Od kilku lat obserwujemy w Płocku preludium do katastrofy demograficznej. Załamanie trendu urodzeń wśród Płocczan widać od 2020 roku, kiedy to po raz pierwszy w najnowszej historii na świat przyszło mniej niż 1000 dzieci. Pięć lat później liczby są jeszcze bardziej alarmujące, bo w całym 2025 roku urodziło się niespełna 600 dzieci! Nie można wykluczyć, iż w 2026 roku ta liczba spadnie poniżej 500.
Te liczby najszybciej "dotarły" do przedszkoli i to wyraźnie odbija się na różnicach pomiędzy liczbą 6-latków, którzy przechodzą do szkół podstawowych, a 3-latków, którzy są rekrutowani. Tylko w poprzednim roku szkolnym w miejskich przedszkolach uruchomiono o 11 oddziałów przedszkolnych mniej, a szacunki, w zasadzie graniczące z pewnością, wskazują, iż we wrześniu 2026 otworzy się o kolejnych 17 oddziałów przedszkolnych mniej. To 28 oddziałów przedszkolnych w zaledwie 2 lata.
https://portalplock.pl/wiadomosci/zawieszone-rekrutacje-wsciekli-rodzice-temat-polityczny-i-goracy-ale-czy-decyzje-moglby-byc-inne-dzis-mamy-450-wolnych-miejsc/xFHNt3XZbcgwDLfw5GkQRatusz stanął więc w obliczu podjęcia trudnych decyzji, bo zamykanie i wygaszanie placówek oświatowych to zawsze trudny wybór. Władze zapewniają, iż wszystko odbywa się zgodnie z logiką i planem, ale nie wszystkich to przekonuje. Wśród nich jest m.in. grupa rodziców dzieci z Miejskiego Przedszkola nr 14, a także Marek Tucholski, przedstawiciciel Konfederacji.
Marek Tucholski: kompletnie nie ma tam żadnego planu
Zarzucił Pan władzom miasta brak planu, brak jakichś konsekwencji przy temacie przedszkoli. Na dziś zlikwidowane będzie Miejskie Przedszkole nr 27, w 5 innych nie będzie utworzona grupa trzylatków. Ratusz tłumaczy to potrzebą dostosowania systemu sieci przedszkoli do obecnej sytuacji demografi cznej. Gdzie pan dostrzega brak planu?
Marek Tucholski: Zacznijmy od tego, iż mamy zjazd demograficzny w całym kraju. Od 2020 roku jest on bardzo widoczny. Wcześniej był dość stabilny – 300 tysięcy urodzeń i to się trzymało z lekkim spadkiem. Oczywiście w Płocku też mieliśmy podobne statystyki w stosunku do reszty kraju, to znaczy proporcje były mniej więcej takie same. Natomiast od 2020 roku mamy zjazd – już wtedy było jasne, iż za chwilę będzie problem z przedszkolami, szkołami podstawowymi i później średnimi. To jest tak, iż teraz nagle, jesienią 2025 roku, bez konsultacji, bez poinformowania rodziców tak na dobrą sprawę, likwiduje się przedszkola – w moim przekonaniu „na pałę”, bez jakiegokolwiek planu. Już nie mówię o komunikacji, bo to w ogóle leży – z rodzicami i nauczycielami nikt się nie konsultował, z tego co wiem.
Już od kilku lat wiemy, co się dzieje i od kilku lat powinny być jasne komunikaty, iż będziemy wygaszać przedszkola, bo to, co w tej chwili się dzieje, czyli brak rekrutacji do najmłodszych roczników, oznacza, iż tak naprawdę będą wygaszane. W ciągu dwóch, trzech lat te przedszkola przestaną istnieć.
Tego inaczej nie da się zrobić. Ratusz chciał likwidować trzy przedszkola już od września 2026 roku, co by oznaczało, iż całe grupy by przechodziły z tych jeszcze dwóch innych przedszkoli do innych placówek, w których są warunki lokalowe. Po konsultacjach, czy nazwijmy to może sporem, doszło do konsensusu - zlikwidowano jedno przedszkole, a te dwa inne jakby zostawiono, z zastrzeżeniem, iż teraz się tam po prostu rekrutacja do trzylatków nie odbywa.
