Przyszłość oddziału położniczego i neonatologicznego w szpitalu w Nowej Dębie wisi na włosku. Władze powiatu tarnobrzeskiego przygotowują decyzję o wygaszeniu obu oddziałów, co ma nastąpić w najbliższych tygodniach – prawdopodobnie w maju 2026 roku. Dla mieszkanek regionu oznacza to kolejny, bardzo konkretny cios w dostęp do lokalnej opieki okołoporodowej.
Ekonomia kontra demografia
Jako główne powody planowanego zamknięcia wskazuje się względy ekonomiczne oraz niż demograficzny. Utrzymanie oddziałów położnictwa i neonatologii przy malejącej liczbie porodów generuje rosnące straty dla całego szpitala. Wicestarosta tarnobrzeski Wojciech Śmiech przyznaje wprost, iż to właśnie te dwa oddziały „ciągną szpital w dół” i nie ma realnych perspektyw, aby sytuacja finansowa w najbliższych latach się poprawiła.
Według jego deklaracji, gdyby odliczyć kwoty dokładane co miesiąc do położnictwa i neonatologii, szpital wyszedłby „na plus”, dlatego – jak tłumaczy – z dwojga złego lepiej zamknąć dwa oddziały niż ryzykować stabilność całej placówki. Ostateczna decyzja ma zapaść po posiedzeniach Rady Społecznej szpitala i Rady Powiatu, zaplanowanych na przełom marca i kwietnia.
Sprawa budzi szczególne emocje, bo jeszcze 19 stycznia 2026 roku starosta tarnobrzeski Paweł Bartoszek publicznie zapewniał, iż nie ma żadnych planów likwidacji oddziału ginekologiczno‑położniczego w Nowej Dębie. W rozmowie z lokalnym portalem InfoNowaDeba.pl mówił, iż nie toczą się żadne formalne rozmowy ani działania, które prowadziłyby do zamknięcia oddziału. Dwa miesiące później okazuje się, iż scenariusz wygaszenia porodówki jest już realny i zaawansowany. To kolejna sytuacja, w której – jak wskazują lokalni radni opozycyjni – władze najpierw uspokajają opinię publiczną, a następnie wprowadzają kontrowersyjne decyzje dotyczące kluczowych dla mieszkańców placówek. Radny powiatowy Tomasz Zieliński ostro krytykuje działania zarządu powiatu, mówiąc o „demontażu” podległych mu instytucji. Przypomina, iż w ostatnich latach doszło już do próby likwidacji liceum, zamknięcia oddziału płucnego w szpitalu, a teraz na liście jest porodówka.
Zieliński podkreśla, iż zarząd powiatu nie informował radnych wprost o planach dotyczących szpitala, a gdy pierwsze sygnały pojawiły się w mediach, część lokalnych redakcji publikowała uspokajające materiały sugerujące, iż „nic się nie dzieje” i realizowane są jedynie rozmowy. Jego zdaniem zamknięcie oddziału położniczego może być dopiero początkiem – jeżeli dojdzie do łączenia szpitali, zagrożone mogą być kolejne oddziały.
Znikające porodówki na Podkarpaciu
Nowa Dęba nie jest wyjątkiem, ale częścią szerszego procesu. Z mapy Podkarpacia w ostatnich latach zniknęło już sześć porodówek: w Ustrzykach Dolnych, Leżajsku, Nisku, Przeworsku, Sanoku i Lesku. Obecnie w województwie działa 15 oddziałów położniczych, w tym cztery w rzeszowskich szpitalach (Kliniczny Szpital Wojewódzki nr 2 im. św. Jadwigi Królowej (ul. Lwowska) – oddział ginekologiczno‑położniczy, Kliniczny Szpital Uniwersytecki nr 1 (dawny Szpital nr 1, ul. Szopena) – oddział położniczo‑ginekologiczny, Szpital MSWiA w Rzeszowie – oddział ginekologiczno‑położniczy, Szpital Specjalistyczny PRO-FAMILIA w Rzeszowie – oddział położniczy z traktem porodowym).
Sprawa leskiej porodówki stała się niedawno ogólnopolskim tematem po wypowiedzi premiera Donalda Tuska, który w programie telewizyjnym stwierdził, iż oddział „nie został zamknięty”, a utrzymywanie placówek z bardzo małą liczbą porodów bywa wątpliwe finansowo i organizacyjnie. Personel szpitala w Lesku oraz związki zawodowe odpowiedziały, iż oddział realnie nie działa od początku 2026 roku, po zawieszeniu jego pracy od 1 lipca do 31 grudnia 2025 roku i rozwiązaniu umowy z NFZ z końcem 2025 roku.
Ekonomia kontra bezpieczeństwo kobiet
Z danych cytowanych przez Ministerstwo Zdrowia wynika, iż w Lesku w 2025 roku odebrano zaledwie 74 porody, a oddział od lat był nierentowny, co – obok braków kadrowych i remontu – doprowadziło do wygaszenia działalności. Podobne argumenty – niski poziom porodów, wysokie koszty, brak personelu – padają dziś w dyskusji o przyszłości porodówki w Nowej Dębie. Krytycy tej polityki zwracają jednak uwagę na konsekwencje dla mieszkanek regionu: po zamknięciu kolejnych oddziałów kobiety w ciąży muszą pokonywać kilkadziesiąt, a czasem choćby ponad sto kilometrów, by dotrzeć do najbliższej porodówki. W praktyce dla części rodzin oznacza to dodatkowy stres, ryzyko transportu w zaawansowanej ciąży i poczucie, iż ich bezpieczeństwo stało się elementem bilansów finansowych.
Co dalej z Nową Dębą?
Na razie oddział położniczy i neonatologiczny w Nowej Dębie wciąż funkcjonuje, ale perspektywa jego wygaszenia w najbliższych tygodniach jest coraz bardziej realna. Władze powiatu podkreślają, iż decyzja jest „bardzo trudna, ale konieczna” i ma ochronić szpital przed poważniejszymi problemami finansowymi, jednocześnie deklarując poszukiwanie rozwiązań dla personelu likwidowanych oddziałów.
Dla przyszłych rodziców z Nowej Dęby i okolic oznacza to jednak, iż niedługo – podobnie jak mieszkańcy innych części Podkarpacia – będą musieli szukać porodówki znacznie dalej od domu. Czy argumenty ekonomiczne przeważą nad argumentem dostępności podstawowej opieki okołoporodowej, rozstrzygną decyzje, które zapadną w kwietniu na poziomie powiatu.

2 godzin temu











