MICHALINKA: O no, not again!

goniec.net 1 godzina temu
O nie, znów się zaczęło! Co prawda lato jeszcze trwa i tak formalnie przejdzie w jesień dopiero 22 września we wtorek, a ja piszę 20 września, w niedzielę.
Ale ze zgrozą. Obudziłam się ze zgrozą, przez ten nieprzyjemny szum. Próbowałam go zignorować, naciągając kołdrę na głowę. Dało to niewiele. Próbowałam z tym szumem jeszcze trochę pospać – przecież to niedziela! Też dało niewiele. I nagle mnie olśniło, boć przecież od kilku dni zamieniłam bawełniane prześcieradło do przykrywania i osłaniania się do komarów na kołdrę. Co prawda taką leciuchną, jak przepisy na google, które zawsze są leciuchne i pyszniutkie – no ale to inna para kaloszy. Więc ta lekka kołdra z Ikea, jest przejściowa z lata na jesień, bo potem mam jeszcze taką średnią, na normalne zimowe noce, i taką bardzo puchatą na wypadek jak nie ma prądu. Takie stopniowanie jest ważne, bo pokazuje jak współczesny człowiek w Kanadzie jest przygotowany na wszystko. Nie to co kiedyś: jedna pierzynka na pół wieku, i to na całą rodzinę. A niektórzy to choćby do Kanady z nią przyjechali. Na wszelki wypadek, jakby było źle to zawsze można się przykryć.
I jak sobie skojarzyłam tę leciuchną kołderkę, która nas okrywała, to uświadomiłam sobie, iż ten szum to ogrzewanie, które się włączyło samo, bo temperatura spadła poniżej ustalonego poziomu. Takie mądre urządzenie, samo wie kiedy o mnie dbać. Ale ta świadomość mądrego urządzenia, czyli termostatu, wcale mi humoru nie poprawiła. Tak jak nie poprawia mi humoru wujek Google, który szpera w moim wirtualnym profilu i zalewa mnie informacjami, który on sądzi, iż powinny mnie interesować. W tym jest lepszy niż mój szwagier, który od zawsze mówi mi nie tylko co mam myśleć, ale i o czym i jak mam pisać. A potem się bardzo źli na mnie, iż go nie słucham i nie myślę i nie piszę tak jak jemu pasuje. Kiedyś byłam już tymi pouczeniami tak znużona, iż zaproponowałam mu, żeby się więcej nie denerwował i mnie po prostu nie czytał. Efekt był niespodziewany i niezamierzony, bo tak się rozeźlić, iż do dzisiaj ze mną nie rozmawia, a dodatkowo psuje mi marę w rodzinie. No ale niech mu tam. Czekam, aż mu się na starość kanty stępią.
Ten szum z ogrzewacza też mnie tak rozeźlił jak mój szwagier. Moje letnie prace ogrodowe jeszcze niedokończone i dalej w okresie letnim, a tutaj mnie już straszą jakąś jesienią. Najgorsze to, iż mają rację. Sprawdziłam pogodę w moim siedlisku na wsi, a tam już straszą przymrozkiem. A ja? Tak jakbym zapomniała, iż po Labour Day (Święto Pracy obchodzone w Kanadzie w pierwszy weekend września) to już wszystko możliwe. I przymrozek, i śnieg. To dlatego obchodzimy Święto Dziękczynienia (Thanksgiving Day) o cały miesiąc przed Amerykanami. U nas dziękujemy za dary w drugi weekend października, w Stanach, w drugi weekend listopada. No cóż u nas w listopadzie, to już może być zima na całego. Ale zanim to nastąpi, pozostało trochę czasu żeby się nacieszyć późnymi kolorami lata i różnymi kolorami jesieni. A szum ogrzewania? Głos dobiegający z kuchni i aromat świeżo parzonej kawy poprawia mi nastrój: – Jak to dobrze, iż nie muszę iść do piwnicy z wiaderkiem po węgiel, żeby było ciepło.
[email protected], 20 września, 2026
Idź do oryginalnego materiału