To jest właśnie ten brak planu, ponieważ gdyby rzeczywiście miasto miało twardy, jasny plan, jak ma to realizować, to nie zmieniałoby decyzji nagle, moim zdaniem, choćby pod presją rodziców. Dobry plan zakłada, iż wszystkie argumenty zostały już przedstawione i nie ma pola do manewru. Ta nagła zmiana decyzji, która miała miejsce jesienią, jest tym bardziej absurdalna, iż jeszcze w sierpniu pan prezydent w kwestii przedszkola nr 9 chwalił się, iż oddano blok żywieniowy za ponad milion złotych, a już w październiku chciał likwidować przedszkole. To oznacza, iż tam kompletnie nie było żadnego planu – o ile inwestuje się w coś, to się tego za chwilę nie zamyka.
W kwestii przedszkola nr 14 też mieliśmy przygotowania do modernizacji bloku żywieniowego. W 2024 roku z budżetu miasta wydano 76 tysięcy złotych na opracowanie kompleksowej dokumentacji projektowo-kosztorysowej modernizacji bloku żywieniowego. 77 tysięcy wydano w 2024 roku na podobną dokumentację w przedszkolu nr 9. Co to oznacza? To oznacza, iż na same dokumentacje wydano 150 tysięcy złotych – na rok przed decyzją o likwidacji przedszkoli. Później jeszcze w przedszkolu nr 9 ponad milion złotych wpompowano w blok żywieniowy. To świadczy o tym, iż kompletnie nie ma tam żadnego planu. Pieniądze wydawano, mimo iż kilka miesięcy później decydowano się na likwidację tych przedszkoli.
W Miejskim Przedszkolu nr 14 rodzice zadeklarowali sami, iż przyniosą deklaracje dzieci na utworzenie grupy. Przynieśli je w ubiegły piątek do prezydenta Jankowskiego. W tej chwili, z tego co już słyszę od rodziców, mają więcej chętnych niż wynosi maksymalna liczba w grupie przedszkolnej, czyli więcej niż ustawowa granica 25 dzieci. Druga sprawa to dane z tego przedszkola, na które czekałem znacznie dłużej, niż powinienem. To też jest ciekawe, bo o ile tam mieli jakiś plan, o ile śledzili wszystkie dane i liczby, to powinni te liczby mieć niemal w głowie, a przynajmniej pod ręką. Pytałem ich o to, ile kosztuje utrzymanie dziecka w płockich przedszkolach i ile kosztuje utrzymanie dziecka w przedszkolu nr 14. To jest interesująca rzecz. Średnio w płockich przedszkolach utrzymanie dziecka kosztuje w ciągu roku 27 313 zł. A wie pan, ile kosztuje przedszkolu nr 14? 23 000 zł. To ponad 4 000 zł mniej. Tylko w 2024 roku miasto na przedszkolu nr 14 zaoszczędziło prawie 600 tys. zł.
Więc tak: w przedszkolu nr 14 mamy rodziców, którzy zapewniają pełną grupę, a choćby więcej, przedszkole przynosi miastu oszczędności i jest wielu rodziców chętnych zaprowadzać tam dzieci, a mimo to miasto chce je likwidować. O ile MP9 ma mniej dzieci, o tyle MP14 ma więcej dzieci i niskie koszty. Rodzice sami deklarują, iż będą zapewniać „klientów”, czyli dzieci na przyszłe lata, a miasto mówi twarde „nie, nie będziemy odstępować od wygaszania”. Co to znaczy? To znaczy, iż tam nikt nie kalkuluje, tam nikt nie sprawdza, jak to faktycznie jest. Byłem na spotkaniu w piątek z panem prezydentem Jankowskim i z rodzicami. Zadałem kilka niewygodnych pytań, na które nie otrzymałem odpowiedzi. Pan prezydent Jankowski – co interesujące – na liczby, które podałem odnośnie kosztów w przedszkolu nr 14, był zaskoczony i to mnie dziwi. To potwierdziło tylko moje obawy, iż tam kompletnie nie ma żadnego planu, iż nikt tak na dobrą sprawę niczego nie liczy, tylko bazuje się na tym, ile dzieci zgłosiło się w poprzednich latach, nie biorąc pod uwagę, ile faktycznie tych dzieci było w grupach, bo to są dwie różne rzeczy. I zanim jeszcze w ogóle rekrutacja nastąpiła, zdecydowano o wygaszaniu naboru na trzylatków w przedszkolu nr 14.
To akurat jest zrozumiałe moim zdaniem.
