Korty, rakiety i „ciepanie” kijem. Sportowy Cieszyn sprzed lat

53 minut temu

Tenis ziemny popularność w nadolziańskim grodzie zyskał pod koniec XIX wieku, a pierwszy klub założono w 1898 roku. Był to Teschner Tennis Klub, który skupiał głównie rezydujących w mieście oficerów armii cesarskiej.

Dostatek kortów nad Olzą

Boiska do uprawiania tenisa ziemnego zaczęto budować na przełomie XIX i XX wieku. Nie wiadomo jednak, który z nich powstał jako pierwszy, bo nie zachowały się żadne zapiski czy dokumentacja. Być może był to kort na terenie dawnej Wyższej Szkoły Gospodarstwa Wiejskiego (dzisiaj Zespół Szkół im. W. Szybińskiego). Wcześniej budynki te były częścią koszar austriackich, gdzie oficerowie mieli do dyspozycji kasyno. Obok kortów znajdował się pawilon z kręgielnią. Kort służył studentom WSGW, ale też cieszyńskiej inteligencji. Sezon trwał od połowy maja do połowy września. We wspomnieniach Franciszka Pasza, miłośnika historii naszego regionu, odnajdujemy zapis, iż koszt miesięcznego abonamentu wynosił 10 zł.

„Studenci i uczniowie płacili połowę. W ubiorach obowiązywał kolor biały i białe trepki na podeszwie gumowej. Bogatsi grali w specjalnych pantoflach, o podeszwie plecionej z grubego sznura konopnego. Tanią rakietę można było kupić za około 25 zł, zaś lepsze rakiety kosztowały około 120 zł. Naciąg był ze strun z baranich kiszek, podobnych do strun skrzypiec. Cena piłki wahała się od 4,50 do 6 zł. Za zbieranie piłek chłopcom płacono 50 groszy na godzinę dla dwóch. Do podawaczy piłek należał obowiązek utrzymywania kortów, tzn. walcowanie powierzchni boiska, wyznaczanie linii dzięki specjalnych łat, posypywanie linii gipsem i zawieszanie siatki. Pryszniców do odświeżania po grze nie było, można było korzystać z kranu zimnej wody do podlewania ogrodu” – zanotował Franciszek Pasz.


Kolejne korty znajdowały się nad Bobrówką. Funkcjonujące tam lodowisko nie było wykorzystywane od wiosny do jesieni i wtedy plac zamieniano na korty. 14 maja 1935 roku otwarto korty zlokalizowane na tzw. boisku gimnazjalnym, położonym pomiędzy budynkiem gospodarczym boiska a Zakładami Elektro-Maszynowymi. Korty były dwa i służyły przede wszystkim młodzieży z obu ówczesnych gimnazjów i nauczycielom. Mały kort znajdował się na terenie koszar IV Pułku Strzelców Podhalańskich i służył tylko oficerom i ich rodzinom. Były jeszcze korty pod zamkiem, przy ulicy Mostowej (obecnie obok Hali Widowiskowo-Sportowej), głównie dla mieszkańców Małej Łąki, oraz ten wybudowany w latach 30. ubiegłego wieku za budynkiem dworca kolejowego. Częściej jednak grywano tam w koszykówkę i siatkówkę.


Nie wypada nie wspomnieć o kortach położonych poza Cieszynem. Jedne z pierwszych znajdowały się w Kończycach obok pałacu hrabiowskiego rodu von Thun. W Skoczowie istniał kort obok luksusowej willi fabrykanta Spitzera. W Goleszowie były dwa korty. Jeden znajdował się koło willi dyrektora tutejszej cementowni pod Grabową, a drugi był koło basenu na terenie fabryki. Został zniszczony w okresie wojennym.

Tenis rozwijał się (tradycja jest pielęgnowana cały czas) w Ustroniu. Trzy korty funkcjonowały koło dawnego kąpieliska miejskiego nad Wisłą. Mają się dobrze również dzisiaj. W okresie powojennym grywała tam słynna polska zawodniczka Jadwiga Jędrzejowska. W sąsiedniej Wiśle pierwszy kort tenisowy wybudowano w latach 30. minionego wieku dla gości pensjonatu „Piast”. Położony był na skraju parku Kopczyńskiego. Był też kort na Blejchu, przy pensjonacie „Svoboda”, oraz obok pensjonatu „Bożydar” i jeszcze jeden w rejonie dawnej placówki straży granicznej.


