Rafał Janicki zajął 2. miejsce w plebiscycie na "Koguta Sezonu" czytelników serwisu Roosevelta81.pl. Weteran boisk PKO BP Ekstraklasy nie krył zadowolenia z otrzymanego wyróżnienia. W rozmowie z naszym serwisem doświadczony obrońca opowiedział m.in. o zakończonym okresie przygotowawczym, zbliżającym się meczu o Superpuchar Polski oraz meczowym maratonie, który w niedalekiej przyszłości czeka drużynę trenera Michala Gasparika.
W plebiscycie na "Koguta Sezonu" zająłeś drugie miejsce. Można powiedzieć, iż to pierwsze przegrane, ale takie wyróżnienie, przyznane głosami kibiców, chyba zawsze cieszy?
Rafał Janicki: To głos kibiców, którzy zauważają tę przysłowiową czarną robotę na boisku. Z drugiej strony nie dziwię się, iż wygrał Maksym. Obrońcy zwykle ciężko rywalizować z zawodnikiem ofensywnym, bo to oni najczęściej zbierają laury. Bardzo mnie cieszy, iż moja postawa była na tyle dobra, iż kibice postanowili to docenić.
Złamałeś jednak pewne schematy - jesteś zawodnikiem defensywnym, a mimo to znalazłeś się na drugim stopniu podium.
- Jako zespół zakończyliśmy zmagania na drugim miejscu i ja również zająłem tę lokatę, więc fajnie się to powiązało. Jesteśmy już jednak na takim etapie przygotowań, iż nikt nie rozmyśla o tym, co było. Nie ukrywam, iż skupiamy się wyłącznie na tym, co przed nami, a czeka nas bardzo interesujący i pracowity okres.
Jak oceniasz zgrupowanie w Austrii? Dwa tygodnie dały mocno w kość, czujecie "ciężkie" nogi?
- Nie da się ukryć, iż trener mocno nas przeciągnął, choć też nie mógł z tym przesadzić. Przed nami miesiąc, w którym rozegramy aż dziewięć spotkań. Nogi - i pewnie nie tylko one - z pewnością to odczują. Każdy z ponad dwudziestu zawodników musi być gotowy, by pomóc drużynie w dowolnej chwili. Odpowiednie rozłożenie sił na te dziewięć meczów będzie decydujące. Uważam, iż w tym wszystkim najważniejsza będzie głowa i odpowiednie nastawienie.
Przez najbliższe półtora miesiąca będziecie grać w rytmie środa-sobota. Będzie ciężko?
- To na pewno spore wyzwanie, bo niewielu z nas grało dotąd z taką częstotliwością. Jak już wspomniałem, potrzebna będzie cała kadra. Wyjściowa jedenastka może się zmieniać z meczu na mecz. Trener będzie podejmował decyzje - czy to przed spotkaniami, czy reagując na bieżąco - na podstawie tego, kto ma najwięcej sił i kto jest najlepiej przygotowany mentalnie. Właśnie to będzie kluczowe.
Rozmawiamy w przededniu meczu o Superpuchar Polski, który zamyka poprzedni sezon i otwiera nowy. Jakie jest wasze nastawienie? Drużyny podchodzą do tego różnie - dla jednych to główny sprawdzian przed ligą, dla innych mecz o ważne trofeum.
- Zdecydowanie to drugie. Górnik ma w swojej historii jeden Superpuchar. Śmialiśmy się nawet, iż fajnie byłoby zmienić w końcu naklejkę na klubowym autokarze na "dwójeczkę". To kolejne trofeum do zdobycia, więc każdy z nas chce wygrać. Mielibyśmy ogromną satysfakcję, gdybyśmy dołożyli do klubowej gabloty kolejny puchar.
Nie w sposób wręczając "Koguta Sezonu" nie wspomnieć o "Leonie". Minąłeś się z nim w Górniku, zmarł akurat wtedy, gdy Ty przychodziłeś do klubu. Pamiętasz go z czasów gry dla klubów? Jak odbieraliście ten słynny dzwonek i człowieka z klatką z kogutem, przyjeżdżając do Zabrza?
- To był niesamowity, bardzo pozytywny koloryt. Ten słynny dzwonek zawsze był doskonale słyszalny, choćby po bramkach dla Górnika, choćby gdy stadion dopiero się budował. Chłopaki z szatni do dziś bardzo dobrze go wspominają. To była osoba, która potrafiła scalić zespół, miała w klubie swój własny pokój. Z tego, co słyszałem, można było z nim świetnie pożartować i panowało wokół niego mnóstwo pozytywnych emocji, zawodnicy mają tysiące wspaniałych wspomnień z nim związanych. A ten słynny kogut z pewnością będzie tu krążył w powietrzu jak długo Górnik będzie istniał. Pamięć o panu Staszku z pewnością przetrwa i pozostanie z nami na długie lata.
Rozmawiał: eMZet
Źródło: Roosevelta81.pl
Foto: Roosevelta81.pl
