No właśnie nie do końca, bo rodzice jeszcze przed rekrutacją zapewnili pełną grupę. A gdyby teraz trwała rekrutacja, już mielibyśmy ponad jedną grupę w tym przedszkolu i to jest załatwione przez rodziców. To też jest niedocenione przez miasto, iż rodzice sami za takimi sprawami biegają. A powinno być docenione, bo to jest rzadkość, żeby rodzice tak się angażowali w życie jednostki, jaką jest przedszkole, która jest też istotna dla osiedla.
Ja tu właśnie skupiam się na przedszkolu nr 14, bo w tym miejscu widać po pierwsze, iż nie ma argumentu za jego wygaszaniem ani finansowego, ani logistycznego. Żadnego. Tam dzieci po prostu są, rodzice są chętni posłać tam dzieci. Utrzymanie tego przedszkola kosztuje mniej innych przedszkoli, więc jaki jest argument za likwidacją w ciągu dwóch, trzech lat tego przedszkola? Moim zdaniem nie ma żadnego racjonalnego argumentu i mówiłem o tym prezydentowi Jankowskiemu. Pytałem go, jakie są w tej chwili argumenty, na co usłyszałem, iż po prostu mają taki plan. Jak zacząłem się pytać o kryteria, jakie przyjmowano, to okazało się, iż są dosyć mętne i polegają tylko na tym, iż z ich statystyk coś wynika, na co wytknąłem błędy metodologiczne, bo o ile z ich statystyk wynika, iż tam nie ma chętnych, a rodzice jeszcze przed rozpoczęciem rekrutacji przynoszą pakiet deklaracji, to chyba coś tu się nie zgadza.
Miejskie Przedszkole nr 14 to jest osiedle Miodowa. Niedawno pisałem artykuł dotyczący wyludniania się Płocka i poszczególnych dzielnic, bo to możemy policzyć. Oczywiście to nie jest idealna statystyka, bo prawdopodobnie obejmuje tylko zameldowane osoby. Niemniej ona jest taka sama wszędzie, a liczby jednak nie kłamią - Miodowa jest jednym z najszybciej wyludniających się osiedli w tym mieście. Nałóżmy na to ogólny spadek demografi i i mamy decyzję taką, żeby wygasić starszy budynek, a pozostawić w przeżyciu młodsze lub wręcz zupełnie nowe, bo alternatywą dla przedszkola nr 14, są placówki nr 3 i 16. Z moich wyliczeń wynika, iż nigdy nie ma dalej niż 900 metrów licząc od budynku do budynku.
Finalnie na Skarpie może zostać w przyszłości tylko jedno przedszkole, o ile będą wygaszać tak, jak mają w planie. Ja rozumiem statystyki demograficzne jak najbardziej.
Myślę, iż taki rachunek miasto wzięło pod uwagę – zostawimy nowe budynki, a wygasimy przedszkola w starszych budynkach.
Dobrze, czyli teraz będziemy kumulować w jednym budynku dzieci z kilku przedszkoli, bo mamy nowy budynek. Tylko iż to rozmija się po pierwsze z celem, jakim jest dobro dzieci, bo w moim przekonaniu nie jest korzystne tworzenie takich molochów, gdzie jest bardzo dużo dzieci. Raczej mniejsze placówki wpływają korzystniej, ale to już pomijam, bo nie jestem ekspertem.
Ale czasami kalkulacja ekonomiczna wychodzi na korzyść większego przedszkola.
Właśnie okazuje się, iż kalkulacja ekonomiczna pokazuje, iż to na Miodowej jest dużo tańsze w utrzymaniu niż inne. I mówię to na podstawie danych z ratusza od pana wiceprezydenta Jankowskiego, który choćby był zaskoczony, iż je cytuję. To znaczy, iż oni kompletnie nie ogarniają tych danych i nie liczą tego typu rzeczy.
Z jakich powodów to przedszkole jest tańsze, to już kwestia pytania w ratuszu. W moim przekonaniu czynników będzie kilka. Natomiast to absolutnie nie oznacza, iż działają według jakiegoś planu, bo chcą upakować dzieci w kilku wielkich przedszkolach. Co stoi na przeszkodzie, żeby rodzicom oddać zarządzanie tym czy innym przedszkolem? Co stoi na przeszkodzie, żeby pozwolić rodzicom pokazać, iż też mogą prowadzić takie przedszkole? Dlaczego zawsze musi być tak, iż przedszkole, które rodzice chcą utrzymać i deklarują, iż będą zapewniać obsadę grup w kolejnych latach, musi być zarządzane przez miasto?