Nie można zapomnieć o wymiarze sportowym tenisa ziemnego w Cieszynie. Istniała tam sekcja tenisa ziemnego, zawiązana w 1946 roku pod egidą TS Piast. Zawodnicy należeli do czołówki na Śląsku, występowali w lidze wojewódzkiej, notowali skromne sukcesy indywidualne. Najlepszy okres dla tenisowej sekcji to przełom lat 50. i 60. minionego wieku. W 1956 roku drużyna TS Piast awansowała do ligi wojewódzkiej. Dwa lata później Ryszard Płowucha zdobył wicemistrzostwo Śląska, a w rok potem Adolf Kałuża zakwalifikował się do ćwierćfinałów Mistrzostw Polski juniorów. W 1962 roku cieszynianie awansowali do I ligi katowickiej. Podstawowy skład zespołu tworzyli: Helena Kolasa, Bronisława Berek, Eugeniusz Krzak, Adolf Kałuża, Edward Kłębek, Mieczysław Kibel i Ryszard Płowucha. Drużyna grała na tym szczeblu do 1964 roku, zaś kilka miesięcy później sekcja tenisa ziemnego została rozwiązana.

Był taki, co ciepał kijem

Przed laty „królowa sportu” w cieszyńskim regionie należała do wiodących dyscyplin sportu. Najstarszym kibicom pozostały tylko wspomnienia dawnych sukcesów lekkoatletów i lekkoatletek oraz opowieści o barwnych postaciach. Jedną z nich był bez wątpienia Jan Kozieł rodem z Lesznej Górnej. Sportową przygodę rozpoczął na początku lat 50. ubiegłego wieku, kiedy „umasowiono” polską wieś i tworzono Ludowe Zespoły Sportowe.

„Jeszcze w podstawówce bawił nas sport. Goniliśmy dookoła szkoły, ale dla mnie najbardziej pasowało rzucanie. No to po lekcjach ciepałem grubym kijem z jesionu, który udawał oszczep, albo też brałem kółko od wózka i to był mój dysk” – opowiadał oszczepnik-samouk podczas jednego z naszych spotkań.

Jako 16-latek wystartował w 1953 roku na Mistrzostwach Śląska Juniorów i wygrał zawody w rzucie oszczepem, osiągając 48 metrów. Rok później pojechał na Ogólnopolską Spartakiadę Zrzeszenia „Zryw” i był czwarty. W następnym sezonie miał czwarty w Polsce wynik w grupie juniorów, kiedy to podczas Mistrzostw Powiatu Cieszyńskiego rzucił 55,83 m. Wygrał też rzut dyskiem.

„Wtedy była mocna grupa. Startowali Nowak na setkę, Bojda na czterysta, Piskorczyk na średnim dystansie, Kisiel w trójskoku, Raszka w kuli, a wśród kobiet ogromnie wszechstronna była Maria Gawlas, która wygrywała skok w dal, kulę, dysk i oszczep. Niesamowity talent z niej był” – wspominał Jan Kozieł, który został powołany do kadry narodowej Polski i był dwukrotnie na obozach w Spale.

„Tam dopiero zajęli się mną trenerzy, ale uznali, iż jestem za niski do oszczepu. Skoro tak, to trenowałem dalej sam. Ważniejsza była jednak robota i zarabianie na chleb. Często więc na trening brakowało czasu. Zdobyłem, mimo tego, brązowy medal w Mistrzostwach Polski Zrzeszenia „Start” wynikiem 67 metrów i walczyłem o punkty w lidze dla różnych klubów. Janek, chodź, ciepnij, mówili. To ciepałem jeszcze do końca lat 60., aż lepszy ode mnie był młody Jano Szwarc, późniejszy reprezentant Polski” – snuł wspomnienia pan Jan, pokazując stare fotografie. Na zdjęciach ilustrujących ten artykuł widzimy go podczas zawodów w Sosnowcu i Mielcu, w latach 50. ubiegłego wieku.

Idź do oryginalnego materiału