ŁKS przez cały czas bez wygranej na Stadionie Króla. Tylko remis z Miedzią

2 godzin temu

Arasa za Tomę w pierwszym składzie

Spotkanie z Miedzią Legnica było dla ŁKS-u było starciem o tzw. sześć punktów. Przed 23. kolejką podopieczni Janusza Niedźwiedzia byli jedną pozycję przed ŁKS-em. Dodatkowo ełkaesiacy, oprócz zdobycia trzech punktów, chcieli także zmyć plamę po porażce w poprzednim domowym spotkaniu z Chorbrym Głogów.

Trenerem Miedzi jest Janusz Niedźwiedź. Były trener Widzewa jeszcze nie przegrał w rywalizacji z ŁKS-em. Mierzył się z nim czterokrotnie i aż trzy razy wychodził z tych rywalizacji zwycięsko. Ostatni raz jego Miedź pokonała ŁKS w sierpniu, gdy biało-czerwono-białych prowadził jeszcze Szymon Grabowski.

W pierwszym składzie na to spotkanie mieliśmy niespodziankę po stronie ŁKS-u, bo tak chyba można nazwać brak Bastiena Tomy. Szwajcar zajął miejsce na ławce rezerowwych, a w ataku Fabiana Piaseckiego wspierał od pierwszej minuty Andreu Arasa. Po raz pierwszy w kadrze meczowej pojawił się także Jack Patterson - jeden z trzech nowych piłkarzy, którzy trafili do Łodzi tej zimy.

Po raz pierwszy w tym roku ŁKS nie przegrywał do przerwy

Mecz przy Al. Unii Lubelskiej 2 w pierwszej połowie był niezły. Goli nie oglądalismy, ale tempo mogło się podobać. Znów widoczny był nie najlepszy stan murawy, który momentami bardzo utrudniał pilkarzom płynne operowanie piłką. Spotkanie było wyrównane z lekkim wskazaniem na ŁKS, który stworzył sobie więcej sytuacji.

Pierwszą z nich już w 2. minucie, gdy uderzał Mateusz Wysokiński, ale jeden z gości wybijał piłkę sprzed lini bramkowej. Trzy minuty później głową próbował Fabian Piasecki. ŁKS dobrze wszedł w ten mecz. Po raz pierwszy w tym roku zrobili to lepiej, niż rywale. W 22. minucie gospodarze choćby trafili do siatki, ale gol nie został uznany ze względu na spalonego Jaspera Löffelsenda, który podawał do Mateusza Wysokińskiego.

Kilkanaście minut później blisko był Andreu Arasa, który ładnie złożył się do strzału, ale piłka minęła bramkę. W ostatniej akcji pierwszej połowy to Miedź postraszyła ełkaesiaków. Grudziński huknął z dystansu, ale na szczęście dla ŁKS-u nieznacznie się pomylił. Po raz pierwszy w 2026 roku ŁKS nie przegrywał do przerwy.

Po zmianie stron przed dobrą szansą stanął Piasecki, który z kilku metrów nie trafił jednak do bramki po strzale głową. Cały czas trochę więcej z gry mieli podopieczni Grzegorza Szoki.

W 64. minucie w zespole z Legnicy na boisku pojawił się Cezary Polak. Piłkarz zimą miał trafić do ŁKS-u z którym był już dogadany i miał mieć choćby sesję w koszulce z przeplatanką, ale ostatecznie zdecydował się wybrać ofertę Miedzi.

W 77. minucie kapitalnie poszedł lewą stroną Gustaf Norlin. Szwed zagrał bardzo dobrą piłkę w pole karne, ale gracz ŁKS-u został w ostatniej chwili uprzedzony przez obrońcę Miedzi. Cztery minuty później zrobiło się bardzo gorąco w polu bramkowym Aleksandra Bobka. Wydawało się, iż goście wcisną piłkę do bramki, ale ale w ostatniej chwili Łodzianie wyjaśnili sytuację. Chwilę przed upływem regulaminowego czasu gry znakomitą okazję, ale zrodzoną z przypadku, miał Mateusz Lewandowksi. Napastnik ŁKS-u miał bardzo miało czasu, ale powinien zachować się lepiej, bo z kilku metrów wyekspediował piłkę na wysokość trzeciego piętra. To była ostatnia sytuacja w tym meczu dla piłkarzy Grzegorza Szoki.

Po raz pierwszy w tym roku Łodzianie zachowali czyste konto i po raz pierwszy nie zdołali pokoanać bramkarza rywali.

ŁKS Łódź 0:0 Miedź Legnica

ŁKS: Bobek - Löffelsend, (Krykun 65') Rudol, Craciun, Pingot, Norlin - Terlecki, Wysokiński, Hinokio (Ernst 75') - Arasa (Toma 75'), Piasecki (Lewandowski 65')

Miedź: Lucić - Kwiecień (Stępiński 80'), Jovicić, Grudziński - Szymonak, Serafin, Petrović (Rakip 75'), Bochnak (Polak 64'), Antonik (Mansfeld 64'), Cordoba (Mioć 75') - Stanclik

Idź do oryginalnego materiału