Chwila, panie Marku. Od deklaracji rodziców z jednego rocznika, do deklaracji na kilka najbliższych lat, bo tak trzeba patrzeć przy zarządzaniu miastem, to pozostało kawałek drogi. Ja wiem iż ludzie dzisiaj coś deklarują, ale za chwilę ta deklaracja może się kompletnie rozmyć.
Rodzice powiedzieli, iż o ile w następnym roku nie zbiorą pełnej grupy dzieci, to nie będą mieli pretensji, o ile przedszkole zostanie zamknięte.
Jest różnica między zamkniętym, a wygaszanym.
Wygaszanie przedszkola trwa trzy lata tak?
Jeżeli nie robi się naboru do grup trzylatków, to zostają czterolatki, pięciolatki, sześciolatki i kiedy ten ostatni rocznik po prostu odchodzi, to przedszkole siłą rzeczy się zamyka.
Dokładnie tak, ale cały czas podkreślam, iż miasto nie ma planu. Wydaje się pieniądze na zamykane przedszkole dwa miesiące przed decyzją o zamknięciu. Pan prezydent z pompą chwali się, iż wyremontowano za ponad milion złotych blok żywieniowy. To jest, w moim przekonaniu, amatorszczyzna. Na te dwa przedszkola – 9 i 14 – w ostatnich kilku latach wydano prawie 2 miliony złotych. o ile od 2020 roku wiemy, iż nadchodzi katastrofa demografi czna i będziemy potrzebowali mniej przedszkoli, to po co było tam inwestować? Pytałem pana prezydenta Jankowskiego, czy były jakieś decyzje, na przykład Sanepidu, które wymuszały remont. Nie potrafi ł mi na to odpowiedzieć.
Staram się postawić w ich sytuacji. Mam 25 przedszkoli podlegających miastu. Mam spadającą liczbę dzieci. Mam w perspektywie kilku lat konieczność zmniejszenia być może choćby o 40–50% liczby przedszkoli w Płocku. Co robię? Przede wszystkim nie wydaję pieniędzy na te, które zamierzam zamknąć. Rozmawiam z rodzicami i dyrekcją, przedstawiam sytuację. Natomiast oni obudzili się w ostatniej chwili, kiedy już drastycznie spada liczba dzieci, kiedy niektóre grupy mogą mieć 5, 7 czy 8 osób, i dopiero teraz reagują nerwowo, chaotycznie. Wkurzają tym ludzi, co jest zrozumiałe, i jednocześnie nie patrzą na koszty, bo albo nie mają czasu, albo nie mają wyobraźni, jak na te koszty patrzeć – inaczej nie zamykaliby przedszkola, które jest tańsze w utrzymaniu i ma świetną renomę.
Słyszę argument ratusza, iż każde Miejskie Przedszkole w Płocku ma bardzo dobrą renomę, tu nie ma raczej skarg na to jak prowadzone są przedszkola.
To bardzo dobrze, natomiast to musi mieć chyba jeszcze lepszą renomę, skoro rodzice przed rozpoczęciem rekrutacji przynoszą dokumenty i chcą tam koniecznie posłać dzieci, a nie na przykład do „siedemnastki” czy do innego.
A ja na przykład rozumiem, iż ludzie lubią w XXI wieku wygodę i nie ma w tym absolutnie nic złego. Może po prostu chcą mieć przedszkole bardzo blisko?
Obok mają też inne przedszkole. Myślę, iż część z tych rodziców może mieć przedszkole bliżej na Zgliczyńskiego czy na Gałczyńskiego – to nie jest wykluczone. Trzeba by dopiero indywidualnie pytać, ale tego miasto też jakoś nie robi. Nie mówię, iż miasto ma rozmawiać z każdym rodzicem o każdym dziecku.
Nie da się dostosować do potrzeb każdego. Gdybyśmy mieli przystanki i trasy autobusów dostosować do wymagań każdego obywatela, to też byśmy wprowadzili chaos komunikacyjny, a koszty by wzrosły.
Dokładnie, natomiast proszę wskazać, w którym przedszkolu rodzice sami zaangażowali się po pierwsze w obronę placówki, a po drugie w przynoszenie deklaracji. To jest jedyne przedszkole, które wykazuje taką aktywność i chociażby z tego względu, gdyby nasi włodarze miejscy mieli trochę instynktu samozachowawczego, uwzględniliby to zaangażowanie rodziców, bo to jest rzadki i bardzo pozytywny przejaw inicjatywy obywatelskiej.
