Mateusz Szczypiński, koszykarz Solvera Sokoła: Łańcut ma szczególne miejsce w moim sercu

1 dzień temu
Fot. Izabela Kwiecień-Szpunar

Rozmowa z MATEUSZEM SZCZYPIŃSKIM, koszykarzem Solvera Sokoła Łańcut

KOSZYKÓWKA. I LIGA

– Gdy pojawiła się propozycja powrotu do Łańcuta, na pana twarzy od razu pojawił się uśmiech?
– Nie będę ukrywał – ucieszyłem się. To nie była pierwsza propozycja z Sokoła mojego powrotu. Poprzedni sezon miałem trudniejszy z powodu kontuzji, która wykluczyła mnie z gry praktycznie na całą drugą rundę. Wiedziałem, iż ofert może być mniej niż zazwyczaj. Gdy zadzwonił prezes Sławomir Kuźniar, gwałtownie doszliśmy do porozumienia. Bardzo dobrze rozmawiało mi się też z trenerem Kaszowskim. Cieszę się, iż tu wracam, bo czuję się w Łańcucie świetnie. Przyjeżdżając tutaj na nowo, nie ma się poczucia wchodzenia w obce miejsce – Łańcut zapadł mi w pamięć i ma szczególne miejsce w moim sercu.

– Za wami pierwszy mecz sparingowy w okresie przygotowawczym z Miastem Szkła Krosno (65:83). Można jakieś wnioski po nim wyciągnąć?

– Szkoda, iż przegraliśmy, ale to nasz pierwszy sparing, więc sam wynik był sprawą trzecio czy choćby czwartorzędną. To było dopiero nasze drugie granie pięć na pięć. Mieliśmy już jakieś tam mikro urazy, a Milan Milovanović dojechał w tym tygodniu, więc nie mieliśmy jeszcze okazji trenować w pełnym składzie. Najważniejsze jest to, iż nikt nie złapał kontuzji i skończyliśmy w zdrowiu. Mam nadzieję, iż dobrze przepracujemy ten tydzień przed turniejem w Krośnie i nasze następne mecze będą wyglądać już dużo lepiej.


Fot. Izabela Kwiecień-Szpunar

– Rozpoczynacie okres sparingowy, a to oznacza, iż chyba już schodzicie z tych największych obciążeń treningowych?
– Myślę, iż nie tyle będziemy schodzić z obciążeń, ile wdrażać coraz więcej koszykówki pięć na pięć i skupiać się na zgrywaniu. Musimy się po prostu docierać jako drużyna. Z poprzedniego składu zostali tylko Milan Milovanović, Piotrek Wieloch i Maciek Kucharek. Zespół musimy budować na nowo. Widać u nas duży potencjał. To jest totalnie inna drużyna, tak mi się wydaje, niż zwykle budowana była w Łańcucie – jest sporo młodzieży, a mniej doświadczonych zawodników. Mamy jednak swoje doświadczenie i miejmy nadzieję, iż połączymy jedno z drugim i naprawdę może być to obiecujące granie w naszym wykonaniu.

– Do zespołu z Łańcuta trafiliście we trzech z GKS-u Tychy, pan Szymon Walski i Michał Lis, więc pewne automatyzmy i znajomości już są.

– Tak, nasza trójka z Tychów nie potrzebuje aż tyle czasu w dotarcie, ale w Łańcucie gramy w zupełnie innym systemie. Musimy przestawić się z tego, co było w Tychach, na założenia trenera Kaszowskiego. Nie powinno to być większym problemem, choć nie chcę nas też w ten sposób usprawiedliwiać. To było dopiero nasze drugie granie pięć na pięć, ale jestem przekonany, iż do pierwszego meczu w okresie będziemy dużo lepiej przygotowani. Pod względem kondycyjnym wyglądaliśmy dzisiaj przyzwoicie – nie było braku tlenu, a rotacja była równa. To napawa optymizmem.


Fot. Izabela Kwiecień-Szpunar

– Zna pan trenera Dariusza Kaszowskiego czy też większość graczy z zespołu. Na co w tym sezonie będzie stać Solvera Sokoła?
– Myślę, iż będziemy zespołem dużo bardziej nieobliczalnym niż Sokół z poprzednich lat. Gdy grałem tu cztery lata temu w I lidze, ta liga wyglądała zupełnie inaczej – nie było obcokrajowców ani wymogu gry młodzieżowca. Dzisiaj rozgrywki na zapleczu ekstraklasy są znacznie mocniejsze Będziemy niewygodnym, nieprzewidywalnym rywalem dla wszystkich. W niektórych spotkaniach wejdziemy w rolę faworyta, ale przede wszystkim stawiałbym na naszą nieobliczalność.

– Patrząc na składy innych zespołów, rywalizacja w I lidze zapowiada się niezwykle interesująco. W większości zespołów jest po dwóch obcokrajowców…
– Zdecydowanie. Walka o pierwszą czwórkę czy szóstkę będzie bardzo zacięta. Rozmawiałem ostatnio z Mateuszem Brękiem i gdy analizowaliśmy tabelę, doszliśmy do wniosku, iż w tej lidze nie ma słabych drużyn. O każdy punkt trzeba będzie mocno walczyć, zarówno u siebie, jak i na wyjeździe. Mam nadzieję, iż ta nasza nieobliczalność zadziała na naszą korzyść i przeniesiemy ją na parkiet jako dominującą stronę, a w trudniejszych momentach wykorzystamy nasze doświadczenie.


PRZECZYTAJ TEŻ: Michał Lis, koszykarz Solvera Sokoła: drzemie w nas naprawdę duży potencjał


Fot. Izabela Kwiecień-Szpunar
Idź do oryginalnego materiału