmy tej sprawie do rzecznika kaliskiego ratusza.
Zwróciliśmy się także do Urzędu Marszałkowskiego Województwa Wielkopolskiego z pytaniem o procentowy szacunek wkładu poszczególnych samorządów wchodzących w skład AKO i innych podmiotów w funkcjonowanie tego ze wszech miar pożytecznego projektu. Pytamy, bo na billboardzie próżno szukać choćby malutkiej wzmianki czy logo UMWW lub Kolei Wielkopolskich. To może rodzić wśród Kaliszan podejrzenie, iż jako prężnie rozwijające się miasto być może budujemy torowiska kolejowe, a choćby kupujemy i utrzymujemy nowoczesne pociągi. A to (nomen omen) z kolei może niepotrzebnie rozbudzać apetyty obywateli: np. na metro, albo chociaż tramwaj. A wszystko zależy po prostu od podpisu prezydenta Kalisza, który zajmuje niemała część billboardu…
Póki co, wg co eksponowanych reklam, prezydent Kinastowski jest maszynistą, zawiadowca i dróżnikiem w jednej osobie.
A jeżeli chodzi o Kolej Dużych Prędkości to czasem choćby i szlabanem. Dla określonej opcji i trasy, oczywiście.
Autor:
