Nie zapominajmy też o jednej bardzo ważnej rzeczy. Ten stan demografi i, który mamy dzisiaj, nie jest jakimś uniwersalnym prawem wszechświata, tylko wynikiem splotu różnych decyzji i działań polityków. W ciągu ostatnich 20 lat przez 10 lat rządziła obecna koalicja rządząca, która również od 16 lat rządzi w Płocku i 20 lat na Mazowszu. Więc chociaż trochę powinni mieć odwagi i powiedzieć, iż też są współodpowiedzialni za tę sytuację.
Akurat nie mówiłbym wiceprezydencie Jankowskim jako winnym tego stanu rzeczy, bo jest młodym politykiem, a po drugie jest wiceprezydentem od półtora roku.
Jeżeli jest w ekipie, która rządzi, bierze odpowiedzialność. Tak samo ja za swoją formację biorę odpowiedzialność.
Ja pana o Grzegorza Brauna czasami nie pytałem, bo osobiście uważam, iż to jest po prostu głupie.
Ale inni pytali.
Mogę się zgodzić, iż komunikacja jest trochę spóźniona, ale z drugiej strony już widzieliśmy w zeszłym roku, iż było o 11 oddziałów przedszkolnych mniej, rok do roku. Już wtedy była podbramkowa sytuacja i z tego co w ratuszu mówią, czy pan Jankowski, czy pani dyrektor Harabasz, były rozmowy z dyrektorami i to nie jest tak, iż to spadło na placówki jak grom z jasnego nieba.
Były rozmowy z dyrektorami, ale nie było rozmów z nauczycielami i rodzicami, czyli z najbardziej zainteresowanymi.
Za to odpowiada dyrekcja konkretnej placówki.
Nie wydaje mi się, bo to miasto podejmuje decyzje. Myślę, iż wokół tych decyzji będzie się jeszcze trochę działo. Natomiast ten brak komunikacji… To jest typowe. Brak komunikacji nie wynika tylko ze złej woli, raczej z niedbalstwa i braku planowania. Bo gdybyśmy mieli to zaplanowane już 2–3 lata temu, byłoby inaczej. Nie jest rolą rodziców śledzić te kwestie. To nie rodzice są od tego.
Ja absolutnie na rodziców bym tego nie zrzucał.
To władze miasta mają odpowiednie komórki i przez ponad miesiąc nie potrafi ą odpowiedzieć na proste pytania w ramach wniosku o dostęp do informacji publicznej, bo tych danych po prostu nie analizują. Gdyby analizowali, prezydent miałby je w głowie i przysłałby informacje. o ile kryterium finansowe nie było istotne, to dlaczego nie otworzyć grup pięcio-, sześcio-, siedmioosobowych? Przecież im mniejsza grupa, tym dzieci lepiej się rozwijają.
Ale to jest absurdalne z punktu widzenia ekonomii.
Oczywiście i wtedy usłyszałem, iż ekonomia jednak ma znaczenie. Kiedy więc przytoczyłem dane przedszkola nr 14, które przynosi oszczędności miastu, pan prezydent był zaskoczony. I to mnie zmartwiło.
Okej, ale trzeba też trzeba zapytać z czego wynikają te oszczędności. Mówię teraz zupełnie hipotetyczne rzeczy - może w tym przedszkolu jest mniej zajęć z języka angielskiego, a są pieniądze na to, żeby było więcej. Z tego co ja usłyszałem w ratuszu, to kiedy dyrektorzy przychodzą do ratusza jako do jednostki prowadzącej i proszą o pieniądze, bo chcą jakiś fajny projekt czy językowy, czy plastyczny, czy artystyczny zrobić, to zwykle te pieniądze się znajdują i oferta konkretnych przedszkoli się poprawia. Widzimy, iż w każdym miejskim przedszkolu jest dzisiaj język angielski, część przedszkoli się przechodzi na dwujęzyczność, co jest krokiem naprzód. Jest przestrzeń i są pieniądze w Płocku na rozwój przedszkoli natomiast z tego, co ja zrozumiałem, to też chodzi o to, iż musimy przeprojektować system przedszkoli tak, żeby przystawał do wyzwań, jakie są przed nami w kontekście kolejnych niżowych roczników.
