Słodkie początki i brutalna rzeczywistość
Jasło na Podkarpaciu przez lata uchodziło za oazę spokoju. To tam w 1962 roku urodziła się Halina – kobieta ciepła, empatyczna i zawsze gotowa nieść pomoc. Swoje powołanie odnalazła w zawodzie pielęgniarki w lokalnym Szpitalu Specjalistycznym. Pacjenci ją uwielbiali, a współpracownicy cenili za sumienność.
To właśnie szpitalne mury stały się tłem historii, która dwadzieścia lat później miała doprowadzić do tragedii. Pod koniec lat 80. na oddział trafił Janusz G., mężczyzna, który uległ ciężkiemu wypadkowi podczas pracy z pilarką. Halina otoczyła go opieką. Zwyczajna relacja pacjent-pielęgniarka gwałtownie przerodziła się w uczucie. W 1990 roku wzięli ślub, a na świat przyszli ich dwaj synowie: Bartłomiej i Miłosz.
Chęć zapewnienia rodzinie dostatku pchnęła małżeństwo do ryzykownej decyzji. W 1999 roku sprzedali świeżo wybudowany dom, by kupić teren po dawnych magazynach zbożowych przy ulicy Floriańskiej. Janusz otworzył tam skup złomu. Z czasem lokalna społeczność zaczęła nazywać go „Królem Złomu”. Inwestycja pochłaniała jednak ogromne fundusze, wciągając rodzinę w spiralę długów, pożyczek i stresu.
Z biegiem lat domowy spokój ustąpił miejsca awanturom. Za zamkniętymi drzwiami Janusz stawał się agresywny. Halina ukrywała siniaki pod makijażem i długim rękawem, ale ostatecznie nie wytrzymała. W 2008 roku sąd orzekł rozwód z wyłącznej winy męża.
Czytaj również:
Majątkowa wojna i atak z ostrzem w ręku
Rozwód nie zakończył jednak koszmaru. Prawdziwym zapalnikiem stał się majątek, a zwłaszcza atrakcyjna działka budowlana ze skupem złomu w centrum miasta, warta około miliona złotych.
Aby uciec przed komornikami w czasach długów, Janusz przepisuje wcześniej nieruchomości na ojca Haliny, Zdzisława. Po rozwodzie teść odmówił jednak zwrotu majątku Januszowi. Wiedząc, jak córka była traktowana i jak ciężko pracowała na wspólny dobytek, przekazał dom Halinie i wnukom. Dla „Króla Złomu”, który z biegiem lat przekształcił biuro na złomowisku w swoje jedyne lokum, była to obelga nie do wybaczenia. Zaczął grozić byłej żonie i jej rodzicom śmiercią.
W lutym 2012 roku, na kilka dni przed rozprawą o podział majątku, Janusz przeszedł od słów do czynów. Zataił się pod domem byłej żony. Gdy Halina wracała z nocnego dyżuru, podszedł do jej auta z ostrym narzędziem. Wybił szybę, porysował karoserię i zaczął okładać kobietę pięściami, raniąc ją w ramię. Przed śmiercią uratowali ją przypadkowi świadkowie.
Wyrok sądu po tym ataku wstrząsnął rodziną: 7 miesięcy w zawieszeniu na 2 lata za „konflikt rodzinny” i zakaz zbliżania się do kobiety. Halina od tamtej pory żyła w paraliżującym strachu. Każde wyjście z domu kojarzyło się z zagrożeniem.
Czytaj również:
Ostatni wieczór: 5 sierpnia 2014 roku
We wtorek, 5 sierpnia 2014 roku, Halina skończyła dyżur o 19:00. Wracała do domu przy ulicy 17 Stycznia, minęła się w drzwiach z młodszym synem Miłoszem, po czym poszła na krótką herbatę do koleżanki.
Około godziny 21:00 wróciła na posesję. Przebrała się w piżamę, włączyła telewizor. O 21:20 zadzwonił do niej nowy partner, Zbigniew. Porozmawiali ciepło, życzyli sobie dobrej nocy. To była ostatnia osoba, która słyszała głos Haliny.
Tragiczne odkrycie: Następnego dnia nikt nie mógł do niej dotrzeć. Gdy syn i partner weszli do środka, zastali nienaturalny widok. Włączony telewizor, komórkę na łóżku, dokumenty w kuchni, kapcie przy łóżku. Brakowało jedynie piżamy, w którą była ubrana... oraz dywanika z przedpokoju. Na balustradzie przed domem wisiał zerwany srebrny łańcuszek Haliny.
Gdy na miejsce przybyła policja i użyła luminolu, doszło do przerażającego odkrycia. Podłoga w przedpokoju, ścianki łazienki, umywalka, framugi drzwi oraz schody przed domem rozświetliły się niebieskim blaskiem. Śladów krwi było tak dużo, iż przesiąkła przez linoleum. Śledczy nie mieli wątpliwości: ofiara straciła tyle krwi, iż nie mogła przeżyć bez natychmiastowej pomocy medycznej.
