NIK zbadała działalność Warszawskiego Szpitala Południowego
Pytany o to, czy przeprowadzona w Szpitalu Południowym kontrola potwierdziła medialne doniesienia na temat placówki, Pograniczny podkreślił, iż działania kontrolerów ruszyły jeszcze przed wybuchem ostatniej afery.
- Kontrolę zaczęliśmy we wrześniu, po informacjach o sytuacji finansowej szpitala i na tym się skupiliśmy - na kwestiach finansowych, trochę na działalności. Część różnych problemów udało się uwidocznić. [...] jeżeli chodzi o sytuację na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym, tam zauważyliśmy, iż rejestrowani byli również pacjenci, którzy przychodzili na operacje planowe, co było jednak niezgodne z założeniami. [...] Szpital tłumaczył to tak, iż ze względów organizacyjnych zrobili to w taki sposób, iż tak im łatwiej, iż do pewnego momentu mogą też się pojawiać pacjenci planowi, ale gdy pojawia się pacjent pilny, to on oczywiście będzie wcześniej w kolejce. Tak to zapisali też w swoich dokumentach wewnętrznych. Tyle iż ten dokument jest niezgodny z rozporządzeniem o szpitalnych oddziałach ratunkowych - przekazał.
Jak dodał, "problemem w Szpitalu Południowym było też to, iż nie były rozdzielane adekwatnie świadczenia z NFZ-u i świadczenia udzielane komercyjnie". - To znaczy w grafiku przykładowego lekarza zobaczyliśmy taką sytuację, iż powiedzmy od 10:00 do 19:00 lekarz pracuje w ramach NFZ-u, ale jednocześnie od 16:00 do 20:00 pracuje, udzielając świadczenia komercyjne. [...] To NFZ może uznać za złamanie warunków umowy, ponieważ w czasie, kiedy lekarz świadczy usługi opłacane z NFZ-u, powinien być dostępny w całości w ramach tych usług - wyjaśnił.
Kolejną problematyczną kwestią okazał się fakt, iż w ramach dokumentacji wewnętrznej część pomieszczeń była opisana w dany sposób, a w rzeczywistości pełniła inną funkcję. - Tutaj mamy przykład pokoju opisanego jako pokój łóżkowy, w którym nie było żadnych łóżek. Były meble, aneks kuchenny i telewizor, a większa część tej powierzchni nie była wykorzystywana. Co więcej, dostęp do tego pomieszczenia był ograniczony, ponieważ można było tam wejść, jeżeli miało się kartę i znało się kod - powiedział.
Poza tym kontrolerzy wrócili również uwagę m.in. na problemy dotyczące stanu technicznego niektórych przestrzeni czy podaną formalnie, ale niezgodną z rzeczywistością liczbę lekarzy na danym oddziale.
Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy z rzecznikiem NIK Bartłomiejem Pogranicznym:

1 godzina temu