Będzie tylko gorzej, to jest oczywiste. Skupienie wysiłku wyłącznie na tym, żeby dostosować się do kryzysu, jest błędem. I tak trzeba to zrobić, bo to następuje. Natomiast wysiłek powinien być skupiony na tym, żeby ten kryzys złagodzić albo w jakiś sposób zażegnać. Miasto ma do tego instrumenty. Czemu miasto w ogóle nie stara się o poprawę demografii? Czemu miasto nie stara się bardziej przyciągać rodziców i nauczycieli oraz włączać ich w zarządzanie tymi przedszkolami? Może w przyszłości mniejsze placówki, jednocześnie z ofertą na przykład zajęć popołudniowych, jakiegoś „przechowywania”, przepraszam, iż tak się wyrażę, dzieci popołudniami, wieczorami, w weekendy, mogłyby skutkować stworzeniem takiego multiserwisu w przedszkolu na potrzeby dzieci nie tylko w wieku 3, 4, 5, 6 lat, ale może także 7, 8, 9 – i stworzeniem z placówki czegoś więcej niż samego przedszkola. Dlaczego tego nie zrobić? Dlaczego oni zamykają się tylko na zasadzie: wygasić, zlikwidować, zamknąć i zapomnieć? Nie rozumiem tego zupełnie. Tu jest kompletny brak wyobraźni.
Co ratusz tak naprawdę może? Koniec końców decyzja o posiadaniu dziecka sprowadza się do tego czy dwoje ludzi chce i czy może je mieć. Rozumiem, iż można tworzyć jakiś dobry klimat, ale na czym ten dobry klimat miałby polegać?
Po pierwsze, o ile mamy kryzys, to należy właśnie z tym kryzysem – tak jak już wspomniałem – próbować sobie poradzić, bo to jest nieuniknione. To już się dzieje, więc trzeba się z tym zmierzyć. I tu potrzebny jest dobry plan dotyczący sieci przedszkoli. Nie wszystkie da się uratować, to jest oczywiste, ale należy w miarę możliwości wciągać rodziców i nauczycieli w zarządzanie tymi przedszkolami. Dlaczego by im tego nie oddać? Dlaczego nie spróbować, zamiast od razu zamykać? o ile rodzice wyrażą taką chęć – świetnie, a o ile nie, to trudno. Tam, gdzie trzeba zamknąć, będzie trzeba zamknąć.
Natomiast druga sprawa, o której przed chwilą wspomniałem – można by z takich placówek zrobić coś więcej. To też rola rodziców, ja bym ich w to wciągał. Można z tego zrobić biznes. I tak miasto z subwencji wykładałoby na to pieniądze – to byłby jakiś bonus. Można wzbogacić przedszkola o ofertę, której – wiem – brakuje. Zdarza się przecież, iż dziecka nie ma komu zostawić. Lepiej, żeby zostało na przykład na opiece wieczornej w jakiejś placówce przy przedszkolu. Rozwiązań na złagodzenie tego kryzysu jest dużo. Natomiast żeby odwrócić ten trend, powiem jedno. Płock jest stosunkowo bogatym miastem, jeżeli chodzi o dochody budżetowe. Ma zwykle 200–300 milionów więcej niż porównywalny Włocławek. Prezydent chce wydać ponad 200 milionów na salę koncertową, której nikt nie potrzebuje i prawie nikt nie chce. Wie pan, ile za te 200 milionów złotych można wybudować mieszkań?
Kilka bloków na pewno.
To tylko za jedną inwestycję, której nikt nie oczekuje, a która jeszcze doprowadzi do zupełnego pogrążenia biznesu w tamtejszej okolicy, bo nie będzie gdzie parkować przez 2–3 lata. W tę stronę moim zdaniem trzeba iść. Czemu nie zrobić takiego programu w ramach miasta? o ile państwo jest nieporadne w kwestii zwalczania kryzysu demograficznego, to dlaczego miasto nie robi czegokolwiek? Dlaczego miasto, stosunkowo bogate, nie buduje bloków i nie tworzy klimatu – tak jak pan powiedział – do zakładania i powiększania rodzin?
