Masowe kontrole Skarbówki, e-faktury i 75 proc. podatku od pieniędzy bez dokumentów

1 godzina temu

Krajowa Administracja Skarbowa weszła w 2026 rok z narzędziami, które całkowicie zmieniają relację między podatnikiem a urzędem. Kontroli formalnych jest mniej, ale ich skuteczność rośnie do rekordowych poziomów. Fiskus coraz rzadziej działa przypadkowo. Coraz częściej wie, gdzie szukać, zanim jeszcze wyśle pierwsze wezwanie.

Grafika poglądowa (generowana automatycznie – Gemini)

W ciągu jednego roku przeprowadzono około 2,64 mln czynności sprawdzających. To cichy, ale bardzo skuteczny mechanizm działania skarbówki. Nie zawsze zaczyna się od dużej kontroli i wizyty urzędników. Często najpierw przychodzi pismo, prośba o wyjaśnienia, wezwanie do dokumentów albo żądanie korekty. Dla podatnika wygląda to mniej groźnie niż kontrola, ale skutki mogą być bardzo poważne.

Najważniejsza zmiana polega na tym, iż urząd nie musi już wybierać spraw „na oko”. Dane z deklaracji, przelewów, faktur, platform internetowych i systemów elektronicznych tworzą obraz, który można analizować automatycznie. Dlatego liczba tradycyjnych kontroli spada, ale odsetek wykrytych nieprawidłowości rośnie. Według przytoczonych danych w pierwszym półroczu 2025 roku nieprawidłowości stwierdzono w 99,2 proc. zakończonych kontroli. To pokazuje, iż do kontroli trafiają sprawy wcześniej wytypowane jako ryzykowne.

Dla przedsiębiorców przełomem jest Krajowy System e-Faktur. Od 2026 roku obejmuje kolejne grupy firm, a dla większości przedsiębiorców oznacza jedno: faktura wystawiona kontrahentowi trafia jednocześnie do systemu administracji skarbowej. Nie po miesiącu, nie po roku i nie dopiero przy kontroli. Fiskus widzi ją praktycznie od razu.

To zmienia zasady gry. Rozbieżności między fakturami, deklaracjami VAT i księgami mogą być wychwytywane automatycznie. Przedsiębiorca nie działa już w modelu, w którym urząd sprawdza dokumenty dopiero po czasie. Coraz częściej system porównuje dane na bieżąco. Do tego dochodzi obowiązek prowadzenia ksiąg w formie elektronicznej i przekazywania ich we właściwym formacie. W praktyce oznacza to ciągły wgląd państwa w dużą część obrotu gospodarczego.

Ale problem nie dotyczy wyłącznie firm. Osoby prywatne też są coraz dokładniej analizowane. Największe ryzyko pojawia się wtedy, gdy ktoś kupuje drogi samochód, mieszkanie, działkę albo robi duży przelew, a jego oficjalne dochody nie tłumaczą takich wydatków. Wtedy urząd może zapytać: skąd były pieniądze?

Jeżeli podatnik nie potrafi tego udokumentować, w grę wchodzi podatek od nieujawnionych dochodów. Stawka jest wyjątkowo dotkliwa i wynosi 75 proc. Nie dotyczy całego majątku, ale tej części, której pochodzenia nie da się udowodnić. To jednak przez cały czas może oznaczać gigantyczne kwoty.

Przykład jest prosty. jeżeli ktoś kupił mieszkanie za 600 tys. zł i potrafi pokazać kredyt, darowiznę od rodziców oraz oszczędności z konta, problemu nie ma. o ile jednak 150 tys. zł pochodzi „z gotówki trzymanej w domu”, bez dokumentów, potwierdzeń i wiarygodnej historii, urząd może uznać tę część za nieudokumentowaną. Wtedy od takiej nadwyżki może naliczyć 75 proc. podatku.

Najgorsze dla podatnika jest to, iż ciężar dowodu spoczywa na nim. To nie urząd musi udowodnić, iż pieniądze były nielegalne. Wystarczy, iż wykaże rozbieżność między wydatkami a znanymi dochodami. Potem to podatnik musi przedstawić dokumenty: umowy, przelewy, potwierdzenia darowizn, pożyczek, spadków, kredytów albo sprzedaży majątku.

Skarbówka ma też coraz więcej informacji z platform internetowych. Dane z serwisów sprzedażowych i najmu krótkoterminowego trafiają do administracji na podstawie unijnych przepisów. Dotyczy to osób, które przekraczają określone progi transakcji lub przychodów. Sprzedaż kilku używanych rzeczy zwykle nie oznacza problemu. Ale regularny handel z zyskiem, choćby prowadzony z prywatnego konta, może zostać potraktowany jak działalność.

To ważne dla osób sprzedających na Allegro, OLX, Vinted czy wynajmujących przez platformy turystyczne. Urząd może sprawdzić, czy była to okazjonalna sprzedaż prywatnych rzeczy, czy faktycznie zorganizowany zarobek. Granica bywa cienka, ale liczby w systemie zostają.

Najbezpieczniejsza zasada jest brutalnie prosta: większe pieniądze muszą mieć papier. Pożyczka od rodziny powinna mieć umowę. Darowizna powinna być zgłoszona. Spadek powinien mieć dokumenty. Sprzedaż samochodu, działki, mieszkania albo drogiego sprzętu powinna być potwierdzona umową i przelewem. Gotówka bez historii to dziś jeden z najgorszych sposobów tłumaczenia dużych wydatków.

Dla wielu osób to może być zaskoczenie, bo przez lata funkcjonowało przekonanie, iż dopóki urząd nie zapyta, sprawy nie ma. Teraz jest inaczej. Urząd często pyta dopiero wtedy, gdy system już coś zauważył. A wtedy czas na spokojne kompletowanie dokumentów może być bardzo krótki.

Nowa rzeczywistość podatkowa oznacza jedno: fiskus nie musi kontrolować wszystkich, żeby skutecznie trafiać w wybrane przypadki. Dane robią za niego dużą część pracy. Dlatego przedsiębiorcy muszą pilnować faktur i ksiąg, a osoby prywatne dokumentować większe przepływy pieniędzy. Bo przy podatku 75 proc. brak dokumentu może kosztować więcej niż sama zaległość.

Idź do oryginalnego materiału