Łodzianin przemierza świat niebieskim maluchem!

reporter-ntr.pl 1 tydzień temu

Pasja do turystyki i Wschodu kiełkowała w Darku od zawsze. Inspirował się relacjami z wojaży podróżnika Arkadego Pawła Fiedlera, który m.in. zwiedził maluchem Afrykę. Gdy dowiedział się o spotkaniu autorskim pod Łodzią, postanowił na nie pojechać. – To był przełomowy moment dla mojej „podróżniczej” kariery – opowiada z uśmiechem Darek Pacocha.

Po spotkaniu z podróżnikiem klamka zapadła – Darek tak bardzo wkręcił się w ideę podróżowania maluchem, iż postanowił go kupić. Poszukiwania trwały długo, bo osiem miesięcy, aż w końcu znalazł swój niebieski ideał na aukcji w internecie.

Poprosiłem dyrektora przedszkola o wolny poranek, żebym mógł pojechać po samochód, a on bez wahania się zgodził. w tej chwili nie jest łatwo kupić malucha w stanie nadającym się do użytkowania. Z biegiem lat jest ich na rynku coraz mniej – mówi.

Pomaganie w Gruzji i górskie slalomy

Darkowi zdarzają się zupełnie spontaniczne wyjazdy. – Wstaję rano z myślą, iż mam ochotę pojechać pod skocznię w Zakopanem, więc jadę, robię zdjęcie i wracam – opowiada.

Na wycieczki najczęściej jeździ z kolegą Arkiem. Przejechali już razem Polskę wzdłuż i wszerz, byli m.in. w Chęcinach, Kaliszu czy na Małpim Moście nad Pilicą, jednak najdłuższą podróż odbyli w 2022 r., kiedy pojechali do Gruzji. Wyprawa trwała 17 dni, ale najbardziej niezwykły był cel wyjazdu – pomoc charytatywna dla przedszkola w małej (ok. 800 mieszkańców) miejscowości Khizabavra. Darek dowiedział się o nim z telewizji.

Ogłosiłem zbiórkę datków w moim przedszkolu i wśród znajomych. Poszło świetnie! – wspomina. Nie zorganizowaliśmy pomocy rzeczowej, bo dary nie zmieściłyby się w maluchu. Za zebraną gotówkę wraz z dyrektorem przedszkola już na miejscu, w Gruzji, kupiliśmy dla dzieci artykuły szkolne i paletki do ping-ponga – dodaje.

Trasa do Gruzji wiodła przez Słowację, Węgry, Rumunię i Bułgarię, a przy okazji Darek i Arek zwiedzili też Turcję. Niezapomnianym wyczynem był podjazd do wysoko położonego klasztoru Cminda Sameba w Stepancmindzie w Gruzji.

Pod górę wjeżdżają tam tylko terenówki z turystami. Maluchem jechaliśmy slalomem, żeby był łatwiejszy podjazd. Było wtedy 38 stopni, ale podjechaliśmy! – relacjonuje. Na górze turyści i zakonnicy bili nam brawo. Mój maluch był pierwszym na świecie, który tam wjechał! – dodaje z dumą.

Części z przedszkola i czaj z Turkami

Podczas wojaży Darek sam serwisuje swojego malucha, który ma ok. 110 tys. km przebiegu. – Nie jest to trudne. Wszystkie części zamienne mamy ze sobą – tłumaczy. Kupuje je w internecie, na bazarach motoryzacyjnych albo dostaje je od znajomych. Rodzice przedszkolaków znają jego pasję i często sami je przynoszą.

Auto Darka budzi na ulicach sensację. Podróżowanie klasykiem to ciągłe spotkania z ludźmi, którzy machają na trasie i robią zdjęcia. W Turcji lokalni kierowcy jechali za Darkiem pół godziny tylko po to, żeby go zatrzymać, porozmawiać z nim i zaprosić go na czaj. choćby policja w Gruzji i Turcji zatrzymywała ich wyłącznie po to…, by obejrzeć auto i zrobić pamiątkową fotografię! Dla Darka Pacochy najważniejsze są sama podróż i towarzyszące jej doświadczenia.

Kiedy wsiadam do malucha, czuję się inaczej, czuję euforia i satysfakcję. W innych autach nie ma takiej wolności – podsumowuje.

W przyszłości planuje jechać do Kirgistanu, również z pomocą dla przedszkola, oraz na norweski Nordkapp – najdalej położony na północ punkt Europy.

lodz.pl

Idź do oryginalnego materiału