Ma być głośno, dziadersi niech zatkają uszy!

1 godzina temu

Nie na darmo mówi się, iż punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, bo sugerowanie komuś, iż ma sobie włożyć zatyczki do uszu, żeby nie słyszeć zbyt głośnej muzyki nie sprawdzi się, jak ten ktoś ma pod opieką małe dziecko lub seniora.

Nie da się ukryć, iż piątkowy koncert na lotnisku w Aleksandrowicach był zbyt głośny dla wielu mieszkańców Bielska-Białej, a choćby dalszych. Ani nie można tego ukryć, ani nie można przejść obok tematu obojętnie. Owszem, młodość ma swoje prawa, a młodzież musi się “wyszumieć”, ale warto także postarać się zrozumieć osoby mające pod opieką małe dzieci, jak i seniorów. W mediach społecznościowych można przeczytać wiele różnych komentarzy na temat zbyt głośnego pierwszego dnia koncertu, niestety sporo tych komentarzy jest nacechowanych agresją względem osób, którym nocny hałas przeszkadzał.

– W miniony piątek akurat miałam pod opieką trzylatka, to syn mojej siostry. Ze względu na głośną, dudniącą muzykę płakał i nie mógł zasnąć. Jak go uspokoić? – zastanawiała się pani Dorota. – Przecież mu nie powiem, hej, to tylko trzy dni… – dodała.

Niektóre z komentarzy były dalekie od kultury… w mieście kultury. Wyzywanie od zgredów, wapniaków czy dziadersów było co najmniej nie na miejscu. Sugerowanie – ty, tego nie zrozumiesz – także.

– Ma być głośno (słowo zmienione – red.), a nie jakieś pitu pitu – sugerował pan Mariusz. Na pytanie: po co? – odpowiedzi brak. Było głośno, na tyle, iż było słychać na granicy Kóz i Kęt i to jest chyba jak na razie rekord – taką informację przekazał pan Artur.

– Mam 78 lat i ani nie czuję się wapniakiem, ani dziadersem. Sądzę, iż na osoby w podeszłym wieku niepotrzebnie wylała się fala negatywnych komentarzy. To, iż młodzież chce się bawić, rozumiem. To, iż ktoś chce katować swoje uszy głośną muzyką, też rozumiem, jak i to, iż ktoś chce czuć wibrację basu w żołądku. Ale ja nie muszę mimowolnie w tym uczestniczyć i słuchać muzyki odbijanej od ścian bloków – powiedział nam pan Adam, były dj, mieszkaniec osiedla Beskidzkiego.

Pośród komentarzy nie zabrakło i takich, w których sugerowano blokowanie alarmowych linii służb. – Za to powinien być mandat – taki komentarz pojawił się kilkukrotnie. A co ma zrobić ktoś, komu hałas przeszkadzał? – pytanie raczej bez odpowiedzi. – Zadziwiające jest to, iż pomimo dużej ilości zgłoszeń, nikt z tym hałasem nie zrobił nic. Cisza nocna w budynku obowiązuje od godz. 22.00, przynajmniej w teorii. W praktyce to różnie bywa, ale należy się liczyć z interwencją służb, o ile ktoś zachowuje się zbyt głośno. Koncert przeplatany co jakiś czas alarmami samochodów włączających się od potężnej fali akustycznej wybrzmiał do końca. I to wszystko w nocy, jak odpocząć? – zastanawiał się pan Radosław.

Muzyka podobno łagodzi obyczaje i łączy pokolenia, ale jak widać na przytoczonych przykładach, czasem ktoś dzięki muzyce wygeneruje falę niepotrzebnej agresji. Warto podkreślić, iż porównywanie koncertu do burzy nie jest trafione, bo za ilość decybeli wypuszczonych w teren ze sprzętu nagłośnieniowego odpowiada człowiek, natomiast burzę tworzy natura. A poza tym ilość osób spędzających czas w domu z pewnością jest zdecydowanie większa od ilości uczestników koncertu. Na pewno nie chodzi tu o blokowanie wydarzeń, ale o szukanie kompromisu i merytoryczne uwagi. Komentarze nawołujące do dodania basu czy zwiększenia głośności to tylko podpucha dla akustyka i organizatorów.

– Nie mam pojęcia, jak można było wytrzymać takie natężenie dźwięku przy scenie, no lekko pewnie nie było – napisała pani Agnieszka. – Na festiwalu ma być głośno, duże dawki basu pozytywnie wpływają na krążenie i nadciśnienie – napisał pan Dawid. Na słuch także, laryngologia czeka…

Idź do oryginalnego materiału