Podwyżka „symboliczna”, ale wciąż podwyżka
Na autostradzie A4 Katowice–Kraków, jednej z najbardziej dochodowych tras koncesyjnych w Polsce, od 1 kwietnia 2026 r. mają wzrosnąć stawki za przejazd. Dla kierowców aut osobowych to +1 zł na bramce (czyli 18 zł za przejazd przez jeden plac poboru), dla ciężarowych +3 zł (do 55 zł). Zarządca – Stalexport Autostrada Małopolska – tłumaczy zmianę rosnącymi kosztami utrzymania i inwestycjami przed końcem koncesji.
Scenariusz znany kierowcom: „ostatnia korekta” przed końcem
Tyle iż z perspektywy kierowców to wygląda jak bardzo znajomy scenariusz: kiedy kończy się czas „złotych żniw”, pojawia się jeszcze jedna korekta „symboliczna”, „mało odczuwalna”, „konieczna”. A przecież mówimy o trasie, która od lat jest dla wielu mieszkańców Małopolski i Śląska synonimem jednej rzeczy: płacenia za przejazd w standardzie, który dawno powinien być normą, a nie luksusem.
Inwestycje to obowiązek, nie bonus
Zarządca podkreśla, iż w 2025 r. oddano ok. 35 km nowej jezdni, a w 2026 r. ma zostać wyremontowane kolejne 32 km, tak by cała trasa do końca roku miała nową nawierzchnię. I bardzo dobrze – tylko iż dokładnie do tego zobowiązuje umowa: autostrada ma zostać przekazana stronie publicznej w bardzo dobrym stanie. To nie jest „bonus”, tylko obowiązek.
Po co jeszcze „złotówka” na finiszu?
W tym kontekście pytanie brzmi prosto: jeśli koncesja kończy się w marcu przyszłego roku, a Minister Dariusz Klimczak zapowiada zniesienie opłat dla osobówek od marca 2027 r., to po co jeszcze teraz dokładać kierowcom, choćby tę „złotówkę”? To jest dosłownie ostatnia prosta. Ostatni moment, kiedy można jeszcze „dokręcić” stawkę w systemie, który i tak ma się skończyć.
Argumenty spółki kontra argument kierowców
Oczywiście, spółka ma argumenty: inflacja, koszty materiałów, wykonawców, utrzymanie przepustowości. Tylko iż kierowcy mają argument równie mocny: przez lata płacili jedne z najwyżej odczuwalnych opłat drogowych w kraju, a autostrada pełni rolę kręgosłupa komunikacyjnego dla dwóch największych aglomeracji południa Polski. To nie jest trasa „okazjonalna”. To dla wielu ludzi codzienność: praca, dojazdy, biznes, logistyka.
„Drukarka pieniędzy” i pokusa „jeszcze trochę”
W dodatku, skoro – jak informuje spółka – beneficjentem zysków jest także Skarb Państwa (wskazywana kwota 126,5 mln zł w 2024 r. i ponad 600 mln zł od 2018 r.), to tym bardziej trudno oprzeć się wrażeniu, iż system przez lata działał jak drukarka pieniędzy, a teraz, gdy zegar koncesji dobiega końca, pojawia się pokusa „jeszcze trochę”.
Gest w drugą stronę zamiast korekty stawek
Można więc powiedzieć wprost: kończy się eldorado. I właśnie dlatego tym bardziej wypadałoby wykonać gest w drugą stronę – nie podwyżką, tylko choćby utrzymaniem stawek bez zmian. Zwłaszcza iż sama spółka przyznaje, iż obecne opłaty są „dalekie” od maksymalnych dopuszczalnych – co tylko pokazuje, iż jest tu przestrzeń na decyzję bardziej prospołeczną, a nie „na ostatniej prostej”.
Ostatni rok: mniej frustracji, więcej zaufania
Jeśli naprawdę zależy nam na budowaniu zaufania do tego, co ma nadejść po koncesji, to ostatni rok powinien być czasem minimalizowania frustracji kierowców, a nie dokładania im kolejnej cegiełki do rachunku. Bo niezależnie od tego, jak elegancko nazwiemy podwyżkę – kierowcy i tak odbiorą ją po swojemu: jako łupienie na finiszu, kiedy już wiadomo, iż kasa niedługo przestanie dzwonić tak jak dotąd.

1 godzina temu



![Trzy nowe linie autobusowe. Łatwiejszy dojazd do Ostrołęki [ROZKŁAD JAZDY]](https://www.eostroleka.pl/luba/dane/pliki/zdjecia/pexels-l-minh-977213.jpg)
![Tramwaj zderzył się z autobusem, a karetka z osobówką. Co się stało na Grabiszyńskiej? [ZDJĘCIA]](http://www.radiowroclaw.pl/img/articles/157701/LK3yuA7MAR.jpg)








