Moda na „szeryfowanie” i piętnowanie piratów drogowych w internecie trwa w najlepsze. Kanały typu „Stop Cham” biją rekordy popularności, a tysiące kierowców codziennie montuje na szybach kamerki, by czuć się bezpieczniej. kilka osób jednak zdaje sobie sprawę, iż w momencie, gdy wyjmujemy kartę pamięci i wrzucamy nagranie na Facebooka czy YouTube, wchodzimy na minę prawną. Granica między byciem świadkiem wykroczenia a naruszycielem cudzych dóbr osobistych jest cienka. Za jeden nierozważny film można zapłacić wyższe odszkodowanie niż wynosi mandat pirata, którego chcieliśmy ukarać.

Fot. Warszawa w Pigułce
Kamera tak, publikacja niekoniecznie. Gdzie leży granica?
Polskie prawo nie zabrania posiadania i używania wideorejestratorów. Możesz nagrywać swoją trasę do woli, o ile robisz to na użytek własny (tzw. klauzula domowa). jeżeli nagranie służy Ci do analizy własnego stylu jazdy, zachowania pamiątki z pięknej trasy w Bieszczadach albo – co najważniejsze – jako dowód niewinności w razie kolizji, wszystko jest w porządku.
Problem prawny rodzi się w ułamku sekundy, w którym klikasz przycisk „Opublikuj”. Wrzucając film do przestrzeni publicznej (internet), stajesz się administratorem danych osobowych zawartych na nagraniu. I tu do gry wchodzi RODO oraz Kodeks Cywilny. Wbrew powszechnej opinii, zamazanie tablic rejestracyjnych nie zawsze jest wystarczającym „dupochronem”.
Czy tablica rejestracyjna to dane osobowe? Odwieczny spór
To jedno z najczęściej zadawanych pytań. Przez lata orzecznictwo w Polsce było niejednolite. Raz sądy orzekały, iż numer rejestracyjny to tylko kod przypisany do blachy, a nie do człowieka. Innym razem – iż w połączeniu z marką auta, miejscem i czasem, pozwala on na łatwą identyfikację właściciela, więc jest daną osobową.
Stanowisko Urzędu Ochrony Danych Osobowych (UODO) jest jednak dość surowe. jeżeli na podstawie numeru rejestracyjnego można – bez nadmiernych kosztów i wysiłku – zidentyfikować osobę fizyczną, to mamy do czynienia z danymi osobowymi. W dobie internetu, gdzie po numerze blach można znaleźć profil kierowcy na forach motoryzacyjnych czy w bazach Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego, ryzyko identyfikacji jest wysokie.
Jeśli opublikujesz film z widocznymi tablicami, narażasz się na skargę do Prezesa UODO. Choć kary administracyjne dla osób fizycznych są rzadsze niż dla firm, to postępowanie wyjaśniające nie należy do przyjemności.
Kodeks Cywilny groźniejszy niż RODO
Znacznie bardziej realnym zagrożeniem dla internetowego „szeryfa” jest pozew cywilny o naruszenie dóbr osobistych (art. 23 i 24 Kodeksu Cywilnego). Pirat drogowy, choć złamał przepisy ruchu drogowego, nie traci swoich praw obywatelskich. Ma prawo do prywatności i ochrony wizerunku.
Wyobraź sobie sytuację: nagrywasz kierowcę, który wymusił pierwszeństwo. Wrzucasz film do sieci, nie zamazując twarzy (bo widać ją przez szybę) ani tablic. Internauci wylewają na kierowcę wiadro pomyj, wyzywają go, a ktoś rozpoznaje go jako swojego sąsiada czy nauczyciela w szkole. Nagrany kierowca może pozwać Cię o naruszenie dóbr osobistych, twierdząc, iż publikacja naraziła go na utratę zaufania potrzebnego do wykonywania zawodu lub na ostracyzm społeczny.
W takim przypadku sąd może nakazać Ci nie tylko usunięcie filmu i opublikowanie przeprosin, ale także zapłatę zadośćuczynienia. Kwoty te mogą sięgać kilku, a choćby kilkunastu tysięcy złotych. To, iż ktoś popełnił wykroczenie, nie daje nam prawa do publicznego linczu.
Pułapka charakterystycznych szczegółów
Wielu kierowców myśli: „Zamażę blachy i jestem bezpieczny”. To błąd. Tożsamość kierowcy można ustalić nie tylko po numerach. Charakterystyczne naklejki na karoserii, nietypowy kolor auta, widoczna twarz pasażera, a choćby specyficzne miejsce zdarzenia (np. podjazd pod konkretny dom) – to wszystko są dane umożliwiające identyfikację.
Szczególnie ryzykowne jest publikowanie filmów, na których dochodzi do agresji drogowej, a my upubliczniamy wizerunek sprawcy (jego twarz), gdy wysiada on z auta, by nam „wyjaśnić” sytuację manualnie. Bez zgody tej osoby, publikacja jej wizerunku jest co do zasady nielegalna (chyba iż jest to osoba publiczna wykonująca funkcje publiczne, ale agresywny kierowca Skody zwykle nią nie jest).
Co to oznacza dla Ciebie?
Posiadanie kamery w aucie to świetny sposób na zabezpieczenie własnych interesów, ale wymaga odpowiedzialności. Aby nie zamienić roli ofiary w rolę pozwanego, trzymaj się tych 4 żelaznych zasad:
Po pierwsze, nagrywaj dla siebie i dla policji, nie dla sławy. jeżeli jesteś świadkiem drastycznego łamania przepisów, Twoim obywatelskim prawem (a czasem obowiązkiem) jest przekazanie nagrania organom ścigania. Wysyłając film na specjalną skrzynkę mailową policji „Stop Agresji Drogowej”, działasz w granicach prawa. Przekazujesz dowód organowi uprawnionemu do karania, a nie upubliczniasz go nieokreślonemu kręgowi odbiorców.
Po drugie, jeśli musisz publikować, anonimizuj totalnie. jeżeli korci Cię, by wrzucić film na YouTube czy Facebooka, musisz skutecznie uniemożliwić identyfikację kierowcy i pasażerów. Zamazanie samej tablicy to za mało. Ukryj twarze, charakterystyczne napisy na aucie (np. nazwę firmy – bo narazisz się też na pozew od przedsiębiorcy o naruszenie renomy), a choćby numery boczne, jeżeli to taksówka.
Po trzecie, uważaj na dźwięk. Często zapominamy, iż wideorejestrator nagrywa też to, co dzieje się w naszej kabinie. jeżeli podczas nagrywania pirata wymieniasz nazwisko swojego pasażera, opowiadasz o poufnych sprawach służbowych albo po prostu soczyście przeklinasz – wycisz ścieżkę dźwiękową przed publikacją. To chroni Twoją prywatność.
Po czwarte, pamiętaj, iż w innych krajach jest gorzej. Wybierając się na wakacje za granicę (np. do Austrii, Luksemburga czy Portugalii), sprawdź przepisy lokalne. W niektórych państwach samo posiadanie kamerki na szybie jest traktowane jako nielegalny monitoring i grozi gigantycznym mandatem, choćby jeżeli niczego nie opublikujesz.

2 godzin temu