To oczywiście nie mogą być mieszkania jedno- czy dwupokojowe, to powinny być mieszkania, powiedzmy, trzypokojowe. W jakimś standardzie – nie najgorszym, ale też nie luksusowym – żebyśmy jak najwięcej tego mogli postawić. Dlaczego miasto, które wydaje pieniądze również na wspieranie obcokrajowców – niedużo, ale jednak – nie zintensyfi kuje działań na rzecz sprowadzania Polaków ze Wschodu, z Południa, chociażby z Mołdawii? Moi koledzy w tej chwili zrobili reportaż o Polakach w Mołdawii, którzy tam żyją jeszcze od czasów I Rzeczpospolitej. Bardzo chcieliby przyjechać do Polski. Dlaczego nie ściąga się ich do naszego miasta? Dlaczego nie tworzy się mechanizmów, żeby zachęcić ludzi do posiadania dzieci od strony ekonomicznej? Bo strona kulturowa to już inna kwestia. Dlaczego takie Węgry czy Czechy poradziły sobie z najgorszym kryzysem i w tej chwili mają dzietność o połowę wyższą niż w Polsce?
Też już spada.
Mają dzietność o połowę wyższą. To jest duża różnica. Gdybyśmy my mieli w tej chwili o połowę wyższą, rodziłoby się w Polsce prawie 400 tysięcy dzieci rocznie.
Czytałem niedawno, iż czeski cud demograficzny już się kończy.
Po pandemii zaczęło spadać i na Węgrzech, i w Czechach. Kwestia pandemii ma ogromne znaczenie. To jest uraz społeczny, który będzie miał konsekwencje jeszcze przez lata. Natomiast to nie znaczy, iż mamy odwracać wzrok i przestać coś robić. Moim zdaniem jest wiele sposobów – zarówno różne zachęty ekonomiczne, jak i sprowadzanie Polaków z zagranicy. Miasto takie jak Płock stać na to, żeby budować duży program w tym zakresie.
Są przecież w Płocku programy mieszkaniowe. W ostatnich latach powstało osiedle mieszkań komunalnych Miodowa Jar. To kilkanaście bloków, zasób mieszkań komunalnych się powiększył. Mamy autorski program Miasta Płocka “Mieszkanie na start”, gdzie właśnie młodzi ludzie dostali możliwość przedłużenia tego wynajmu do 15 lat, gdzie pierwotnie było 10 lat, tylko jest warunek właśnie posiadanie przynajmniej jednego dziecka. Klimat od strony mieszkaniowej w jakimś stopniu jest zrobiony.
Nie ma klimatu w Płocku, bo te rozwiązania, o których pan mówi, są źle ukierunkowane. Owszem, w jakimś stopniu próbują sugerować, iż wchodzimy w promocję demografi i, ale w rzeczywistości są źle skonstruowane.
Powiem tak: o ile ktoś decyduje się na jedno dziecko, to jest to za mało. W moim przekonaniu próg powinien wynosić trójkę dzieci i więcej. Wtedy trzeba się zastanowić, czy przy trójce dzieci takie mieszkanie nie powinno przejść na własność rodziny – tak długo, jak ona mieszka w Płocku. Przekazywanie mieszkań ludziom powinno być skorelowane z tym, iż czują się oni zmotywowani do posiadania dzieci i będą chcieli przyjeżdżać do Płocka. To jest kwestia z jednej strony zatrzymania odpływu mieszkańców, a z drugiej – zachęcenia ludzi do tego, żeby przyjeżdżali.
Tracąc tysiąc mieszkańców rocznie, tracimy też – w pewnym cudzysłowie – „PKB miasta”. o ile w Polsce PKB na osobę wynosi powiedzmy 25 tysięcy dolarów, to rocznie tracimy 25 milionów dolarów. To kupa kasy. o ile z kolei ściągalibyśmy tych ludzi w takiej liczbie, automatycznie rosłoby miejscowe PKB, rozwijałby się biznes, pojawiałby się klimat. Ściągając przede wszystkim młodych ludzi, nie tylko wzmacnia się w ten sposób demografi ę, ale także rynek pracy. Za chwilę ci młodzi ludzie będą bardzo potrzebni, chociażby do pomocy starszym osobom w różnych DPS-ach. Być może część z tych przedszkoli zostanie przekształcona w DPS-y – to też nie jest wykluczone.
Taki jest chyba pomysł, choć nikt nie chce o tym jeszcze głośno mówić. Wiemy i widzimy, iż takie potrzeby po prostu są.
