Mickiewicz na rynku. Biała przypomniała, po co nam wspólne czytanie

opowiecie.info 1 godzina temu

4 października rynek w Białej stał się miejscem wojewódzkich obchodów Narodowego Czytania „Dziadów” Adama Mickiewicza. W programie znalazły się wspólna lektura, spotkanie z Piotrem Polkiem, przedstawienie miejscowego teatru i muzyka. A obok literatura spotkała się z historią miasta, dawnymi rzemiosłami i zwiedzaniem trzech zabytkowych wież. Takie połączenie ma sens, jeżeli po uroczystości zostaje coś więcej niż zdjęcie gospodarzy z otwartą książką.

Narodowe Czytanie łatwo urządzić tak, żeby wszystko się zgadzało: nazwiska, kolejność wystąpień, fragment lektury i pamiątkowa fotografia. Trudniej sprawić, żeby ktoś wrócił do domu z myślą, iż ten Mickiewicz jednak ma mu jeszcze coś do powiedzenia.

Bo z „Dziadami” jest kłopot. Są arcydziełem, ale dla wielu ludzi przede wszystkim obowiązkową lekturą. Kojarzą się z odpytywaniem, rozprawką i poszukiwaniem adekwatnej odpowiedzi. Człowiek pamięta, iż powinien był coś zrozumieć, choć niekoniecznie pamięta, dlaczego miałoby go to obchodzić. Tymczasem to tekst o sprawach bardzo ludzkich: krzywdzie, samotności, odpowiedzialności, pysze i obojętności na cudze cierpienie. Także o władzy i przemocy. Naprawdę nie trzeba wielkiego wysiłku, żeby znaleźć powody do ponownego czytania.

Rynek małego miasta może być do tego dobrym miejscem. Nie trzeba kupować biletu do wielkiego teatru ani przekonywać samego siebie, iż jest się dostatecznie przygotowanym do kontaktu z klasyką. Można przyjść, posłuchać i sprawdzić, czy coś nas w tych słowach zatrzyma.

Obecność Piotra Polka pomaga przyciągnąć uwagę. Popularny aktor daje okazję do spotkania z kimś znanym z ekranu, ale jego udział ma też konkretny sens: dobrze przeczytany dramat potrafi zabrzmieć inaczej niż tekst przeglądany kiedyś w pośpiechu przed lekcją. W dorobku Polka jest zresztą także „Lawa”, film związany właśnie z „Dziadami”.

Równie ważne miejsce w programie otrzymał Teatr GCK w Białej ze swoim przedstawieniem „Dziady. Remake”. To dobry znak. Miejscowy teatr daje mieszkańcom możliwość uczestniczenia w kulturze również od strony sceny. Ktoś musi przecież ten tekst przeczytać, przemyśleć, przećwiczyć i wziąć za niego odpowiedzialność przed publicznością.

Warto przy tym zachować proporcje. Zaproszony artysta jest gościem jednego wydarzenia. Ludzie tworzący miejscowy teatr zostają. Od ich pracy, a także od codziennej działalności bibliotek i ośrodków kultury, zależy, czy podobne spotkania mają dalszy ciąg.

Biała dołożyła do czytania własną historię. Obchodom towarzyszył finał projektu „Śląsk bez granic IV – śladami białej damy”, z jarmarkiem historycznym, pokazami dawnych rzemiosł, warsztatami i możliwością zwiedzania wież: Wodnej, Prudnickiej i Ciśnień. To rozsądny pomysł na zainteresowanie miastem także tych, którzy na samą lekturę być może by nie przyszli. Jednego przyciąga teatr, drugiego rzemiosło, trzeciego okazja do wejścia do zabytkowej wieży. Przy okazji można usłyszeć Mickiewicza. Kultura nie wymaga od każdego identycznej drogi dojścia.

Nie trzeba też udawać, iż każdy uczestnik po takim popołudniu przeczyta cały dramat. Wystarczy, iż ktoś sięgnie po książkę, ktoś zainteresuje się miejscowym teatrem, a ktoś po raz pierwszy dowie się czegoś o zabytku, który od lat mijał bez zastanowienia.

Organizatorami obchodów były Wojewódzka Biblioteka Publiczna w Opolu, marszałek Szymon Ogłaza, Gminne Centrum Kultury w Białej i gmina Biała. Ich pracę warto oceniać właśnie po tym, czy takie wydarzenie otwiera mieszkańcom kolejne możliwości. Samo uroczyste odczytanie fragmentu jest dopiero początkiem.

Najciekawsze pytanie brzmi więc: co będzie po niedzieli? Czy biblioteka zaprosi do rozmowy o książce, czy miejscowy teatr pokaże następne przedstawienie, czy zabytkowe wieże znów będzie można poznać z przewodnikiem? Bo wspólne czytanie ma największą wartość wtedy, gdy budzi ochotę na coś jeszcze.

Fot. UMWO

Idź do oryginalnego materiału