Foto. Klaudia i Kuba







To miał być krótki urlop na słonecznej o każdej porze roku wyspie Malcie leżącej na Morzu Śródziemnym. Dla wałbrzyszan, Klaudii i Kuby, wyjazd ten gwałtownie jednak zamienił się w niecodzienną przygodę. O tym, iż na Malcie spadł śnieg, a nad wyspę nadciąga wyjątkowo groźny sztorm Harry, dowiedzieli się od znajomych jeszcze na lotnisku we Wrocławiu – tuż przed odlotem.
Po wylądowaniu samolotu na lotnisku Luqia nic nie zapowiadało nadchodzących wydarzeń. Dopiero następnego ranka, gdy z hotelowego okna w St. Julian’s widać było uginające się pod naporem wiatru palmy stało się jasne, iż pogoda pokazuje już swoje groźne oblicze. Spacer nad morze okazał się prawdziwym spotkaniem z żywiołem – silny wiatr, wzburzone fale i huk wody uderzającej z ogromną siłą o betonowy brzeg – robiły piorunujące wrażenie.
Podczas zwiedzania w stolicy wyspy, Valletty, gęsta zabudowa częściowo chroniła przed szalejącym silnym wiatrem. Prawdziwą skalę sztormu można było jednak zobaczyć dopiero w znanym rybackim porcie Marsaxlokk. Zalana nadmorska ulica, łodzie z zatoki zepchnięte do nabrzeża i niektóre z nich przewrócone na chodniku były dowodem ogromnej siły natury. Całości dopełniał rzęsisty deszcz, który w pewnym momencie przeszedł w grad.
Tak wyglądał pierwszy wypoczynek wałbrzyszan na Malcie. Choć końcówka pobytu przyniosła już dużo słońca, ciepło i zachwycający kolor morza, ten urlop na długo pozostanie w pamięci jako pełen niespodzianek. Jedno jest pewne — na Maltę jeszcze wrócimy, bo mimo wszystko naprawdę warto.
RW
