Czytaj również:
Rdza na dachu i cicha noc na złomowisku
Podejrzenie natychmiast padło na Janusza G. Dwa dni później – 7 sierpnia – miała odbyć się kolejna, kluczowa rozprawa majątkowa.
„Król Złomu” szedł w zaparte. Twierdził, iż nie ma pojęcia, co stało się z żoną, sugerując absurdalnie, iż „może porwał ją Ukrainiec albo wyjechała na Baleary”. Śledczy krok po kroku łamali jednak jego alibi:
- Biały Ford Transit: Samochód Janusza został odnaleziony porzucony przy torach. Był nienaturalnie, sterylnie wyczyszczony. Technicy znaleźli jednak na pace drobiny krwi. Kod DNA jednoznacznie wskazał na Halinę.
- Charakterystyczna rdza: Choć jakość nagrań z miejskiego monitoringu była niska, układ plam rdzy na dachu Transita idealnie odpowiadał pojazdowi przemieszczającemu się między złomowiskiem a domem Haliny w krytycznych godzinach (21:28 – 22:08).
- Technologiczne ślady: Telefon Janusza był w tym czasie wyłączony. Z terenu złomowiska tuż przed 5 sierpnia zniknęły wszystkie kamery monitoringu, a sąsiedzi w nocy słyszeli głuchy, metaliczny huk i rzadko spotykaną tam o tej porze aktywność.
Czytaj również:
Wyrok za zbrodnię bez ciała
Mimo braku ciała ofiary, prokuratura postawiła Janusza G. w stan oskarżenia o zabójstwo. Rozpoczął się jeden z najbardziej poszlakowych i głośnych procesów w historii polskiego sądownictwa.
Przez lata przeszukano niemal każdy metr kwadratowy w okolicy. Użyto georadarów z Gdańska, sonarów, a do Jasła dwukrotnie sprowadzano wyspecjalizowane psy tropiące z Berlina. Przeszukano rzekę Wisłokę, okoliczne stawy i mokradła. Po mieście krążyły mroczne teorie: jedni twierdzili, iż ciało rozpuszczono w kwasie z akumulatorów, inni, iż zostało wywiezione do huty lub zabetonowane w fundamentach pobliskiego wiaduktu.
Podczas procesu oskarżony zachowywał się bezczelnie. W areszcie chwalił się współwięźniom, iż zaplanował „zbrodnię doskonałą”. O zaginięciu żony mówił w wywiadach bez emocji: „Nie obchodzi mnie to”.
Ostatecznie sprawiedliwość dopadła „Króla Złomu”:
- 26 marca 2020 r. – Sąd Okręgowy w Krośnie skazał Janusza G. na 25 lat pozbawienia wolności.
- Grudzień 2020 r. – Sąd Apelacyjny w Rzeszowie utrzymuje wyrok w mocy.
- 4 stycznia 2023 r. – Sąd Najwyższy ostatecznie oddala kasację obrony jako „oczywiście bezzasadną”, definitywnie zamykając drogę sądową.
Mroczna tajemnica pozostaje nierozwiązana
Janusz G. odsiaduje swój wyrok. Zapytany kiedyś przez dziennikarza o tamtą noc, rzucił, iż szczerze porozmawia dopiero za 30 lat.
Mimo iż sprawca przebywa za kratami, dla synów i rodziny Haliny sprawa nigdy nie zostanie zamknięta. Wciąż brak symbolicznego miejsca, w którym mogliby zapalić znicz i odmówić modlitwę. Upływają kolejne lata, a odpowiedź na pytanie, gdzie spoczywają szczątki pielęgniarki z Jasła, przez cały czas zna tylko jedna osoba.
Czytaj również:
Żródła:
- https://wiadomosci.wp.pl/tajemnicze-zabojstwo-pielegniarki-z-jasla-zapadl-wyrok-w-glosnej-sprawie-6588995171871520a
- https://www.se.pl/rzeszow/zabojstwo-pielegniarki-haliny-g-bez-lagodniejszego-wyroku-dla-janusza-g-aa-tHDe-RYxB-SVCE.htmla
- https://uwaga.tvn.pl/reportaze/kto-stoi-za-zaginieciem-pielegniarki-z-jasla-byly-maz-mam-czyste-sumienie-ls66964593
- https://www.onet.pl/styl-zycia/zbrodnie-w-sieci-kroniki-mrocznych-tajemnic/krol-zlomu-z-jasla-zamordowal-zone-ciala-haliny-nie-znaleziono-do-dzis/qqyvgkh,0666d3f1
- https://www.jaslo4u.pl/janusz-g-oskarzony-o-zabojstwo-pielegniarki-newsy-jaslo-22653

2 godzin temu