To jest smutne dostosowywanie się do rzeczywistości, zamiast próba jej zmiany. Ja cały czas krytykuję władze miasta za to, iż średnio administrują Płockiem, zamiast tworzyć jakieś perspektywy. Nie ma perspektywy. Płock jest tylko średnio administrowany. Gdzieś trzeba poprawić chodnik – poprawią chodnik. Gdzieś trzeba wyremontować ulicę – wyremontują ulicę. I nic poza tym się nie dzieje. A jeżeli plany są duże, to takie, iż chce się usiąść i płakać – jak w sprawie tej sali koncertowej. Zablokować największy, jedyny darmowy parking w centrum miasta, zabić miejscowy biznes, jednocześnie przepalając pieniądze na coś, z czego skorzysta garstka ludzi. To jest moim zdaniem właśnie to fatalne przejadanie pieniędzy, które jeszcze są, bo za chwilę Płock przestanie być takim dochodowym miastem. Kiedy zupełnie się zestarzeje i przestanie być atrakcyjny, choćby S10 nie pomoże. Nie pomoże żadna trasa czy kolej szybkiego ruchu. To będzie miasto zupełnie marginalne. Póki pozostało tutaj, powiedzmy, rafi neria – ale rafi neria z jednej strony przyciąga, z drugiej odstrasza, nie ukrywajmy. Zwłaszcza osiedla, o których rozmawiamy, odczuwają jej wpływ, jeżeli chodzi o komfort mieszkania. Są plusy i minusy.
Dlatego pewnie bardziej będą się rozwijać osiedla dalej od Orlenu, od rafi nerii, co jednak – moim zdaniem – nastąpi tylko do pewnego stopnia. Odpływ ludzi z tego obszaru też w pewnym momencie się zatrzyma.
Jakie by Pan rozwiązanie widział na tu i teraz? Miasto zaproponowało wstrzymanie rekrutacji w tych pięciu przedszkolach, jedno przedszkole jest zamknięte. Jakie Pan by rozwiązanie na dziś widział w tej kwestii?
Na dziś widzę takie rozwiązanie, iż tam, gdzie rodzice zgłaszają chęć utrzymania przedszkola i deklarują, iż pomogą w rekrutacji, uruchomiłbym tę rekrutację. Natomiast tam, gdzie takiej gotowości nie ma, rzeczywiście trzeba to wygasić. W następnym roku zaproponowałbym rodzicom współprowadzenie tych przedszkoli. Po prostu przejęcie ich – o ile by chcieli, to proszę bardzo, o ile nie, to w miarę konieczności trzeba będzie je likwidować.
Przyznam szczerze, iż nie mam pojęcia co na to przepisy ustawowe.
Jest to regulowane ustawą w ten sposób, iż miasto musi zakończyć działalność takiego przedszkola, jednocześnie użyczając budynek na przykład stowarzyszeniu rodziców. Da się to zrobić. I można to zrobić tak naprawdę z dnia na dzień, bez konieczności fi zycznego wyłączania tego przedszkola.
Pomysłów jest naprawdę dużo, łącznie z takim właśnie multiserwisem. Wielu rodziców jest zmęczonych codziennym życiem z dziećmi, bo dzisiaj dzieci wychowuje się w taki sposób, iż bardzo mocno wpływają one na kondycję psychiczną i fi zyczną rodziców. Myślę więc, iż taka – wiem, iż to nie najlepsze słowo, ale w tej chwili inne nie przychodzi mi do głowy – kilkugodzinna „przechowalnia” dla dzieci to świetne rozwiązanie. Może działać wieczorami, może w weekendy, bo rodzice chcą gdzieś wyskoczyć albo muszą coś załatwić. Pobyt dziecka w takim miejscu, chwilowy, nie byłby dla niego traumą, raczej zabawą, a dla rodzica byłby wyjściem z trudnej
sytuacji. To mój autorski pomysł, jeden z wielu. Pewnie rodzice czy nauczyciele mieliby więcej takich propozycji, bo na co dzień w tym żyją.
Widzę tu analogię z polskimi kopalniami jeszcze z lat 90. „Nie opłaca się – zamknąć, wywieźć logistykę, wywieźć infrastrukturę, zezłomować, zalać, zabetonować i do widzenia”. Dlaczego nie oddano tego ludziom do prowadzenia, kiedy chcieli? Były przecież takie przypadki, iż górnicy sami chcieli to prowadzić. Nie oddano im tego. Dlaczego tutaj nie zrobić podobnie? o ile to się nie sprawdzi, to się po prostu nie sprawdzi, ale rodzice przynajmniej się przekonają. Unikniemy niepotrzebnego konfl iktu, a w pewnych sytuacjach być może się to uda.
Zobaczymy interesujące rozwiązania. Dlaczego by tego nie spróbować?














