Krzysztof Ratajski po raz drugi w karierze znalazł się w gronie najlepszych darterów mistrzostw świata. W walce o półfinał przegrał jednak 0:5 z rozstawionym z numerem 1. Lukiem Littlerem, obrońcą tytułu.
W Londynie Krzysztof Ratajski powtórzył swój wyczyn sprzed pięciu lat. Fot. Materiały prasowe/PDCDarter ze Skarżyska-Kamiennej dostał lekcję od 18-letniego Anglika, ale i tak nieźle namieszał w czempionacie federacji PDC, który odbywał się w londyńskim Alexandra Palace. Mało tego, przez tydzień koncentrował na sobie uwagę polskich kibiców (transmisje z jego meczów oglądało po kilkaset tysięcy rodaków).
Był to moment największego zainteresowania tą dyscypliną od pięciu lat, kiedy zawodnik noszący ksywkę „Polish Eagle” po raz pierwszy znalazł się w ćwierćfinale MŚ. Co ciekawe, swój drugi ćwierćfinał rozgrywał w dniu 49. urodzin. Prezentu sobie nie sprawił, ale za sam awans do ósemki zarobił 100 tysięcy funtów. Pula nagród wynosiła 5 mln funtów.
Nad Tamizą zajmujący 37. miejsce w rankingu PDC Ratajski najpierw pokonał Filipińczyka Alexisa Toylo, potem był lepszy od Anglika Ryana Joyce’a, a następnie wygrał z Holendrem Wesleyem Plaisierem. W walce o ćwierćfinał wyeliminował kolejnego Anglika, Luke’a Woodhouse’a, którego ograł 4:2. Mecz z Littlerem nie był dla Polaka pierwszyzną. Inna rzecz, iż bilans 0:4 nie wróżył za dobrze.
W samym finale polski darter (kiedyś mawiano: lotkarz) rozpoczął od zwycięskiego lega, ale ostatecznie każdy set padał łupem „cudownego dziecka darta” (21 stycznia Littler skończy 19 lat). Największe szanse na przedłużenie meczu zaistniały w IV partii, gdy pan Krzysztof rzucał na zwycięstwo 3:2. Chybił, zrobiło się 0:4 w setach, a piątą odsłonę Anglik wygrał 3:1.
tom
















